Problemy funkcjonowania bibliotek uniwersyteckich na przełomie wieków, Olsztyn - Lidzbark Warmiński, 28-29 maja 2001 roku
     Organizator: Biblioteka Główna Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego

Artykuł 1


- Spis treści - Poprzedni - Następny

   

Artur Jazdon
Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu

Problemy finansowania bibliotek uniwersyteckich

Problemy związane z finansowaniem bibliotek uniwersyteckich pojawiają się w literaturze czy w dyskusjach środowiskowych stosunkowo często. Wynika to z faktu, iż zagadnienie to stanowi problem natury pierwszorzędnej, rzutujący na możliwości realizacji praktycznie wszystkich zadań biblioteki. Z tego też względu - popularności tematu - miałem i ja nie tak dawno możliwość wypowiedzenia się na ten temat, dlatego też trudno mi wymyslić coś odkrywczego w tej materii. Spróbuję jednak zebrać i przedstawić kilka najważniejszych lub najbardziej aktualnych problemów, nie rozwiązując oczywiście żadnego z nich i wierząc, że powrócimy do nich w dyskusji.

Co można zaliczyć do tych problemów:
  1. Pierwsze zagadnienie dotyczy ograniczania środków celowo kierowanych do bibliotek na rzecz ich dalszego przekazywania na konto uczelni. Myślę tu głównie o malejących środkach na dawny DOT (obecnie DWB), a z drugiej strony na zaprzestanie od tego roku wydzielania środków na prenumeratę czasopism zagranicznych i przekazywanie ich na konto uczelni w ramach środków na działalność statutowa. Zamysł może skądinad słuszny. Jednakże w sytuacji gdy suma środków statutowych z 2000 roku i środków przeznaczonych wówczas na prenumeratę oraz utrzymanie łączności komputerowej i współpracę zagraniczną była większa czy nawet tylko równoważna dotacji tegorocznej, to oznacza to tyle, że tych środków jest mniej. W sytuacji niedoboru wydziały niechętnie dziela się nimi z bibliotekami na prenumeratę. (Porównaj sytuację Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, w roku bieżącym). Rozwiązaniem proponowanym przez środowisko jest powrót do wydzielenia tej kwoty w środkach przekazywanych przez Komitet Badań Naukowych (KBN) na uczelnie.
  2. Tu dotykamy drugiego problemu. Przekazywanie środków w jednym worku jest słuszne, gdy słuszne jest założenie,że wszyscy z tego worka mają szansę uzyskać sprawiedliwą część. Tak niestety nie jest. Prawda jest taka, że w sytuacji dzielenia biedy, biblioteka przegrywa ze swoimi potrzebami w komisjach senackich (jeden dyrektor biblioteki i np. 10-12 dziekanów w głosowaniu podziału środków). Dopóki więc nie stanie się powszechne - i to nie tylko w kategorii deklaracji - wśród pracowników nauki i uczelnianych decydentów przekonanie, że biblioteka jest ważnym ogniwem uczelni, jest ważnym elementem usprawniającym prowadzenie badań, realizację dydaktyki, to zasada wspólnego worka jest dla nas niekorzystna.
    Co możemy zrobić w tej materii? Przekonać naszą pracą: nowymi pomysłami, nowymi bazami danych, dostępem do źródeł i dostawą żądanych odbitek kserograficznych, czasopism itp. - a to wszystko kosztuje. Niech przykładem dla nas, iż nie możemy liczyć specjalnie na zrozumienie i solidarność środowiska, będzie sprawa nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym i zawartej w niej propozycji wprowadzenia systemu wynagradzania pracowników uczelni. Jak długo w tym systemie jako bibliotekarze - na dolnych szczeblach drabiny obok asystentów - byliśmy? I co? W ostatnim projekcie z 4 kwietnia 2001 roku wypadliśmy i mimo że sprawa stanęła, np. u nas na posiedzeniu Senatu nie wywołała żadnej głębszej refleksji.
  3. Trzecim ważnym problemem - o którym już też, jako środowisko mówiliśmy - jest sprawa jak najracjonalniejszego podziału środków, które na cele biblioteczne są przeznaczane. Tu dotykamy głównie spraw KBN-u i ewentualnie specjalnych programów rządowych, a w drugiej kolejności konstrukcji budżetów na uczelniach. Jeśli w KBN istnieje kilka strumieni i podstrumieni finansowania spraw związanych z funkcjonowaniem bibliotek, to dlaczego nie pokusić się o ich zebranie w jeden strumień? Czyż nie łatwiej byłoby wówczas z tego strumienia czerpać nie rozlewając na boki, kontrolując czy lewym odpływem nie nawadnia się jakiegoś prywatnego pola lub jałowej działki, którą szkoda podlewać? Taki postulat padł już na spotkaniu w Poznaniu rok temu i w ocenie przedstawiciela KBN-u w randze wicedyrektora departamentu nie był nierealny do rozważania. Wówczas również można by spełnić drugi postulat - kontroli czy współdziałania naszych reprezentantów nad jego dzieleniem. Jako bibliotekarze gdzieś w pewnych zespołach uczestniczymy, ale nie stanowimy w nich reprezentacji, ani ci przedstawiciele naszego środowiska nie czują się chyba uprawnionymi do podejmowania ważnych decyzji.

