Biblioterapia w bibliotekach. Zakres, formy, metody, Wrocław 10 - 11 października 2003


- Spis treści - Poprzedni - Następny

   
 

Małgorzata B. Siemież
Dolnośląska Szkoła Wyższa Edukacji TWP
we Wrocławiu

Twórczość literacka jako forma autoterapii na przykładzie Tadeusza Geniusza

Literatura od dawna ma ogromny wpływ na człowieka, służy jego samorealizacji, inspiruje go i zmusza do refleksji. Jednym z pierwszych jej zadań było wychowanie, ale nie tylko. Książka, przenosząc czytelnika w czasie i przestrzeni, kształtuje i rozwija jego wyobraźnię. Przyczynia się do jego dojrzewania emocjonalnego. Dostarczając wzorców, pomaga przebudowywać i rozbudowywać własny wewnętrzny świat czytelnika. Współcześnie literatura nie tylko koi, łagodzi napięcia, dając jednocześnie poczucie bezpieczeństwa. Może się także stać środkiem profilaktycznym. Z racji zawartych w niej wartości estetycznych, moralnych i wychowawczych przyczynia się do "wzmacniania" odporności psychicznej jednostki[1].

Stosunek zachodzący między książką a odbiorcą jest w każdym przypadku relacją indywidualną. Skutki zetknięcia się jakiejś jednostki z dziełem zależą nie tylko od właściwości tego dzieła, lecz także od osobowości, poziomu kulturalnego, wrażliwości i wreszcie określonego samopoczucia i nastroju odbiorcy. Toteż nie tylko różne książki mają jednego odbiorcę lub jedna książka ma różnych odbiorców, lecz nawet ten sam utwór ma tego samego odbiorcę w różnych okolicznościach, gdzie może działać różnie, utrwalając lub burząc równowagę psychiczną.

Dzięki literaturze człowiek odkrywa w sobie nowe strony osobowości, poznając obszary doznań, wcześniej nieznanych czytelnikowi. Czytając o różnych przeżyciach, które bądź odnajduje w sobie, bądź też wie, że nigdy by nie był do nich zdolny, rozszerza zakres własnych doświadczeń. Poznaje nowe odmiany przeżywania miłości, rozpaczy, klęski czy szczęścia. Doświadczenia cudze, poznane dzięki literaturze, mogą budzić akceptację albo dezaprobatę własnych zachowań podobnych do przedstawionych w książce.

Literatura może być źródłem emocji i wiedzy. Nie chodzi tu o wiedzę naukową, chociaż też, ale o wiedzę, która pozwoli czytelnikowi zrozumieć swoją trudną sytuację, własne przeżycia. Wiedza ta pomaga wykształcić postawy wobec siebie, wobec otoczenia, pomaga znaleźć dystans wobec swojej choroby itp.

To, czy literatura będzie miała w danym momencie pozytywny czy negatywny wpływ na czytelnika, zależy od jego osobowości, od jego doświadczeń życiowych, od nastawienia czytelniczego oraz treści książki.

Wydaje się, że literatura może i powinna stanowić znaczący czynnik w refleksji nad sobą, ta zaś z kolei może stać się ważnym czynnikiem wspomagającym zarówno leczenie chorego, jak kształtowanie jego nastawień do życia, do choroby i do śmierci. I tu chyba dotykamy sedna sprawy: nie - jedynie czytanie, zagospodarowanie czasu, rozrywka stanowią czynnik terapeutyczny, lecz zrozumienie dzięki lekturze nowych obszarów zjawisk, psychiki własnej i drugiego człowieka. Konsekwencją takiego podejścia do literatury staje się zaangażowanie osoby - czytelnika, który zaczyna stawiać sobie pytania szczególnie istotne dla niego samego, a nawet zaczyna podejmować próby własnej twórczości, najczęściej idąc w kierunku poezji, formy pamiętnika, krótkich opowiadań.

