ebib 
Nr 2/2001 (20), Polityka państwa a biblioteki. Artykuł
 poprzedni artykuł następny artykuł   

 


Bożena Bednarek-Michalska
Redaktor Naczelny Elektronicznego Biuletynu Informacyjnego Bibliotekarzy

Budować społeczeństwo informacyjne bez bibliotekarzy?

Głos obywatelski w dyskusji o dystrybucji informacji w państwie polskim




W Polityce zatytułowanej ogólnie Wejdź z nami w nowy XXI wiek! w nr 53 (2278) z 30 grudnia ukazała się analiza Premiera Jerzego Buzka zatytułowana "Jak oswoić Lewiatana". To już drugi artykuł, jaki czytam, autorstwa Jerzego Buzka,[1] o polityce informacyjnej rządu. Z jednej strony bardzo krzepiące i dające nadzieję na przyszłość słowa, że nareszcie członek rządu myśli poważnie o strategicznej sprawie Państwa, a z drugiej strony czemu tak nieśmiało? Niepokojący jest fakt, że w środku Europy, w prawie 40-milionowym kraju, tak niewiele osób prominentnych zabiera głos w sprawie niezwykłej wagi dla istnienia Państwa. W sprawie powszechnego dostępu do informacji, czy jak chce profesor Buzek w sprawie "uwłaszczenia informacji". I choć czuję w artykułach Premiera Buzka, że kładzie on nacisk zaledwie na jeden kanał przepływu informacji:

PARLAMENT, RZĄD --- SPOŁECZEŃSTWO


to jednak mam nadzieję, że w gruncie rzeczy myśli o powszechnym dostępie do wszelkiej informacji, która niezbędna jest dla rozwoju każdego wysoko rozwiniętego społeczeństwa, do tej rządowej, biznesowej, naukowej, oświatowej wreszcie z innych obszarów ludzkich działań i aktywności.

Bibliotekarz - partner bardzo strategiczny

Jestem bibliotekarką - specjalistką od przepływu i dostarczania profesjonalnej informacji - pracuję w miarę nowoczesnej bibliotece (jeszcze nie europejskiej, ale już tuż tuż...) i zabieram głos dlatego, że dostrzegam w obu esejach Premiera niepokojące luki, które chcę wypełnić drobiazgiem.

Otóż Premier pyta w swojej analizie z niepokojem:

  • jak uwłaszczyć owo społeczeństwo,
  • jak najoptymalniej i najszybciej dostarczyć informacji w różne obszary i na różne poziomy,
  • z kim współpracować w tej dziedzinie?
    dostrzegając przy tym tylko dwóch partnerów strategicznych: media i organizacje pozarządowe. Zresztą wybór jak najbardziej słuszny - tylko jakby niepełny.

Nigdzie nie wspomina o potężnej kilkunastotysięcznej rozproszonej po całym kraju i ciężko opłacanej przez podatników sieci bibliotek: naukowych, publicznych, szkolnych, pedagogicznych, kościelnych, szpitalnych, zakładowych i innych. A przecież to te organizacje powołane zostały i to nie od dziś (pierwsza biblioteka Assurbanipala - króla Asyrii - powstała w 7 w. p.n.e.) po to, by gromadziły, zabezpieczały i dystrybuowały informację, wiedzę i wspierały edukację na każdym jej poziomie. Nie ma przeszkód, żeby ten element dystrybucji informacji nabrał większego rozmachu i nowoczesnego wymiaru. Co zresztą w niektórych bibliotekach już się dzieje.

To, że Polska (mam na myśli politykę Państwa) traktuje swoje biblioteki po macoszemu, to widać po tym, jak finansuje Bibliotekę Narodową. Jaki ma stosunek do małych samorządowych bibliotek, które traktuje raczej nie jako centra informacji, a skanseny wiedzy i archiwa, nie pokrywa się już z rzeczywistością i świadczy o tym, że politycy przestali się uczyć i do bibliotek nie chodzą. Co druga bibliotekarka, czy coraz częściej bibliotekarz, ma ambicje dziś kształcić się i zapewnić sobie i swojej instytucji dostęp do Internetu, bo ma świadomość swojej szansy na przyszłość.