  4. Tu dochodzimy do problemu, który jest kolejnym z tych bardzo ważnych. Zahacza on o zagadnienia, które przedstawiła w swoim referacie Elżbieta Dudzińska. Według mojej oceny brak jest w KBN-ie jednolitej polityki, np. w zakresie finansowania kosztów zakupu krajowych dostępów do baz danych, do tworzonych czy oferowanych nam konsorcjów. Wiadomo, że opłaca się nam w taki sposób dostęp kupować. Ciśnie się na usta pytanie: "Dlaczego nie ma jasnej zasady?". Do konsorcjum lokalnego dopłaca się x procent, do środowiskowego x procent i do krajowego x procent, gdy zakup wiąże się, np. z oszczednościami na rezygnacji z zakupów indywidualnych do tychże baz lub czasopism w wersji drukowanej, to jeszcze specjalny bonus w wysokości x procent. Takie działania zachęciłyby nas do jeszcze większych starań o efektywniejsze wykorzystywanie przeznaczonych na cele biblioteczne środków. Zgodziłbym się nawet wówczas na takie rozwiązanie mając świadomość, że np. w jej wyniku dotacja statutowa na uczelni miałaby być trochę mniejsza (tzn. że te środki byłyby "wykrojone" z dotychczasowej dotacji statutowej). Sądzę, że większość dziekanów, którzy już dziś lepiej niż my liczy środki też by się na to zgodziła.