Dokonując przejścia od literatury do twórczości, bynajmniej nie uciekam od tej pierwszej, lecz wskazuję na fakt, że niejednokrotnie staje się ona inspiracją dla tej drugiej. Co więcej, jeśli mówimy o terapeutycznej funkcji literatury, to nie możemy pominąć roli twórczości, która zdaje się przejmować ową terapeutyczną funkcję m.in. od literatury, prowadząc często do autoterapii. Twórczość, będąc dla twórcy kreacją własnych myśli, doświadczeń, projekcją przeżyć i marzeń, wnika w istotę człowieka i może spowodować reasumpcję poglądów, nawyków, a nawet ograniczeń - zwłaszcza tych wewnętrznych. O tym, że twórczość może być drogą do autoterapii, nie trzeba chyba zbytnio nikogo przekonywać. Czy jednak wystarczy, by ktoś chwycił za pióro, napisał kilka wierszy i już znalazł się w objęciach "uzdrawiającej twórczości"? Literatura może być zaledwie, albo aż - narzędziem wspierającym w procesie terapii, może podprowadzić jednostkę do progu, zmotywować ją do odpowiedzialności i wpłynąć na indywidualną decyzję. Twórczość może stać się drogą terapii, wraz z jej szczególnym przypadkiem - autoterapii. Kiedy człowiek sam przejmuje odpowiedzialność za swoje czyny, potrafi dokonywać racjonalnych wyborów i ma odwagę podjąć zmagania z własnymi ograniczeniami, to w pewnym sensie wkracza na drogę autoterapii. Dlatego proponuję przyjrzeć się Tadeuszowi Geniuszowi, który podjął próbę przełamania własnych ograniczeń i wybrał twórczość jako sprzymierzeńca we własnej drodze przez życie.

Uważam, że każdy człowiek ma w sobie potencjał twórczy, tylko czasami różne okoliczności, np. cierpienie, choroba czy inne sytuacje życiowe, nie pozwalają mu w pełni na rozwój tych zdolności. Reszta zależy już tylko od danej osoby, czy będzie chciała pokonać trudności, przekroczyć samą siebie, czy podda się przy najbliższej przeszkodzie. Abraham Maslow, w książce pt. Motywacja i osobowość, napisał: Czym człowiek może być, tym być powinien. Do tego właśnie dążył przez całe życie Tadeusz Geniusz, którego sylwetkę chciałabym teraz przybliżyć.

Tadeusz Geniusz urodził się 24 maja 1942 roku. Zanim go poznałam, byłam pewna, że Geniusz - to jego pseudonim. Szybko przekonałam się, że Tadeusz jest naprawdę genialny i w pełni zasługuje na swoje nazwisko. Przez atetozę, czyli niezborność ruchów, był fizycznie uzależniony od drugiej osoby. Trzeba było umyć go, ubrać, nakarmić. Jednak psychicznie i duchowo był wolny, czego dowodem jest chociażby jego credo: Bądź wolny i wyzwalaj swoją wolnością innych z pozornej lub faktycznej niewoli oraz jego wypowiedź: Czasami łapię się na dziwnym odczuciu, że z jednej strony jestem uzależniony od okoliczności, od ludzi, a z drugiej strony mam poczucie niezależności. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to złudzenie, ale chyba nie. Uzależniamy się od swoich nawyków, przyzwyczajeń, poglądów, wyobrażeń. Udało mi się wytworzyć w sobie zjawisko otwartej przestrzeni, w której myśli nabierają kształtów obłoków. Obłoki te zmieniają się, znikają, a niebieskie niebo pozostaje bez zmian: wolne i nieskażone. Taka jest właśnie moja przestrzeń wewnętrzna, porównywalna do czegoś, co można określić sferą. Raz po niej suną ciemne chmury, to znowu małe obłoczki, a najczęściej to jest błękit z małym, uśmiechającym się słoneczkiem. Dlatego nie czuję się uzależniony, ani zniewolony[2]. Tadeusz dużo pracował nad sobą, żeby dojść do takich przemyśleń. Dawniej, gdy zadawał sobie pytanie: Kim jestem? - odpowiadał: Sam nie wiem, na pewno człowiekiem, choć kiedyś wydawało mi się, że jestem podczłowiekiem, z racji mojego stanu fizycznego. Tę ułomność czułem stale, kiedyś to było moje przekleństwo, napawało mnie poczuciem niższości w stosunku do innych rówieśników. Przez cały okres młodości czułem się jak Parias, który jest innym, niedotykalnym, a może właśnie dotkniętym przez palec boży. Na widok innych ludzi kurczyłem się, miałem ochotę w pewnych sytuacjach przestać istnieć, rozpaść się w pył, w proch, zniknąć po prostu, by tylko nie razić ludzi swoim widokiem, żeby nie wywoływać uśmiechu politowania, a najczęściej nienawistnej mi litości. To trwało przez długi okres czasu[3].