I dziwię się Panu Premierowi Buzkowi, który jest profesorem uniwersyteckim i zapewne nie zdobyłby licznych dyplomów bez bibliotek, że w swoich wywodach całkiem o nich zapomniał i nie dostrzega ich ogromnej roli w Państwie. Nie postrzega także bibliotekarzy jako partnerów gotowych zawsze do współpracy w zakresie przesyłanie wiedzy i informacji oraz wspomagania działań mających na celu edukację społeczną.

Nie twierdzę, że polskie biblioteki i bibliotekarze są w 100% przygotowani do wejścia do UE, ale ich stan posiadania, zaplecze materialne oraz wiedza jest dostateczna, by sprostać wyzwaniu i pomóc swojemu Państwu zbudować spójną sieć przepływu wszelkiej informacji.

Śmiem twierdzić, że 1 komputer z dostępem do sieci w każdej gminnej bibliotece publicznej na wsi rozwiązuje problem Pana Premiera w 60 %. Nie musi on budować nowych gmachów, zmieniać świadomości ludzi ucząc ich nowych ról, wyjaśniać potrzeby wejścia do UE, bo bibliotekarze doskonale to rozumieją - od zawsze służyli pomocą w zdobywaniu wiedzy i informacji.

Lobbujmy za bibliotekami

Rozwój Internetu i budowanie społeczeństwa informacyjnego jest priorytetowym zadaniem całego świata. Pieniądze w tę ideę inwestują zarówno rządy, jak i firmy prywatne. W 2000 roku Parlament Europejski ogłosił 5 Program Ramowy Unii Europejskiej, w którym największą pulę pieniędzy - ponad 3,6 mld. EURO przeznaczył na budowanie społeczeństwa informacyjnego. W ślad za tymi ambitnymi europejskimi planami poszły tylko nieśmiałe westchnienia polskie i równie małe pieniądze. Trochę wygospodarował KBN w ramach swojego programu "PIONIER" Polski Internet Optyczny oraz rząd, dzięki pani Poseł Grażynie Staniszewskiej, która dzielnie i samotnie wspiera w Parlamencie polskim podobne idee, wyasygnował kwoty na programy: "Internet w każdej gminie" (1998), "Pracownia komputerowa w każdym gimnazjum" (1999) i "Interklasa" (2000). Ten ostatni program bierze pod uwagę po raz pierwszy biblioteki, ale tylko szkolne.

Biblioteki i bibliotekarze nie mają swojego lobby w parlamencie, bo są biedne i muszą na codzień walczyć o przetrwanie, bo nadrabiają samotnie - bez niczyjej pomocy - 50 letnie zaległości Państwa wobec instytucji edukacyjnych, wychodzą z prowincjonalizu polskiego w świat wraz z otwarciem granic. Ale to najbardziej dynamiczne - bibliotekarstwo akademickie - zrobiło bardzo dużo przez ostatnich 10 lat, żeby dostosować swoje instytucje do międzynarodowych standardów pracy i funkcjonowania m.in. zbudowało podstawy dla tworzenia centralnego katalogu bibliotek polskich NUKAT.

Możemy budować potężne sieci informacyjne, serwisy usługowe, spójne i jednorodne bazy danych, katalogi centralne, specjalne ścieżki dystrybucji informacji rządowej i edukacji społecznej, bo już wiemy, jak to robić i zdobyliśmy sami niemałe pieniądze za granicą na systemy komputerowe i kształcenie, ale dziś potrzebujemy, jak nigdy, wsparcia Państwa w naszych działaniach. I jeśli Premier Buzek widzi potrzebę budowania sieci informacyjnej - to już ją ma - tylko teraz potrzeba ją wesprzeć spójnym i efektywnym programem rządowym, lobbingiem i pieniędzmi na konkretne cele i przedsięwzięcia wyznaczone nową polityką Państwa. Gdyby Państwo taką spójną politykę prowadziło od 10 lat, nie marnowalibyśmy pieniędzy podatników np. na kupowanie tych samych tytułów czasopism i baz danych dla 10 różnych bibliotek w kraju oddalonych od siebie zaledwie o 100 km i do tego połączonych kablem światłowodowym - tylko 1 dystrybuowaną elektronicznie.