  5. O tym, że KBN nie ma specjalnie "pomysłu" na finansowanie bibliotek świadczy sprawa przeznaczania środków na działalność statutową. Sądzę, że wszystkie biblioteki uniwersyteckie powinny mieć szansę otrzymania samodzielnie środki na działalność statutową. Ja na własnej uczelni przez trzy lata nie mogłem przekonać prorektora aby "puścił" mój wniosek. Gdy zmienił się prorektor - zmieniło się podejście. Wystarczyło jeszcze znależć członka KBN-u, który pomógł mi dostosować formularze i ankiety do celów biblioteki i w pierwszym podejściu dotacje otrzymaliśmy. Głównym problemem w tej całej sprawie jest traktowanie biblioteki jak każdej innej jednostki organizacyjnej uczelni i nie uwzględniania jej specyfiki. Tak np. bardzo mało punktów uzyskaliśmy za liczbę przeprowadzonych habilitacji! Te finanse na cele statutowe nie są duże, ale bez wątpienia pomagają nam rozwiązać określone problemy, np. program skanowania zbiorów specjalnych.
  6. Tu niestety kłania się następny problem. Nie ma co właściwie winić KBN-u, że nie wie jak nas oceniać i jak dzielić dla nas środki, jeśli właściwie my sami nie wiemy, jak to zrobić. Kłania się po raz kolejny brak norm, standardów oceny, wartościowania. Możemy oczywiście czekać, aż KBN czy Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) za nas to zrobi, ale sądzę, że lepiej gdybyśmy sami się do tego przymierzyli. Myślę, że dobry początek dała ubiegłoroczna konferencja w Kazimierzu. Ponadto są prowadzone pewne badania przez zespół, głównie, bibliotek politechnicznych, a jesienią odbędzie się konferencja organizowana przez Bibliotekę Główną Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Jestem przekonany, że przygotowanie przez środowisko pewnych rozwiazań w tym zakresie, pomoże nie tylko KBN-owi czy Ministerstwu Edukacji Narodowej (MEN), ale również nam samym odpowiedzieć sobie na pytania dotyczące tego, jak gospodarujemy środkami.
  7. Tu jest bowiem sprawa następna - myślę, że nie do końca umiemy, lubimy, czy chcemy liczyć koszty działania naszych instytucji. Prawdą jest - sam skończyłem studia bibliotekoznawcze - że mnie nikt tego nie uczył. Przez długie lata czuliśmy się z obowiązku ich liczenia zwolnieni. Teraz nadeszła jednak taka pora, że umiejętność ta może być niezwykle przydatna. Po to, aby za te same środki kupić czy zrobić więcej. Myślę, że tu mamy wiele do zrobienia poprzez samokształcenie czy też może poprzez zorganizowanie kursu (szkolenia) dla dyrektorów bibliotek w tym zakresie. Może ten problem udałoby się poprzez Radę Wykonawczą Konferencji czy poprzez Sekcje Bibliotek Naukowych SBP "przepuścić" i znaleźć - po części finanse - a głównie ludzi (z prof. Jackiem Osiewalskim na czele), którzy chcieliby dla nas taki kurs opracować i przeprowadzić.
  8. Dodatkowa, bardzo ważna sprawę stanowi problem konstrukcji budżetów na uczelniach. To głównie "konik" Henryka Hollendra, ale właściwe nie trudno się z nim zgodzić. Uważa on bowiem, że dopóki nasze uczelnie nie będą tworzyć takich budżetów, jak w Niemczech czy USA, tj. wielkich ksiąg, które wykazują cele finansowania a nie jednostki finansowane, to nie ma sensu w ogóle o finansach mówić. Nie ma u nas niestety tradycji tworzenia takich budżetów i stąd nasze budżety, to wg Henryka Hollendra "amatorszczyzna" wg mnie tylko ogólne wskaźniki, nie zawsze jednak sensownie tworzone. Mamy w Polsce trzy typy rozwiązań: brak budżetu biblioteki (po wszystko chodzi się do kwestora); budżet tak sztywny, jak przedwojenny męski krochmalony przodek (nic nie mogę zmienić) i trzeci - zatwierdzony budżet, którego ogólnych ram nie mogę przekroczyć, ale w obrębie poszczególnych paragrafów mogę środki sam przesuwać. Osobiście to trzecie rozwiązanie uważam za najlepsze i najwygodniejsze. Oczywiście zgadzam się z dyrektorem Hollendrem, że ten system nie zmusza mnie do myślenia, jak stworzyć dobry budżet, jak go szczegółowo zaplanować, a później jak go konsekwentnie zrealizować. Skonstruowanie takiego budżetu jest trudniejsze, ale później realizacja zadań znacznie łatwiejsza. Nie ma tego - jak to mówi Henryk