Później motywem jego działania było pokazywanie, jak można, nawet przy minimalnych możliwościach, ciągle dorastać do tego, aby nikt nie powiedział, że jest człowieczkiem, ale CZŁOWIEKIEM! Ta przemiana nastąpiła dzięki dwóm ważnym czynnikom. Pierwszy - to rodzina i przyjaciele, którzy otaczali go życzliwością i miłością, pomagali przejść trudne chwile i służyli wsparciem. Drugi czynnik to twórczość.

Każdy, kto zajmuje się potrzebami psychicznymi człowieka, czy to Murray, Maslow czy inni naukowcy, umieszcza pośród nich potrzebę twórczości. Spełnia ona ogromną rolę, zwłaszcza wśród osób niepełnosprawnych, gdyż realizacja jej, jak i efekt końcowy, przynosi satysfakcję, dając poczucie bycia kimś, bycia potrzebnym.

Każdy człowiek posiada pierwotną zdolność twórczą, jest to coś zwykłego i powszechnego. Z podświadomości, z głębokiego "ja" pochodzi zdolność do prawdziwej twórczości, która jest rodzajem intelektualnej zabawy, jest zgodą na samego siebie, na swą wyobraźnię, na stan odprężenia, na własne szaleństwo[4]. Twórczość, jako cecha osoby, to zdolność do produkowania wytworów charakteryzujących się koniunkcją dwóch cech: nowości i wartości[5]. Brogowski[6] dodaje jeszcze, że twórczość musi być nie tylko nowatorska, ale i oryginalna. Tworzenie wyraża istotę osoby ludzkiej. Twórczość może przejawiać się niemal w każdym czynie człowieka, w każdym rodzaju aktywności. Osobę twórczą cechuje:

  • otwartość, czyli łatwość asymilowania nowych informacji,
  • niezależność, czyli postawa nonkonformistyczna i nieuleganie naciskowi,
  • oryginalność myślenia, czyli przełamywanie własnych poglądów oraz przezwyciężanie schematów myślowych,
  • ciekawość wobec rzeczy nowych, czyli odbieganie od przyzwyczajeń,
  • wytrwałość, czyli zdolność do długotrwałej, wytężonej pracy i odraczania gratyfikacji[7].

Myślę, że każdy powinien pielęgnować własną postawę wobec świata, innych ludzi, wobec samego siebie tak, aby była ona twórcza. Tadeusz czynił to znakomicie. Był człowiekiem bardzo otwartym, nieskoncentrowanym na sobie, potrafił obdarzyć pełną uwagą osobę, z którą się spotykał. Stwarzał atmosferę pewnej lekkości, atmosferę, w której się wręcz wypoczywało. Posiadał wielką łatwość odnajdywania się w rozmaitych sytuacjach międzyludzkich, różnych układach towarzyskich - z młodszymi, starszymi, z jedną czy z wieloma osobami.

