II Seminarium
Gromadzenie zbiorów - sztuka wyboru
Wrocław,   23 - 24 czerwca 2005


Poprzedni - Spis treści - Następny

            

Ziemowit KUBICZ
KUBICZ Book Center

Zakup książek poprzez Internet - fakty i mity

Szanowni Państwo,

Nazywam się Ziemowit Kubicz. Moja firma od 15 lat zajmuje się sprowadzaniem książek z zagranicy. Od lat wykorzystuję Internet, zamawiając książki prywatnie i dla naszych klientów. Z prawdziwą przyjemnością podzielę się z Państwem moimi spostrzeżeniami i przemyśleniami na temat zakupu książek za pośrednictwem Internetu.

Widzę na sali osoby, które z pewnością nie pamiętają czasów sprzed epoki Internetu. Dziś wiele rzeczy wydaje się oczywistymi, ale w 1990 roku telefaks, telefon komórkowy, komputer osobisty i karta kredytowa były rarytasami. Oglądaliśmy je na filmach amerykańskich oraz u bogatych biznesmenów. Nawet zwykły telefon, wynaleziony przez Bella w 1876 roku, był przedmiotem marzeń wielu osób.

W ramach dygresji opowiem krótką anegdotę. Otóż na samym początku działalności firmy zakupiłem przystawkę teleksową do komputera. Teleks to inaczej dalekopis, maszyna do pisania podłączona do sieci telekomunikacyjnej, która pozwala wysyłać i odbierać wiadomości tekstowe. Byłem niezwykle dumny z tej wiekopomnej inwestycji. Przy najbliższym spotkaniu z wydawcami na targach książki nie omieszkałem się tym pochwalić. Wyobraźcie sobie państwo niewyraźne miny moich rozmówców. Nie bardzo podzielali mój entuzjazm. Nie wiedziałem, o co chodzi. W końcu jeden z wydawców przyznał się, że oni też mają teleks. Stoi gdzieś w zakurzonej piwnicy. Trzymają go tylko do kontaktów z byłym demoludem i Trzecim Światem.

Wróćmy jednak do Internetu. On nie pojawił się nagle, lecz towarzyszył rozwojowi komputerów osobistych. Stopniowo i powoli opanowywał elektroniczną wymianę informacji; zawładnął również naszymi umysłami. I to do tego stopnia, że dziś nie bardzo potrafimy odróżnić to, co wirtualne, od tego, co rzeczywiste. Mówimy nawet: "kupiłem w Internecie". Co to znaczy? Czy można tak powiedzieć? Jaki wpływ ma Internet na sposób kupowania książek? O tym właśnie opowiem.

Aby lepiej zrozumieć istotę zakupów poprzez Internet, musimy się cofnąć w czasie. Cofnijmy się zatem do końca XIX wieku. Technologia poligraficzna umożliwiała druk dużej liczby egzemplarzy książek, gazet i katalogów. Rozwijająca się sieć kolejowa pozwalała na szybką dystrybucję produktów na duże odległości. Systemy pocztowe dostarczały paczki pod dowolny adres i inkasowały zapłatę. W ten sposób więc zaistniała infrastruktura do sprzedaży towarów na odległość. Wtedy właśnie powstały pierwsze firmy wysyłkowe.

Izabela Łęcka, tytułowa Lalka z powieści Bolesława Prusa, mogłaby zaopatrywać się w najmodniejsze drobiazgi, nie wychodząc z domu. A to dzięki powstałemu w 1871 roku działowi wysyłkowemu Bon Marche, największego domu towarowego w Paryżu. Wystarczyło tylko odesłać formularz zamówienia umieszczony w katalogu i dysponować możliwością zapłaty.

Przez ponad sto lat sprzedaż wysyłkowa stała się uzupełnieniem możliwości dokonywania zakupów w sklepach. W ciągu tego czasu strumień fizyczny, czyli przepływ towarów, w zasadzie nie uległ zmianie. Zamówiony towar należało odnaleźć w magazynie, zapakować, zaadresować, wystawić fakturę i dostarczyć do systemu pocztowego. Część tego procesu znana jest państwu bardzo dobrze - to realizacja zamówienia czytelnika na książkę z magazynu bibliotecznego.

Drugi proces, to przebiegający w przeciwną stronę przepływ informacji. To przekazanie zamówienia, zawierającego dane towarów, adres dostawy i dane o płatności. Izabela Łęcka mogłaby przesłać zamówienie listownie lub telegraficznie. W późniejszych latach doszły nowe sposoby: telefoniczny, telefaksowy, pocztą elektroniczną. Pojawienie się karty kredytowej ułatwiło transakcje o tyle, że do zamówienia nie trzeba już było dołączać czeku ani innego równoważnika pieniądza, wystarczyło jedynie podać numer swojej karty.