Hollender - codziennego hazardu. Dyrektor może się skupić na ważnych, politycznych czy strategicznych sprawach biblioteki. Dochodzi do tego niebagatelna przesłanka. W tak skonstruowanym budżecie uczelni mogłyby się znajdować środki na coś więcej niż prenumerata czasopism i zakup książek. Biblioteka może, chce i powinna realizować również inne zadania. Zgłaszanie ich do budżetu musiałoby być poprzedzone solidnym przygotowaniem. Równocześnie zatwierdzenie tego w budżecie pozwoliłoby spokojnie realizować bibliotece zadanie. Można by wówczas, poprzez tak konstruowany budżet, realizować zadanie biblioteczne obejmujące cały system! Jak dziś trudno takie zadania realizować, gdy w budżecie każda jednostka ciągnie tą krótką kołderkę w swoją stronę. Do takich, np. zadań należy już w większości bibliotek dalsze finansowanie komputeryzacji! Przecież to zadanie ogólnouczelniane!? Chyba że sie mylimy i to tylko nasz problem! Drugim problemem jest sposób naliczania budżetów z roku na rok. W zasadzie nie opłaca się oszczędzać, gdyż budżety są naliczane proporcjonalnie do środków wydanych w roku poprzednim. A więc zawsze lepiej troche planowany budżet przekroczyć, aby dostać w następnym roku więcej. Nie uczy to pilnowania budżetów!
  9. Jeżeli mówiliśmy poprzednio o liczeniu kosztów to myślimy zarówno o sprawach gromadzenia, jak i udostępniania informacji (te problemy poruszyły w swoich referatach również Elżbieta Dudzinska jak i Urszula Sawicka). To również sprawy przechowywania oraz sprawy kadrowe. Każdy z nas musi tu sam podejmować decyzję i ja dziś - już to kiedyś zrobiłem - nie chciałbym na ten temat mówić. Obecnie interesuje mnie coś innego z zakresu organizacji, coś co można zamknąć w pytaniach "razem czy osobno" lub "własnoręcznie czy nie". Razem czy osobno dotyczy w moim ujęciu problemu organizacji sieci biblioteczno-informacyjnej na każdej z uczelni. Uniwersytety mają to do siebie, że sieci te są w nich stosunkowo mocno rozbudowane. Rozumiem wszystkie uwarunkowania lokalne, które utrudniają realizację modelu "razem", ale sądzę, że coraz częściej w kontekscie finansowania musimy zastanawiać się jak dalece rozbudowywać sieci (do ilu jednostek, do jakiego poziomu) oraz na ile decydować się na podejmowanie działań realizowanych centralnie. Centralna prenumerata, centralny zakup baz danych - to już właściwie standard. Centralne kupowanie książek jeszcze nie, ale jeśli przemyślę, że kupując dużo mogę uzyskać (nawet do 40 procent rabatu), to jest o czym dumać. Centralne opracowanie dzięki komputeryzacji wchodzi do bibliotek bocznymi drzwiami, ale należy się zastanowić czy nie otworzyć celowo przed nim drzwi frontowych! Działania te zapewne można rozszerzyć na inne pola. (Stanowi to szerszy problem z zakresu organizacji, zmian struktur bibliotecznych, wolnego dostępu itp. zagadnień.) Drugi problem zajmuje mnie od pewnego czasu, a wiem że i Stefan Czaja o nim duma w długie bezsenne noce. Co należy robić w bibliotece samemu, a jakie zakresy jej działania można oddać firmię zewnętrznej. Czy przypadkiem dla uzyskania większej efektywności wydatkowania środków nie opłaca się, np.: oprawa, konserwacja, reprografia, mikrofilmowania i np. serwisu komputerowego zlecić firmie zewnętrznej? Na przykładzie własnej biblioteki wiem, że warto.
  10. Wchodzę teraz na poletko nie swoje, bo doświadczenia w tym zakresie Henryka Hollendra czy Krzysztofa Zamorskiego nie mam. Zastanowić się bowiem można w chwili obecnej nad tym, czy w kontekscie pytań o finansowanie warto walczyć o uzyskanie pełnej samodzielności w tym względzie. Może się mylę, ale przy pewnych pozytywach, przyjęcie takiego rozwiązania wydaje się, że lepiej mają się te biblioteki, które pełnej samodzielności nie mają. Nie jestem co prawda panem wszystkich swoich decyzji. Nie mogę nic robić z funduszem osobowym zaoszczędzonym np. w wyniku redukcji czy blokady etatu, ale mając możliwość przesuwania środków pomiędzy pozostałymi paragrafami, nie do końca muszę się przejmować problemami o przekraczania limitu. To straszne co mówię - zdaję sobie z tego sprawę, ale świadomość, że nie przekraczając pewnych - ustalonych z kwestorem - granic przyzwoitości mogę przyznany budżet przekroczyć - jest mila. Jeśli jeszcze mam zapewnienie, że środki samodzielnie pozyskane przez bibliotekę mogę - prawie w całości - przeznaczyć na jej cele.