Wiele osób zastanawia się, kto to jest twórca niepełnosprawny? Poeta na wózku sterowanym dżojstikiem, malarz trzymający pędzel nogą lub wargami, rzeźbiarz pracujący w pozycji leżącej czy niewidomy kompozytor - może się wydawać, że są to cuda cudów. Jednak dzieło sztuki jest wartością samą w sobie i nie ma żadnego znaczenia sposób działania artysty. Liczy się tylko dzieło, które bierze się z talentu i trudu. I nie ma tu większego znaczenia fakt, że niepełnosprawny artysta tworzy - w większym niż inni - trudzie. A może dzieje się tak dlatego, by tworzonym dziełom ból i trud dodawały wartości? Bo ten, kto cierpi, ma bogate wnętrze i może z tego bogactwa czerpać. Tadeusz Geniusz, za Piotrem Pröbe, zastanawiał się, jaki sens ma termin "twórca niepełnosprawny"? Tadeusz mówił: Co to znaczy sprawny lub niepełnosprawny? Czy dogorywający w szpitalu bokser zawodowy, który pokonywał przeciwnika po pięciu rundach, jest sprawny czy niepełnosprawny? Stefan Hawking, najwybitniejszy fizyk, teoretyk współczesności, poruszający się na wózku elektrycznym, posługujący się przetwornikiem mowy i rozszerzający horyzonty pełnosprawnym studentom, jest sprawny czy nie? Fizycznie jest karłem, a intelektualnie gigantem współczesności. I cóż można mówić o sprawności lub niepełno, lub ćwierć?[8].

Pojęcie to w rozumieniu potocznym odnosi się przede wszystkim do tego, co widać, do tego, co zewnętrzne, do ciała. Człowiek niepełnosprawny, osiągający sukcesy na niwie artystycznej wzbudza podziw, a co najmniej zainteresowanie otaczającego go świata. Często ocena dokonań artystycznych osób niepełnosprawnych uwarunkowana jest ową niepełnosprawnością. Jest to niesłuszne, gdyż skończone dzieło nie jest już własnością twórcy. Odrywa się ono od niego w sposób ostateczny i nieodwołalny. Właśnie owa alienacja sprawia, że ocena dzieła powinna być niezależna od osoby twórcy, od jego stanu zdrowia lub choroby. Wejście osoby niepełnosprawnej w magiczny krąg sztuki ma szczególne znaczenie psychoterapeutyczne, tak w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym. Jest swoistym ekwiwalentem za trud pokonywania niepełnosprawności. Niepełnosprawny im bardziej jest artystą, tym jest mniej niepełnosprawny[9].

Twórczość dla Tadeusza była samospełnieniem. Przez bardzo długi okres czasu, kiedy nie tworzył, czuł się po prostu kimś gorszym, na którego ludzie patrzyli albo z litością, albo z politowaniem. Twórczość zrównała go, zasypała przepaść między zdrowymi a chorymi. Twórczość była i terapią, i spełnieniem oczekiwań, a jednocześnie wielkim darem. Twórca - to jest taki mały bóg, który stwarza z niczego, czyli powtarza boski gest kreacjonizmu. Kiedy piszę, to rzeczywiście wykonuję zaklęcie, na którego moc powstają światy, rodzą się postacie i umierają. Twórczość daje poczucie niemal że nadludzkiej mocy. Nieprawdą jest, że to nie żyje, to żyje w człowieku. Czuje się jak narasta i dąży do ujawnienia, tak jak dziecko w łonie matki, które najpierw jest prawie nicością, a potem staje się dla niej wszystkim, zasłania sobą cały wszechświat - ta odrobina. To jest właśnie wspaniałe i straszne zarazem, że twórca może być odpowiedzialny za swoje dzieło i ponosić pełną konsekwencję za to, że sięgnął po atrybut wszechmocy[10].

MOC TWORZENIA

Pomysł krzepnie 
niemoc truchleje  
nierealne realnieje! 
Chaos bioprądów uładza się 
na ekranie jaźni znika skaza. 
Rozjaśniam ją  
wypełniam 
ożywiam. 
Z koncentracji
przechodzę w kreację - 
aż do wyczerpania
do skraju impresji[11]. 

