Problemy funkcjonowania bibliotek uniwersyteckich na przełomie wieków, Olsztyn - Lidzbark Warmiński, 28-29 maja 2001 roku
     Organizator: Biblioteka Główna Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego

Artykuł 2


- Spis treści - Poprzedni - Następny

   

Urszula Sawicka
Biblioteka Główna Uniwersytetu Gdańskiego

Przełamywanie schematów w zakresie gromadzenia zbiorów w bibliotekach akademickich

We wnioskach z ubiegłorocznego, listopadowego posiedzenia Konferencji Dyrektorów Szkół Wyższych, zgodnie z duchem czasu, jako pierwszy figuruje ten, który dotyczy współpracy bibliotek szkół wyższych w zakresie gromadzenia zbiorów. Formułując taki wniosek musieliśmy nabrać przekonania, że w obrębie własnych bibliotek nie spełniamy najlepiej obowiązków, jakie nakłada na biblioteki akademickie Ustawa o szkolnictwie wyższym i statuty poszczególnych uczelni, a także to, że nie wszystkie możliwości współpracy zostały wykorzystane i że można jeszcze wiele poprawić z korzyścią dla wszystkich użytkowników naszych bibliotek. Sądzę też, że nieco inaczej patrzymy już na relacje między hasłami - "mieć dostęp do informacji o zbiorach" i "mieć dostęp do samych zbiorów", czyli "wiedzieć" a "posiadać". Między tymi dostępami nie ma znaku równości, zwłaszcza w sytuacji, która w najbliższych latach gwałtownie się nie zmieni. Zdecydowana większość ukazujących się tytułów wydawnictw będzie publikowana jeszcze na tradycyjnym nośniku - papierze. Publikacje na nowych nośnikach nie są, jak dotąd, rewelacyjnie tańsze. Rewolucja internetowa dotyczy na razie bardziej sfery informacji o książce, nie zastępuje w znączącym stopniu książki papierowej. Materiały biblioteczne muszą być własnością jakiejś biblioteki, najlepiej, by była to biblioteka polska, a jeszcze lepiej moja lub nasza biblioteka - biblioteka uczelni, na której studiuje lub pracuje - tak myślą prawie wszyscy czytelnicy. Brakujące w katalogach tytuły to powód do krytyki i nieskrywanego niezadowolenia.

Rozwój ksiegozbiorów to nadal podstawowy obowiązek bibliotek, zwłaszcza uniwersyteckich. Powinniśmy traktować nasze kolekcje jako zintegrowaną całość, nie tylko poprzez wspólny katalog - narzędzie informacji, ale także poprzez wspólny plan uzupełniania zbiorów, zwłaszcza tych cennych i drogich. Na bibliotekach uniwersyteckich, może w większym stopniu, niż na bibliotekach innych szkół wyższych, spoczywa odpowiedzialność za archiwizowanie dorobku nauki i kultury oraz zaspokajanie bieżących potrzeb duchowych społeczeństwa.

Jak tym wszystkim obowiązkom mamy sprostać przy dzisiejszej kondycji finansowej naszych instytucji? Jak nie dopuścić do degradacji polskich księgozbiorów? Ile zależy od naszej współpracy i słusznych decyzji? Skąd możemy i powinniśmy spodziewać się pomocy?

Są to pytania, które stawią sobie codziennie każdy dyrektor biblioteki zanim rozpocznie dzień pracy. Dodatkowo wysiłku i uwagi wymaga pokonywanie stereotypów głęboko tkwiących w świadomości użytkowników i niestety często także bibliotekarzy.

Wdrożenie procesu pokonywania stereotypów, związanych z dotychczasowym sposobem gromadzenia zbiorów, zależy od nas - bibliotekarzy, od tego na ile sami przekonani do nowych koniecznych rozwiązań, zdołamy przekonać wszystkich innych. Sami natomiast nie zdołamy przełamać schematów w przydziale finansów, według których potrzeby bibliotek nie są traktowane priorytetowo zarówno przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, Komitet Badan Naukowych, a także - z chlubnymi wyjątkami - przez różne fundacje i sponsorów. Gdy jest coraz mniej do dzielenia, znikają fundusze celowe (np. na prenumeratę czasopism), nadużywa się takich pojęć, jak autonomia czy samorządność, tak jakby to one same z siebie generowały potrzebne fundusze. Wewnątrz naszych uczelni także okazuje się, że są zawsze pilniejsze potrzeby niż te, związane z funkcjonowaniem biblioteki, z rozwojem jej księgozbioru. Biblioteka staje sie ważna i potrzebna wówczas, gdy brakuje nośnego hasła podczas kampanii wyborczej, gdy szuka się sponsorów działalności całej uczelni, bądź gdy potrzebne jest wygodne usprawiedliwienie przy podnoszeniu opłat - czesnego.