  11. I tu dotykamy kolejnej juz sprawy. Czy zadaniem biblioteki jest zarabianie? Osobiście uważam, że nie, albo nie za każda cenę oraz, że nie jest to nie tylko głównym, ale nawet ważnym zadaniem biblioteki. Szczególnie do momentu gdy nie zmienią się przepisy pozwalające bibliotekom zarabiać na świadczeniu usług. Samodzielnie pozyskuję środki za kary, zapisy, usługi kserograficzne, wynajem powierzchni. Nie jest tego wiele, ale zawsze jest to kwota nie do pogardzenia. Z zazdroscią patrzę natomiast na te wszystkie środki, które samodzielnie zdobywają wydziały za świadczenie usług dydaktycznych. I zastanawiam się, jak środki te wykorzystać dla finansowania biblioteki. Tym co się u nas udaje jest współfinansowanie zakupu czasopism (choć to też nie ze środków pozyskanych z czesnego), częściowo z tych środków są płatne dyżury sobotnio-niedzielne w bibliotekach sieci. Marzy mi się jednak, aby we wszystkich bibliotekach środki te służyły również opłacaniu sobotnio-niedzielnych dyżurów w Bibliotece Głównej, finansowaniu zakupu podręczników do księgozbioru dydaktycznego. Boli mnie, że te środki pozyskiwane przez uczelnie na rzecz kształcenia - do którego jako biblioteka też dokładamy nie małą cząstkę - nie są przez nas w dostatecznym stopniu konsumowane.
  12. Podobnie problemem, który w ramach całej uczelni należy próbować podejmować, jest nasz udział w tzw. grantach wewnętrznych. Granty to bardzo sprawny instrument dofinansowywania wielu działań. Jak na razie nie korzystamy z nich, gdyż jednym z warunków jest przedstawienie wyników prac w postaci druku. Nasze prace natomiast nie zawsze mogą, czy winny się w ten sposób konczyć. Warto jednak apelować do władz, aby pewne nasze pomysły kupiły. W 2000 roku udało się nam przekonać senat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza do uznania sprawy retrokonwersji za priorytetowe zadanie uczelni. Uczelnia przeznaczyła na ten cel specjalne środki, czego efektem stało się wprowadzenie do bazy przeszło 100 tys. pozycji. Dzis staramy się podobny status uzyskać dla tematu: "Biblioteka elektroniczna tekstów dydaktycznych". Jeśli władze uczelni takie finansowanie zadań bibliotecznych uznają za sensowne, sądzę że każdy z nas co roku potrafi zadania do wykonania zaproponować.
  13. Bez wątpienia władze wiekszości uczelni mają rację, że jako bibliotekarze mało zyskujemy środków z grantów zewnętrznych. Jak np. stworzyć dobry wniosek w ramach V Ramowego Funduszu jest zasadnym pytaniem? W sytuacji jednak - powiem szczerze - gdy mój uniwersytet (silny i przebojowy) nie potrafi z tego Funduszu wycisnąć środków... czuję mniej kompleksów i zakłopotania. Fundacja Mellona "się skończyła", Soros też jest jakby mniej chętny dla nas, Tempus "się skończył", Sokrates nie jest dla nas, Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej została skutecznie wyciszona. Muszę przyznać, że rozumiejąc pytania mego rektora o to jakie środki pozyskałem, nie zawsze mam mu do zakomunikowania pozytywne wiadomości. Oczywiście "czerpię" z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej i z jakiś innych mniejszych środków. Sądzę, że zadaniem dla nas może być zastanowienie się nad jakimś wspólnym zakresem działań, dla realizacji których wszyscy czy większość z nas mogłaby się "skrzyknąć" w celu przygotowania wniosku i uzyskania dotacji. Wszyscy wiemy, że tylko w zasadzie wnioski łączone, mają szansę na powodzenie, więc może warto coś w tej materii wymyślić.