Jak przebiegać będzie życie człowieka niepełnosprawnego, zależy w dużej mierze od niego samego w momencie, gdy w pełni uświadomi sobie swoje ograniczenia i możliwości. Porównuje on stan teraźniejszy z przeszłym, koncentrując swoją uwagę na tym, co utracił. Wydaje mu się, że jego ograniczenia uniemożliwiły mu całkowicie realizację swoich celów. Dla niego, w hierarchii wartości, najważniejsze staje się zdrowie, sprawność fizyczna i energia do osiągania sukcesu.

A. Kępiński twierdzi, że obraz własnej osoby u jednostki niepełnosprawnej składa się z dwóch obrazów: "jaki chciałbym być" i "jaki jestem naprawdę?". Natomiast inni psychologowie, np. K. Obuchowski[12], zwracają uwagę, że obraz własnej osoby postrzegany jest w trzech wymiarach: jakim byłem, jakim jestem, jakim chciałbym być? Tadeusz twierdził, że jego dynamizm bierze się z opozycji w stosunku "ja realnego" do "ja postulowanego". Jego "ja realne" jest niezmienne i inercyjne. "Ja postulowane" stara się wyzwolić z "ja idealnego", stara się oderwać od niego. Te dwie sprzeczne, a jednak przyciągające się postacie, wyzwalają dążenie do zmiany, do coraz bardziej wyraźnego "ja wyimaginowanego". To "ja realne" trzymało go przy ziemi, a drugie "ja" - kształtujące się, pociągało wzwyż. Dopóki jedno z nich nie osiągnęło przewagi, proces trwał. Tadeusz dążył do coraz pełniejszego akcentowania swojej osobowości, pokazania, że być człowiekiem niepełnosprawnym, to wcale nie jest przekleństwo. Bardzo często jest to pomyślny zbieg okoliczności, gdyż osobom niepełnosprawnym dano większą dozę wrażliwości, więcej czasu na refleksję i chociaż ciało mdłe, to duch ochoczy.

Tadeusz jako 26-letni chłopak zaczął pisać wiersze. Najpierw krótkie rymowanki, tak na wesoło, żeby sprawdzić siebie. Złapał bakcyla twórczości i do końca nie mógł się z niego wyleczyć. Więc trzeba ten krzyż - nie wiem czy krzyż, czy laur - dźwigać, ponieważ pisanie i tworzenie to jest bardzo ambiwalentne odczucie. Z jednej strony chciałoby się rzucić to w diabły i być normalnym człowiekiem, a z drugiej strony coś karze wybijać się ponad tą przeciętność. Nie wiem czy to jest błogosławieństwo, czy przekleństwo. Chyba jak zwykle jedno i drugie[13]. Pisanie wierszy bawiło go szczerze dopóki nie poznał, w roku 1971, redaktora Poezji Bohdana Drozdowskiego, który zachęcił go, by poważnie potraktował swoje utwory. Tadeusz postanowił zaryzykować, co zakończyło się sukcesem, gdyż jeszcze tego samego roku, w 13. numerze Odgłosów, ukazał się jego wiersz Zwrócony dar.

ZWRÓCONY DAR

Naturo, ślepa starucho,
to ja, twój bękart,
a człowiek!
W jaką wcieliłaś mnie formę?
W drgającą skurczami materię.
A wolę mi dałaś i rozum...
Na cóż mi on?
Kamień szczęśliwszy,
bo bólu nie czuje,
a rozum - narzędzie
perfidnej tortury.
O, gdybym oszalał!
W ciszy bym trwał
lub w rozkosznej euforii
miałbym koronne widzenia.
Stary Mistrzu Aniele,
tytanie ludzkości,
Twe gorące serce cudów dokonało.
Tworzyłeś piękno,
którego tak bardzo było Ci brak.
Mnie cóż dano?
Serce podobne do Twego
z cudzymi rękami...
Przewrotna naturo, to nic,
że forma chybiona!
Sam sobie wykuję bogaty kształt ducha,
a tobie ten zewłok zostawię![14].