Niestety, przez wiele lat wielkość kosztów, wydatków związanych z utrzymaniem bibliotek, była poza świadomością nie tylko studentów, ale także pracowników nauki. Składano zamówienia nie troszcząc się o finansowe pokrycie dezyderatów. Sprzyjał takiej sytuacji dodruk pieniędzy. Obecne uświadamianie pracownikom kosztów prenumeraty czasopism, cen zamawianej zagranicznej literatury wywołuje szok, zwłaszcza teraz, kiedy trzeba z pieniędzy przyznanych wydziałom wydzielić kwoty na księgozbiór. Być może, że sami przyczyniliśmy się także do takich reakcji przez grzech zaniechania upowszechniania informacji na temat uzasadnionych potrzeb bibliotek, a tym samym liczenia się z kosztami jej działalności. Nas samych szokuje to, iż biblioteki traktowane są niemal jak dochodowe przedsiębiorstwa z jednoczesnym podtrzymywaniem złudzenia o bezpłatnym z nich korzystaniu.

My i nasi czytelnicy traktowaliśmy książki bardziej w kategorii wartości intelektualnych i duchowych niż w kategorii towarów. Okazuje się, że stare wyobrażenia nie pasują do rzeczywistości. Większość publikowanych tytułów naukowych przynosi straty, a mimo to na świecie rośnie liczba wydawanych tytułów, które trudno sprzedać w oczekiwanej liczbie egzemplarzy. Zmniejsza się więc nakłady podnosząc ceny, a w konsekwencji biblioteki muszą ograniczać zakupy. Książki drożeją także dlatego, że czytelnicy mają coraz większe wymagania wobec strony plastycznej wydawanych tytułów. Racje ma Artur Jazdon kiedy mówi, że trzeba przeprowadzić kampanię uświadamiającą środowisku wielkość i niezbędność kosztów przeznaczonych na działalność bibliotek. Inna rzecz, że sami musimy zadbać o minimalizację tych kosztów, a przecież nie od dziś się o to staramy.