Tak przy okazji - czy wiecie państwo, kiedy została wystawiona pierwsza karta kredytowa? To była karta Diners Club w 1951 roku. A kiedy wysłano pierwszego e-maila? To rok 1971. Te wynalazki, niezbędne do funkcjonowania nowoczesnego handlu elektronicznego, powstały wiele lat przed boomem internetowym.

Czy zdalna sprzedaż książek funkcjonuje inaczej? Nie. Funkcjonuje dokładnie tak samo, jak sprzedaż wszystkich innych towarów.

Sprzedaż wysyłkowa jest istotą działania wydawców książek specjalistycznych, przeznaczonych dla bardzo wąskiego kręgu odbiorców. Z natury rzeczy książek tych nie ma w księgarniach. Wydawcy opracowują katalogi z ich opisami, które to katalogi rozsyłają do potencjalnych klientów i czekają na zamówienia. Katalog zwykle zawiera formularz zamówienia do wypełnienia przez klienta.

Cóż zatem zmienił Internet? W procesach fizycznych nic nie zmienił! Towar, tak samo jak sto lat temu, musi być fizycznie przemieszczony z półki magazynowej do rąk odbiorcy. Odległość nie ma znaczenia - może to być nawet z końca świata. Internet natomiast znacznie usprawnił przebieg procesów informacyjnych. Katalog produktów można teraz przeglądać on-line. Znacznie ułatwiony jest wybór pozycji do zamówienia - wystarczy kliknąć i już. Jeszcze tylko trzeba wypełnić formularz elektroniczny z naszymi danymi adresowymi oraz numerem karty kredytowej i transakcja może zostać zawarta w jednej chwili.

Proszę jednak nie ulegać złudzeniu, że kliknięcie myszką przeciągnie zamawiany towar przez drut. Poprzez kliknięcie przekazujemy tylko naszą wolę zawarcia transakcji oraz dostarczamy stosowną informację. W ten sposób uruchamiamy proces fizyczny, który od ponad stu lat przebiega podobnie. I może trwać wieki!
Proszę sobie wyobrazić małe wydawnictwo specjalistyczne. Profesor - autor i wydawca w jednej osobie. W swojej ofercie ma co prawda tylko kilka pozycji, ale są one często niezwykle cenne z naukowego punktu widzenia. Takich firm są dziesiątki tysięcy na całym świecie! Otóż tenże profesor, gdzieś w dalekiej Kalifornii, otrzymał właśnie nasze zamówienie. Z wydrukiem idzie do garażu, gdzie trzyma swoje zapasy magazynowe, wynajduje odpowiedni egzemplarz. Następnie mozolnie wstukuje na terminalu bankowym numer naszej karty kredytowej. Wystawia fakturę, pakuje wszystko razem w karton i zawozi na pocztę. Jak długo to może potrwać? Okazuje się, że czasami bardzo długo.

Skąd zatem zachwyt Internetem? Jest to wynikiem wrażenia, jakie wywiera na nas Internet. Wydaje nam się bowiem, że wszystko jest w zasięgu ręki, a raczej myszki, że wystarczy kliknąć, i już. Świat wirtualny miesza się nam z rzeczywistością. Rzeczywistością jest książka w naszych rękach. Gładkość okładki. Szelest przewracanych kartek. Zapach farby drukarskiej. Dostojny wygląd zadrukowanej strony. Reszta jest iluzją.

Przypatrzmy się hipotetycznej sytuacji w dziale gromadzenia biblioteki. Jest upalny dzień. Jak dzisiaj. Duszno. I oto zjawia się podekscytowana rybka. Tak - rybka. I mówi: Chciałabym, abyście państwo zamówili pewną książkę dla mojego akwarium. Widziałam ją w Internecie. Oto wydruk ze strony wydawcy - macha kartką papieru. - Potrzebujemy jej na koniec tygodnia. Bez niej zawali nam się dydaktyka.

Rybko kochana - odpowiada sympatyczna pani w bibliotece - właśnie połknęłaś haczyk Sprowadzenie tej książki potrwa znacznie dłużej. Jak to - mówi rybka, wymachując wydrukiem z Internetu - przecież tutaj jest napisane, czarno na białym, że książka jest dostarczana w ciągu doby i to bezpłatnie. To chyba nie będzie takie trudne dla państwa sprowadzić ją w kilka dni. W końcu od tego tutaj jesteście. Oj, chciałoby się rybkę po prostu spławić. Ale tego nie zrobimy! Bo wiemy, że nie jest to zwykła rybka, lecz gruba ryba. Gruba akademicka ryba, gotowa sprowadzić na odsiecz całe akwarium.