Kiedy wydrukowano po raz pierwszy moje wiersze poczułem, że kimś jestem. Doznałem wtedy po raz pierwszy uczucia pełnego szczęścia. Nikła świadomość, że nie istnieję na próżno. Poezja - to ona dodała mi pewności![15]. To zachęciło go do dalszego pisania, aż powstało tyle utworów, że można było wydać dwa tomiki poezji: W łańcuchu DNA (1981 r.) oraz W zaistnieniu (1988 r.). Trzeciego tomiku, po części przygotowanego, Tadeusz nie zdążył wydać, gdyż zmarł 10 listopada 1999 roku.

Literatura, również w przypadku Tadeusza, spełniała funkcję terapeutyczną w odniesieniu do następujących sfer osobowości człowieka:
W sferze intelektu może pomóc człowiekowi zdobyć wiedzę niezbędną dla zrozumienia i rozwiązania własnych problemów.
W sferze społecznej pomaga dostrzec socjalne i kulturowe uwarunkowania działalności człowieka i związki łączące go z innymi ludźmi.
W sferze emocjonalnej umożliwia dokonanie wglądu identyfikacji oraz powoduje kompensację bez narażania czytelnika na niebezpieczeństwa związane z bezpośrednim omawianiem jego osobistych problemów
[16].

Literatura zmusza swych odbiorców do osobistego zaangażowania się w to, co przedstawia, skłania do współprzeżywania pokazanych w książce konfliktów i wydarzeń, apelując przy tym do osobistych doświadczeń odbiorcy, poruszając jego najskrytsze pragnienia i marzenia. Literatura stwarza warunki do projekcji i częściowego wyładowania własnych niepokojów i kompleksów oraz impulsów, które niewyładowane mogłyby stać się destrukcyjne dla jednostki, a ujawnione w bardziej bezpośredniej postaci byłyby niebezpieczne i szkodliwe dla społeczeństwa. Literatura umożliwia częściowe zrekompensowanie braków realnego życia i zastępcze zaspokojenie niezrealizowanych pragnień, marzeń i ambicji. Książka, dzięki specyficznym właściwościom swej treści i form, dysponuje możliwością równoczesnego symultanicznego oddziaływania na wszystkie sfery życia psychicznego: na zmysły, wyobraźnię, uczucia i nastroje oraz intelekt.

Poezja dla Tadeusza była sposobem na życie, wyrazem jego osobowości, środkiem psychoterapeutycznym i ekspresją uczuciowo-werbalną, nitką intymnego porozumienia z innymi. Tadeusz, czując się dłużnikiem ludzi, którzy w niego zainwestowali, by mógł swobodnie tworzyć, chciał, żeby taką samą szansę mieli inni twórcy ograniczeni chorobą. Udało mu się wzbudzić zainteresowanie i powstało Ogólnopolskie Stowarzyszenie Twórczości Artystycznej Osób Niepełnosprawnych "Symbioza". Od trzech lat istnieje to stowarzyszenie w Poznaniu, którego jestem współinicjatorem. Działa dość prężnie, gdyż odbyły się już dwa obozy twórcze ludzi niepełnosprawnych, podczas których szkolimy swój warsztat pracy pod okiem profesjonalistów[17].

Twórczość dla Tadeusza była swoistym przetwarzaniem danych, obróbką rzeczywistości, kolektorem oczyszczającym wewnętrzne i zewnętrzne środowisko, wreszcie próbą przełamania oporów biernej materii i kształtowania jej na obraz i podobieństwo swoje lub innych, czyli procesem demiurgicznym (kreacyjnym). Twórca jest widzem - aktorem, który z szacunku dla czytelnika powinien zastanawiać się nad każdym słowem, tym ważnym nośnikiem myśli[18]. W poezji Tadeusz starał się pokazać, że człowiek to najwrażliwsza struktura, do której trzeba podchodzić z najwyższym nabożeństwem. Inne problemy wynikają z nieposzanowania, z tego, że miłość uważa się za sport, przyjaźń za okazję do zagarnięcia lub podporządkowania kogoś, a naukę uważa się za jedyny cel, który jest tylko pozorny. Jeśli nie ma w człowieku najważniejszego, mówił Tadeusz, to znaczy miłości, ale nie tej pisanej przez wielką literę, ale tej najmniejszej, która jest zarazem właśnie tą największą, to wtedy nie ma o czym mówić, o czym pisać. Wtedy jest tylko pustka zapełniona pozorem myślenia, działania, pisania. To jest właśnie to, o czym mówi ewangelia: przez miłość, z miłości i do miłości, bo bez niej wszystko się rozpada. Ona jest spoiwem, cementem i dynamitem, który pozwala człowiekowi przeskakiwać przeszkody[19].