Jak pomóc Premierowi?

Co trzeba zrobić, żeby informacja była dostępna łatwo, szybko, przystępnie i nawet przyjemnie:

  • zbudować jednorodny projekt polityki informacyjnej Państwa wykorzystujący już istniejące zaplecze zarówno materialne, jak i intelektualne;[2]
  • zbudować spójny system dystrybucji dokumentów i informacji (przykład angielski The British Library Document Supply Centre Boston Spa http://portico.bl.uk lub niemiecki Library Delivery Service SUBITO www.subito-doc.de);
  • tworzyć centralne katalogi baz danych i systemy przesyłania dokumentów online (niemieckie http://www.ubka.uni-karlsruhe.de/kvk.html, angielskie http://copac.ac.uk/ i szwedzkie http://www.libris.kb.se/);
  • wprowadzić międzynarodowe standardy opisu dokumentów i ich zabezpieczania (http://www.ifla.org/);
  • dostosować prawo polskie do międzynarodowych wymogów (np. copyright);
  • wprowadzić najnowsze technologie do instytucji przesyłających informację i łączyć je światłowodem;
  • koordynować na szczeblu centralnym finansowanie przedsięwzięć i nie marnować środków na nieudane pomysły;
  • stworzyć lobbing na rzecz budowania społeczeństwa informacyjnego składający się ze znanych ludzi, dla których edukacja i wiedza społeczeństwa jest ważniejsza niż doraźne łatanie dziur w Państwie (inicjatywa Unii Wolności).

Nie odkrywam tu Ameryki. Takich rozwiązań pozytywnych w tej dziedzinie dostarcza nam w nadmiarze nasz najbliższy sąsiad za Odrą. Bibliotekarze niemieccy i specjaliści od informacji są szeroko otwarci na współpracę z Polakami i odpowiadają na prawie każdy nasz apel o pomoc i poradę. Podobnie amerykańscy i angielscy. Mamy też dużą rzeszę bibliotekarzy polonijnych, którzy żywo reagują na zmiany w Polsce i dostarczają nam wiedzy na temat nowoczesnego Państwa informacyjnego na licznych konferencjach i warsztatach.

Pan Premier martwi się także tym, że większa część społeczeństwa polskiego nie rozumie komunikatów urzędniczych, bo zarówno jedni, jak i drudzy (obywatele i urzędnicy) są nie dość wykształceni lub nie rozumieją zasad prostej i jasnej komunikacji. Oczywiście 50 lat zaniedbywania edukacji dały rezultat taki, że zaledwie 10% naszego społeczeństwa ma wyższe wykształcenie. A z tych 10% jeszcze duży odsetek, posiada byle jaką i przestarzałą wiedzę - zdobytą na pośpiesznych kursach i studiach zaocznych. Wtórny analfabetyzm i nieznajomość języków obcych są dość często opisywane w literaturze naukowej - nie będę się nad tym rozwodzić. Zgadzam się więc z Premierem, że ciężko jest w takiej sytuacji dotrzeć do ludzi z nową wiedzą i informacją, co jest niezbędne zwłaszcza w przededniu przystąpienia do wspólnoty europejskiej.

I kto to ma zrobić?

W takim kontekście pozwolę sobie zaryzykować tezę, że dobrze wykształcony bibliotekarz może w procesie budowania społeczeństwa wiedzy dużo zdziałać, ponieważ uczy się na bieżąco jak dostarczać informację, przetwarzać ją, wyjaśniać i oceniać jej wartość. Może być pośrednikiem w procesie przekazywania trudnej wiedzy. Nie będzie to żadna nowa rola dla niego.

Polscy bibliotekarze: publiczni i naukowi od paru lat, dzięki otwarciu granic, Internetowi i szkoleniom - jeżdżąc po świecie - nauczyli się paru rzeczy od swoich kolegów w zakresie budowania ośrodków informacji, tworzenia nowych usług a także zaczęli wreszcie uczyć się zarządzania tą informacją i instytucjami, w których pracują.