Pozostaje nam tylko ją obłaskawić i przedstawić litanię powodów, dla których powinna zejść z obłoków na ziemię. Sprzedawcy internetowi wykorzystują bowiem różne techniki manipulacji, aby ich oferta wydawała się atrakcyjniejsza niż jest w rzeczywistości. Właśnie dzięki zastosowanym przynętom nasza rybka połknęła haczyk. Jakież to przynęty?

Otóż jeśli informacja o książka znajduje się na stronie internetowej wydawcy, to wcale nie znaczy, że książka jest dostępna do sprzedaży. Czyli - jest, a nie ma. Jest zamysłach wydawcy i w naszej wyobraźni, ale fizycznie jej nie ma. Dlaczego?

  • wydawca ogłosił zamiar wydania książki w nieokreślonej przyszłości. Jest to tzw. zapowiedź wydawnicza, czyli zmora bibliotek. Nawet jeśli podano spodziewany termin publikacji, to na pytanie KIEDY, prawidłowa odpowiedź brzmi: "Nie wiadomo kiedy albo jeszcze później";
  • wydawca co prawda książkę wydał, ale egzemplarze "wyszły" (skąd my to znamy?). Nowe egzemplarze będą albo ściągnięte z innego magazynu albo dodrukowane. KIEDY? "Nie wiadomo kiedy albo jeszcze później";
  • wydawca drukuje egzemplarze na żądanie. Ze względów ekonomicznych zamówienia są jednak grupowane w partie, co trwa. KIEDY będzie? Już państwo wiecie.

Idźmy dalej. Aby skutecznie zanęcić, wabiki są wyeksponowane graficznie, a szczegóły podane mniejszą czcionką lub ukryte w innych miejscach serwisu internetowego. Przykłady:

  • sformułowanie "wysyłka w ciągu 24 godzin" oznacza tylko tyle, że w tym czasie książka zostanie pobrana z magazynu, sfakturowana, zapakowana i przygotowana do wysyłki;
  • sformułowanie "bezpłatna dostawa" oznacza najczęściej bezpłatną dostawę na terenie danego kraju i to jeszcze przy zamówieniach powyżej pewnej wartości;
  • rabat na pierwszy rzut oka zwala z nóg, ale po uwzględnieniu kosztów wysyłki książka nie kosztuje wcale mniej niż w tradycyjnej księgarni.

Na koniec - caveat emptor - niech się strzeże nabywca. Ta rzymska przestroga mówi nam, że całe ryzyko związane z zakupem ponosi kupujący. To nie tylko ryzyko nietrafnego zakupu, błędu w trakcie zamawiania przez Internet, zaginięcia przesyłki lub utknięcia w Urzędzie Celnym, ale również ryzyko trafienia numerów kart kredytowych w niepowołane ręce.

Reasumując, przedstawiłem państwu moje subiektywne refleksje na temat zakupów książek poprzez Internet. Pokazałem różnice między tym, co wirtualne, a tym, co rzeczywiste. Opisałem przebieg sprzedaży wysyłkowej, w której mamy do czynienia z dwoma procesami przebiegającymi w przeciwnych kierunkach. Proces informacyjny przebiega od zamawiającego do dostawcy, a proces fizyczny w drugą stronę. Zamówienia w jedną stronę, książki w drugą stronę. Jak wahadło dużego zegara.

Internet daje nam narzędzia, aby to wahadło szybko przyciągnąć do siebie i puścić w ruch. Ale jak już je puścimy, to nie mamy najmniejszego wpływu na to, kiedy ono wróci do nas z upragnionymi książkami.

               

Poprzedni - Spis treści - Następny

(C) 2005 EBIB

    Zakup książek poprzez Internet - fakty i mity / Ziemowit KUBICZ // W:II Seminarium: Gromadzenie zbiorów - sztuka wyboru  : Wrocław,   23 - 24 czerwca 2005. - [Wrocław] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, K[omisja] W[ydawnictw] E[lektronicznych], Redakcja "Elektronicznej Biblioteki", 2005. - (EBIB Materiały konferencyjne nr 11). - ISBN 83-921757-2-7. - Tryb dostępu : http://www.ebib.pl/publikacje/matkonf/grom2/kubicz.php