Powszechnie uważa się, że prawdziwe poczucie humoru ma ten, kto potrafi śmiać się z siebie, jest to jeden z przejawów zdolności wychodzenia poza siebie, poza własne ograniczenia. Dość często słysząc z ust Tadeusza wesołe uwagi, które doskonale komponowały się z kontekstem rozmowy, jak i żarty na swój temat, jeszcze bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że nie mieścił się on w ramach przeciętnego śmiertelnika. Jeśli nawet zdarzyło mu się narzekać na własne dolegliwości, to było to w pełni uzasadnione i nieuciążliwe dla otoczenia.

W Tadeuszu był duch przekory, który rozbijał schematy, dynamizował go, pozwalał wyciągać z otoczenia to, co jeszcze bardziej go rozwijało, to, co jeszcze bardziej pozwalało mu pokonywać przeszkody. Ten duch nie pozwalał mu poddać się, ciągle pobudzał go do walki. Przewaga jego sfery wewnętrznej nad częścią materialną wyzwalała go z przeciętności bycia szarym człowiekiem. Tadeusz, wykorzystując w pełni własne talenty, zdolności i możliwości, zarówno w życiu codziennym, jak i skrajnych sytuacjach, zmierzał ku wytyczonym sobie celom.

Dla mnie przebywanie z człowiekiem jest pięknym i ciekawym doświadczeniem. Według mnie większość osób niepełnosprawnych, a już na pewno Tadeusz, posiada "szósty zmysł", dzięki któremu potrafią oni bardziej docenić to, co posiadają, bardziej cieszyć się z tego, co mają. Cechą charakterystyczną Tadeusza było nieustanne dawanie siebie, wypływało to z jego natury, w sposób spontaniczny i szczery. Jego stosunek do siebie i innych ludzi - to nieustanne wychodzenie poza własne ego, wychodzenie naprzeciw każdego człowieka i temu, co niesie z sobą życie.

Uważam, że twórczość dla Tadeusza była realizacją jego osobowości, wydobywała z niego to, co miał najbardziej wartościowego i uzdalniała go do doskonalszego, pełniejszego życia. Systematyczna praca, w którą wkładał wiele wysiłku i zaangażowania, pozwalała mu na przezwyciężenie wszelkich trudności zewnętrznych i osiągnięcie optymalnych rezultatów. Tadeusz był wspaniałym człowiekiem, pełnym życzliwości i energii witalno-duchowej. Uważam, że mimo szczególnej sytuacji, życie Tadeusza było bardzo podobne do życia innych twórczych ludzi, gdyż wykorzystywał on w pełni swoje możliwości i zdolności, ubogacając tym ludzi, z którymi miał styczność.

WZBIĆ SIĘ

Gdyby wszystkie kwiaty
zebrać w jeden pąk,
wszystkie dźwięki
w harmonię
wyrównać rytm serc,
słyszeć, jak kropla po kropli
spływa zło i cierpienie -
w otchłań wsiąka
bez skarg i bez gróźb.
w kluczu ludzkości
spłonionej wstydem
jak zorzą
wzbić się ku gwiazdom
z okrzykiem
radości
i dumy: Jam człowiek!

T. Geniusz: W łańcuchu DNA. Wrocław 1981, s. 23

Przypisy

[1] BORECKA, I. Metodyka pracy z czytelnikiem chorym i niepełnosprawnym. Olsztyn 1991, s. 60.

[2] WOLSZCZAK, M. Trudna samorealizacja. Wrocław 1994, s. 36-37.