  14. Tak dotykamy sprawy sponsoringu. Czy jest on w stanie wygenerować dla bibliotek takie środki, które byłyby widoczne w polityce finansowania jej działalności? Osobiście jestem przekonany, że nie w tej chwili i chyba nigdy. Możemy zdobywać oczywiście pewne środki na realizację określonych zadań, na wspomaganie gromadzenia (zakup określonego materiału), konserwacji (konserwacja jednego obiektu), czy nawet ochrony zbiorów (np., zakup bramki). Nie da się jednak budować na sponsoringu zewnętrznym długofalowej polityki zarządzania zbiorami czy usługami. Szczególnie myślę, o tym w sytuacji, gdy nie chce się, np. połowy powierzchni biblioteki przeznaczyć na cele komercyjne lub gdy nie chce w zamian za pewne korzyści podejmować działań czy zadań, które z nowoczesnym bibliotekarstwem naukowym nie mają nic wspólnego. W tym drugim wypadku należy szczególnie dokładnie wyliczać koszt uzyskania przychodu.
  15. Powracam raz jeszcze do wywołanego na początku hasła sponsoringu państwa. Realizacja przez dłuższe okresy czasu programów typu kwaśny papier mogłaby być takim właśnie dobrze przez środowisko przyjmowanym sposobem rozwiązywania pewnych problemów stojących przed wszystkimi lub częścią bibliotek. Potrafimy wskazać takie zakresy zadań. Przyjęcie ich do realizacji i przeznaczenie środków wymuszałoby na chcących uzyskać je bibliotekach dołożenie starań o przygotowanie wniosku, wskazanie celów, które chce się osiągnąć, a po zrealizowaniu zadania do rozliczenia się z przyjętych założeń i uzyskanych środków. Nie mogą to być jednak środki przekazywane w taki sposób i w tak znikomych wielkościach, jak to jest w przywołanym przypadku programu dotyczacego kwaśnego papieru.
  16. Raz jeszcze pozwalam sobie wejść na poletko Elżbiety Dudzińskiej, ale mam nadzieję że mi wybaczy. Rzecz dotyczy odpowiedzi na pytanie: co nam się bardziej opłaci? Kupować czasopisma w wersji drukowanej czy dostępy elektroniczne, zdawać się na posiadane w Polsce zbiory czy rezygnując z ich budowy korzystać z systemów Jason czy Subito. Według mnie to pytanie nie tylko natury finansowej, ale politycznej i odpowiedź na nie - choć wydaje się oczywiście pozytywna - musi być poprzedzona dłuższą dyskusją.
  17. Już drobniejszym problemem jest próba odpowiedzi na pytania: "Co powinno wynikać z pewnych naszych wyliczeń i przyjętych standardów?"; "Jaki poziom budżetu biblioteki w budżecie uczelni uznać za satysfakcjonujący?". Trudno silić się dziś o odpowiedź, którą jednak powtarzam, warto wspólnie wypracować.
  18. Ostatnim problemem wartym podniesienia choć niezwykle trudnym jest problem przetargów, albo inaczej mówiąc co poprzez przetargi finansować. Z jednej strony wszyscy możemy się zgodzić, że poprzez przetargi zyskujemy, czy możemy zyskać nie mało (gdy robimy remont, kupujemy typową maszynę czy kupujemy określoną partię książek). Z drugiej strony są pewne zakresy działań biblioteki, które trudno podporządkować przetargom. Myślę chociażby o zakupie czasopism (np. polskich), ale i książek w skali roku, a także o innych sferach, np. konserwacja książek. To również sądzę problem do dyskusji, choć go zapewne dziś nie rozwiążemy, ale musimy o nim w kontekscie finansowania pamiętać i walczyć o korzystne dla nas rozwiązania. Podobnym problemem, w ramach którego własną pracą też możemy zabiegać o poprawę stanu rzeczy, jest sprawa czasopism objętych lub zwolnionych podatkiem. Gdzie możemy zgłaszać tytuły, które wg nas powinny być wpisane na listę tych zwolnionych z podatku VAT (oczywiście o ile spełniają warunki), bo lista ministerialna jest ciągle nie pełna - mimo, że zawiera już 2,6 tys. tytułów. Co natomiast zrobić z podatkiem VAT za czasopisma zagraniczne prenumerowane przez nasze biblioteki? To przecież kolosalne dla nas obciążenia. Nie mam pomysłu. Podobny, choc może trudniejszy problem, stanowi dla nas sprawa opłat za cło, SAD i inne, które mogą być związane z napływem czasopism zagranicznych. Tyle w zasadzie wypunktowanych najważniejszych spraw z zakresu finansowania. Do wielu z nich myśle warto powrócić w dyskusji, która może i zapewne ujawni inne problemy z tego zakresu, o których ja nie mówiłem (np. sprawa egzemplarza obowiązkowego dla wielu z nas interesująca, sprawa wymiany itp. problemów z zakresu gromadzenia zbiorów).

   


- Spis treści - Poprzedni - Następny

(C) Biblioteka Główna Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, 2001 EBIB