Stworzyli dwujęzyczny elektroniczny serwis bibliotekarski, w którym od 2 lat tworzą zasoby informacyjne dla swojego środowiska zawodowego oraz pełnotekstowe czasopismo fachowe, w którym publikują prace polskie i kolegów z zagranicy http://ebib.oss.wroc.pl/. Opracowali strategię miedzynarodowego rozwoju tego serwisu, bo mają świadomość szansy, jaka stoi przed zawodem bibliotekarza - specjalisty od informacji. Zrobili to wszystko w czynie społecznym. Czy w Polsce się to często zdarza? Szkoda więc trwonić taką pracę i wiedzę, skoro nawet bogate firmy internetowe zaczynają zatrudniać bibliotekarzy do porządkowania i wartościowania informacji, bo sami informatycy sobie z tym nie radzą.

Apel bibliotekarzy do Premiera!

Wiek XX zwany był wiekiem pary i techniki, wiek XXI nazywa się dziś wiekiem technologii, wiedzy i społeczeństwa informacyjnego. Nowocześni bibliotekarze - żyjący za pan brat z elektronicznymi dokumentami, czasopismami dostępnymi online, fachowymi bazami danych, bibliotekami wirtualnymi czy cyfrowymi - widzą dla siebie w wieku XXI ogromną szansę.

I nie dziwią mnie czasem pojawiające się w Polityce, Rzeczpospolitej czy Gazecie Wyborczej analizy, gdzie w strategiach rozwoju jakiegoś europejskiego państwa często podaje się podwojone liczby bibliotek - jako docelowe strategiczne zadanie dla rządu na najbliższe lata. A Bill Gates buduje specjalny program finansowany z Fundacji Melindy i Billa Gatesów i zatytułowany: The U.S. Library Program (is dedicated to partnering with public libraries to bring access to computers, the Internet and digital information for patrons in low-income communities in the United States: http://www.gatesfoundation.org/learning/libraries/libraryprogram/about.htm). Postrzegają oni bowiem biblioteki jako miejsca integracji społecznej (w tym także wielokulturowej), miejsca przyjazne dla zdobywania wiedzy i dystrybucji informacji. Miejsca wreszcie najtańsze dla realizacji tych celów - bo już zbudowane.

Tylko, żeby to się mogło zdarzyć, to Państwo musi mieć spójną politykę informacyjną i dostrzegać rzeczywistych partnerów już istniejących, bo tak jest po prostu ekonomiczniej, bo to się podatnikowi opłaca. Stąd na zakończenie mój apel do Premiera Buzka, żeby nie szukał daleko tego, co ma całkiem pod nosem i co już opłaca z kasy Państwa i zatrudni także bibliotekarzy do budowania sieci informacyjnej -- nie tylko dziennikarzy i działaczy organizacji pozarządowych.

Bożena Michalska



Głos w dyskusji przesłano do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na ręce Premiera Jerzego Buzka, do redakcji Polityki oraz KBN na ręce Pani Małgorzaty Kozłowskiej, do MEN na ręce Pani Marii Sell.

Przypisy

[1] Buzek Jerzy, Wolność informacji fundamentem, Rzeczpospolita z dnia 14.07. 2000r.

[2] Już po napisaniu tej polemiki dotarłam do nowych dokumentów, długo oczekiwanych przez środowisko bibliotekarzy, wydrukowanych na stronach KBN www.kbn.gov.pl/cele/index.html i zatytułowanych "Cele i kierunki rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce" - jest to wielki przełom w Państwie, że nareszcie po 10 latach transformacji doczekaliśmy się tak ważnego dokumentu.


Pierwotny adres: http://ebib.oss.wroc.pl/2001/20/michalska.html

 Początek strony



Budować społeczeństwo informacyjne bez bibliotekarzy? : Głos obywatelski w dyskusji o dystrybucji informacji w państwie polskim / Bożena Bednarek-Michalska// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. Bożena Bednarek-Michalska - Nr 2/2001 (20) luty. - Czasopismo elektroniczne. - [Wrocław] : Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2001. - Tryb dostępu: http://www.ebib.pl/2001/20/bednarek_michalska.php. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187