[3] Ptakiem się stać: film. CWPiFTv Poltel. Warszawa 1986.

[4] MASLOW, A. H. Emocjonalne blokady w twórczości. Nowiny psychologiczne 1983, nr 8-9, s. 75.

[5] NĘCKA, E. Psychologia twórczości. Gdańsk 2001, s. 19.

[6] BROGOWSKI, L. Sztuka i człowiek. Warszawa 1990, s. 35-43.

[7] Tamże, s. 132-138

[8] WOLSZCZAK, M. Trudna samorealizacja, s. 40.

[9] PRÖBE, P. Twórca niepełnosprawny - kto to jest? Ja: Kwartalnik Promujący Twórców Niepełnosprawnych 1998, nr 1-4, s. 7-8.

[10] WOLSZCZAK, M. Trudna samorealizacja, s. 22.

[11] GENIUSZ, T. W łańcuchu DNA. Wrocław 1981, s. 25.

[12] OBUCHOWSKI, K. Psychologia dążeń ludzkich. Warszawa 1983, s. 42-47.

[13] WOLSZCZAK, M. Trudna samorealizacja, s. 20.

[14] GENIUSZ, T. W łańcuchu DNA, s. 9.

[15] Ptakiem się stać: film. CWPiFTv Poltel. Warszawa 1986.

[16] SZULC, W. Sztuka i terapia. Warszawa 1993, s. 52.

[17] WOLSZCZAK, M. Trudna samorealizacja, s. 20-21.

[18] Ptakiem się stać: film. CWPiFTv Poltel. Warszawa 1986.

[19] WOLSZCZAK, M. Trudna samorealizacja, s. 33.

Bibliografia

  1. BORKOWSKA, M. (red.). Dziecko niepełnosprawne ruchowo. Cz. 2. Warszawa 1997.
  2. BROGOWSKI, L. Sztuka i człowiek. Warszawa 1990.
  3. GENIUSZ, T. W łańcuchu DNA. Wrocław 1981.
  4. JAROSZ, M. Psychologia lekarska. Warszawa 1988.
  5. KĘPIŃSKI, A. Poznanie chorego. Warszawa 1989.
  6. KIELANOWSKI, T. Pacjent w swojej chorobie. Warszawa 1974.
  7. LARKOWA, H. Człowiek niepełnosprawny. Problemy Psychologiczne. Warszawa 1986.
  8. MASLOW, A. H. Emocjonalne blokady w twórczości. Nowiny psychologiczne 1983, nr 8-9.
  9. MASLOW, A. H. Motywacja i osobowość. Warszawa 1990.
  10. NĘCKA, E. Psychologia twórczości. Gdańsk 2001.
  11. Ptakiem się stać: film. CWPiFTv Poltel. Warszawa 1986.
  12. SĘK, H. (red.). Społeczna Psychologia Kliniczna. Warszawa 1998.
  13. TOMASZEWSKI, T. Człowiek i działanie. In T. Tomaszewski. Psychologia. Warszawa 1975.
  14. WOLSZCZAK, M. Trudna samorealizacja (praca dyplomowa w PPSKAKiB). Wrocław 1994.
  15. WÓJCIK, M. (red.). Człowiek Osoba Płeć. Łomianki 1998.
  16. ZIMBARDO, P. G. Psychologia i życie. Warszawa 1998.
   


- Spis treści - Poprzedni - Następny

(C) 2004 EBIB

Twórczość literacka jako forma autoterapii na przykładzie Tadeusza Geniusza / Małgorzata B. Siemież // W:Biblioterapia w bibliotekach. Zakres, formy, metody  : Wrocław 10 - 11 października 2003. - Dane tekstowe. - [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, K[omisja] W[ydawnictw] E[lektronicznych], Redakcja "Elektronicznej Biblioteki", 2004. - (EBIB Materiały konferencyjne nr 8). -
Tryb dostępu : http://www.ebib.pl/publikacje/matkonf/wroclaw/geniusz.php . - Biblioterapia w bibliotekach. Zakres, formy, metody - ISBN 83-915689-7-0