Z powodu wieloletniego niedofinansowania polskiej nauki, w tym bibliotek akademickich, gromadzenie zbiorów drogą kupna bardzo zostało uszczuplone, zwłaszcza w zakresie drogiej literatury zagranicznej oraz literatury nabywanej drogą zakupów antykwarycznych lub na aukcjach. W większości bibliotek akademickich kupuje się rocznie poniżej 500 tytułów druków zwartych, a w bardzo wielu z nich nawet poniżej 100 tytułów literatury zagranicznej. W bibliotekach uniwersyteckich wypada więc przeciętnie najwyżej po kilkanaście tytułów na jedną dziedzinę wiedzy. Prawdopodobne jest, że wiele z tych tytułów się w kraju powtarza, co obniża jeszcze dostęp do naukowego dorobku świata, a popyt na literaturę zagraniczną wzrasta. Jest tak, m.in. dzięki informacji wydawniczej docierającej teraz łatwiej i szybciej do pracowników naukowych oraz coraz lepszej znajomosci języków obcych. Koniecznością staje się koordynacja zakupów w skali kraju, gdyż w szybką zmianę na lepsze finansowe perspektywy trudno dziś uwierzyć a tym bardziej liczyć. Tylko odpowiednie wspólnie podjęte decyzje i przekonanie dla tych racji środowiska akademickiego może zminimalizować skutki spowodowane zbyt niskimi budżetami bibliotek. Uświadamialiśmy sobie to wcześniej, ale dotąd tylko w zakresie prenumeraty czasopism zagranicznych możemy się wykazać znaczącymi efektami, większość tytułów czasopism zagranicznych występuje w naszych bibliotekach w jednym egzemplarzu. Czas teraz na taką samą dyscyplinę w zakresie druków zwartych. Prace nad katalogiem narodowym NUKat sprzyjają podjęciu decyzji, racjonalizacji naszych zakupów, a także racjonalizacji pracy. Konieczne jest uzupełniające kompletowanie zbiorów po to, aby łącznie w krajowych bibliotekach (na początek właśnie uniwersyteckich) prezentować jak najbogatszy wachlarz tytułów. Trzeba też pamiętać o tym, że sprowadzanie książek z bibliotek zagranicznych, co prawda teraz ułatwione, staje się coraz kosztowniejsze, a realizacja zamówienia trwa jednak o wiele dłużej, niż wypożyczenie poszukiwanej pozycji z innej biblioteki w Polsce. Nasz czytelnik - pracownik naukowy i student - musi o tym wiedzieć i zaakceptować fakt, że jego macierzysta biblioteka dysponując określonymi, niezbyt wysokimi funduszami może mu zaoferować tylko ograniczoną ilość nowych nabytków. Jednak poprzez wypożyczenia międzybiblioteczne, szybko realizowane, otwiera mu możliwość korzystania ze zbiorów innych bibliotek naukowych, pod warunkiem, że biblioteki będą sprawiedliwie dzielić się obowiązkiem nabywania drogiej literatury zagranicznej, czy nawet niskonakładowej, a więc także drogich wydawnictw polskich. Widzę dwa sposoby przyszłego nabywania i uzupełniania zbiorów. Pierwszy - gromadzimy tak jak dotychczas bez wspólnej strategii, ale z obowiązkiem sprawdzenia w centralnym rejestrze dziedzinowym, czy jakaś biblioteka nie sprowadziła, bądź nie zamówiła danej pozycji, by uniknąć dubletów. Ma on jednak tę wadę, że trudno uwzględnić pozycje nie planowane, które wpłyną do bibliotek drogą darów, wymiany czy nabywane w ramach grantów i przekazywane są później bibliotekom. Drugi - podział zakupów według określonych dziedzin wiedzy przydzielony bibliotekom ubiegającym się o tytuł biblioteki wiodącej lub bibliotekom o podobnym charakterze, na przykład uniwersyteckim czy politechnicznym. Wymagałoby to wówczas przeznaczenia dużej części budżetu tej biblioteki na uzupełnienie przydzielonej dziedziny i rezygnacji z uzupełniania z innych dziedzin, bo fundusze na jedno i drugie z pewnością nie będą wystarczające. Trzeba do takiej strategii zakupów przekonać przede wszystkim naukowców, którzy często mylą bibliotekę z bezpłatną księgarnią, a w dodatku pretensje o braki w księgozbiorze zgłaszają bibliotekarzom, obwiniając ich za stan bibliotek, a nie decydentów różnych szczebli, którzy pośrednio lub bezpośrednio określają wysokość budżetów bibliotek, w tym na uzupełnianie księgozbioru. Przeciwstawiając się zakorzenionym stereotypom w myśleniu o bibliotece - "księgozbiór mały ale własny" - trzeba ich przekonać, że biblioteki wiodące z założenia już mają w wybranych dziedzinach najbogatsze zasoby i bibliotekarzy-fachowców, którzy najpełniej i z rozeznaniem kompletowane tam nabytki, niezwłocznie i sprawnie opracują, by jak najszybciej ujawnione w katalogu centralnym, mogły być szerzej i częściej niż dotąd wykorzystywane. Oznacza to rewolucję, ale celowym byłoby, aby tylko w bibliotece wiodącej z określonej dziedziny gromadzić wszystkie cenne dokumenty, nabywane w jednym egzemplarzu. Ostatecznie taka biblioteka powinna prowadzić centralną rejestrację wszystkich realizowanych zamówień oraz pozycji wpływających do bibliotek w inny sposób niż poprzez kupno. Sprawdzenie w rejestrze eliminowałoby dublowanie zakupów, a w efekcie można byłoby dysponując tymi samymi kwotami powiększyć ilość sprowadzanych tytułów.

Wyrazem akceptacji tych zmian powinny być nowe zasady gromadzenia zbiorów. Mimo, iż stosunkowo niedawno (w 1997 roku) w mojej uczelni, a ze sprawozdań wiem, że także w innych, nastąpiło już dostosowanie zasad gromadzenia do realiów finansowych. Mamy już za sobą rozstrzygnięcia: literatura naukowa czy raczej dydaktyczna, mniejsza czy większa ilość egzemplarzy, więcej tytułów polskich czy też nieliczne zagraniczne. Teraz czas na kolejny krok: próbę profilowania naszych kolekcji w skali ogólnokrajowej. Nie można w tym zakresie poprzestać na spontanicznej kooperacji. Potrzebna jest nam strategia współpracy. Kilkanaście polskich bibliotek uniwersyteckich w dużym procencie ma nakładające się zbiory - nie musimy ich wszędzie uzupełniać o powtarzające się drogie tytuły. W nowych zasadach gromadzenia poszczególnych bibliotek należy tak określić zakresy specjalizacji zbiorów, by suma tych specjalizacji dała możliwie pełny przegląd najlepszej światowej literatury, służącej wszystkim zainteresowanym w kraju - dzięki, oczywiście, dobrze zorganizowanym usługom informacyjnym i sprawnie działającym wypożyczeniom międzybibliotecznym. Zdaję sobie sprawę, że łatwiej przekonać studentów, iż w dokuczliwym niedostatku szkoda pieniędzy na wieloegzemplarzówkę podręczników, zwłaszcza że w trakcie trwających jeszcze przekształceń społeczno-ekonomicznych tracą one szybko na aktualności. Trudniej będzie przekonać pracowników nauki, że z zamówionych przez nich pozycji równolegle powinni korzystać też inni, zainteresowani spoza własnego kręgu akademickiego. Powiększających się braków w księgozbiorach nie wypełni z pewnością ubóstwiany dzisiaj Internet. Jest to niewątpliwie zdobycz cenna, ale śmiem twierdzić bardzo ulotna. Nie odzyskamy w przyszłości tego co przez zaniechanie mądrych zakupów stracimy dzisiaj.

Na zakończenie kilka słów o ostatnich rankingach uczelni, uwzględniających także to, co obok potencjału naukowego czy rozpiętości oferty kształcenia buduje prestiż uczelni, a więc wielkość i atrakcyjność zbiorów bibliotecznych.

Wyniki rankingu opartego o odpowiednie kryteria powinny zachęcać władze poszczególnych uczelni do dostrzeżenia i docenienia roli biblioteki oraz rozwoju księgozbiorów. Mam wrażenie, być może mylne, że dalsze ocenianie bibliotek według kryterium - wielkość zbiorów ogółem może przynieść nieoczekiwane i niepożądane skutki. Młodsze biblioteki nie mają szans na dorównanie ilością zbiorów tym z długą historią. Wiele bibliotek działających w trudnych warunkach lokalowych przeprowadza permanentne selekcje zbiorów nie dopuszczając do ich powiększenia. Jeżeli ma być doceniana wielkość zbiorów, to niech ona dotyczy ilości wprowadzanych rocznie nowych tytułów, w tym naukowej literatury zagranicznej i oddzielnie podręczników. Kryterium wielkości prenumeraty czasopism zagranicznych powinno być uzupełnione o inne sposoby nabywania. Ta sama uwaga dotyczy wpływu czasopism polskich, zwłaszcza, że prawie wszystkie biblioteki uniwersyteckie otrzymują polskie czasopisma jako egzemplarz obowiązkowy. Jeżeli zatem w przypadku wielu tytułów rezygnują z prenumeraty (drugi egzemplarz nie jest potrzebny), ich oszczedność przynosi niepożądany efekt.

Sądzę, że proponowane zmiany pomogłyby nam bibliotekarzom w staraniach o większe środki na rozwój księgozbiorów. Musi być jednak doceniony roczny wpływ i jego informacyjna wartość. Nie poruszyłam spraw związanych z różnymi utrudnieniami wynikającymi z nieakceptowanych przez nas ustaw czy rozporządzeń a towarzyszącymi nam przy codziennym trudzie budowania księgozbiorów. Przekonana jestem, że Rada Wykonawcza Konferencji Dyrektorów Bibliotek Szkół Wyższych poprzez swoją aktywność w tym zakresie zdoła doprowadzić do tego, iż różne legislacyjne absurdy przestaną być naszą zmorą.

   


- Spis treści - Poprzedni - Następny

(C) Biblioteka Główna Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, 2001 EBIB