ebib 
Nr 9/2000 (18), Bibliotekarz dziedzinowy. Artykuły
 poprzedni artykuł następny artykuł   

 


Urszula Sawicka
Biblioteka Główna Uniwersytetu Gdańskiego

Inne spojrzenie na zadania bibliotekarzy dziedzinowych




Na naszych oczach zawód bibliotekarza, uznawany często za konserwatywny, na którego metodach pracy upływające wieki nie wycisnęły widocznych zmian, przechodzi zasadnicze przeobrażenia. Od niedawnego strażnika zbiorów wymaga się pośpiesznego przystosowania do nowych narzędzi pracy; a sama praca zupełnie inaczej jest teraz organizowana. Biblioteki - miejsca pracy - zmieniają swój charakter, przekształcając się w ośrodki informacji, których zadaniem jest pomóc użytkownikom dotrzeć do najwartościowszych dokumentów, jakie ukazały się na świecie, niezależnie od formy ich publikacji i miejsca przechowywania. Zadania te wymagają od współczesnego bibliotekarza szczególnych predyspozycji. I chociaż od dawna w bibliotekach potrzebni byli i pracowali ludzie z różnym kierunkowym wykształceniem wyższym, to teraz dopiero wymaga się od większości pracowników bibliotek łączenia wielu umiejętności, zdolności do pracy na odległość, szybkiego przyswajania i stosowania nowych norm, zasad i procedur, biegłej znajomości języków obcych. Okazuje się, że dla osób mniej skłonnych do poszerzania swych kwalifikacji zawodowych nie będzie niebawem miejsc pracy w bibliotekach. Hierarchiczny układ organizacji pracy dotąd obowiązujący w wielu bibliotekach na naszych oczach zmienia się w partnerskie układy poziome, w których pracujący obok siebie bibliotekarze wykonują wszystkie czynności związane z gromadzeniem, opracowaniem i udostępnianiem zbiorów wraz z informacją z określonego zakresu tematycznego.
Dużą wagę przywiązuje się obecnie do dwu, na razie nieformalnych, ról: bibliotekarza systemowego i bibliotekarza dziedzinowego. W jednym i drugim przypadku pożądany jest w zasadzie podwójny dyplom, ewentualnie studia podyplomowe.

Bibliotekarze dziedzinowi mają podołać współczesnym wyzwaniom - ułatwić pracę bardziej wymagającym użytkownikom bibliotek poprzez dokonanie w sposób odpowiedzialny właściwej selekcji dokumentów spośród światowej oferty wydawniczej i przyśpieszyć dostęp do najnowszych publikacji.

Z każdym rokiem pojawia się przecież w świecie coraz więcej informacji z poszczególnych dziedzin. Pozornie jest ona łatwo dostępna, w rzeczywistości dostęp ten jest utrudniony przez jej nadmiar. Biblioteki przestały być już dawno samowystarczalne. Ze względów finansowych i lokalowych od lat gromadzą zbiory w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do tego, co ukazuje się na rynku wydawniczym. Informacja dostępna jest w różnego rodzaju serwisach. Samodzielne wytypowanie najlepszych publikacji w internecie zajmuje zwykle dużo czasu - nie mówiąc już o indywidualnym ich sprowadzeniu.

Obowiązkiem bibliotekarza zawsze była pomoc czytelnikom, ale do niedawna był on ich przewodnikiem po zasobach własnej biblioteki. Teraz musi umieć pomóc w skorzystaniu z tradycyjnych zasobów innych bibliotek, z zasobów elektronicznych baz danych, a wszystko to powinno się stać w jak najkrótszym czasie, bo czytelnicy niecierpliwie czekają. Czy we wszystkich naszych bibliotekach potrafimy sprostać tym zadaniom, czy w zespołach znajdziemy pracowników potrafiących krytycznie ocenić ofertę, wybrać i przedstawić zestawy pozycji najbardziej wartościowych?

Według przeprowadzonej w 1999 r. ankiety[1] około 80% bibliotek nie zatrudnia specjalistów dziedzinowych. Nie wszystkie zatem biblioteki, nawet te największe, realizują swe usługi w oparciu o wiedzę fachowców z dziedzin, z których wydawnictwa gromadzą.

Niemniej potrzeba wykreowania bibliotekarzy dziedzinowych w polskim bibliotekarstwie akademickim nie podlega dyskusji. Zastanawiam się jedynie nad tym, w jaki kształt organizacyjny powinni być wpisani specjaliści z tak wysokimi kwalifikacjami. Jak ich dobierać i ilu powinno się angażować? Być może nie w skali jednej biblioteki, a globalnie w całym kraju do obsługi określonej dziedziny wiedzy. Przecież nie aż tak często mamy do czynienia z użytkownikami wymagającymi partnerskiej współpracy z bibliotekarzem - specjalistą dziedzinowym. Na co dzień obsługuje się rzesze studentów, którzy przychodzą do biblioteki z wyznaczonym spisem lektur i niestety, raczej rzadko oczekują poszerzenia tej listy o tytuły dobrane samodzielnie lub przy pomocy bibliotekarza.
Jak zatem pracę wyspecjalizowanych bibliotekarzy dziedzinowych wykorzystać, by raz opłacona, służyła wszystkim zainteresowanym, a poziom usług świadczonych przez biblioteki naukowe udoskonalił się, nie odbiegał od norm i standardów światowych?
Pytania takie spowodowane są codziennym doświadczeniem własnej biblioteki, obserwacją kondycji bibliotek naukowych (wyniki różnego rodzaju ankiet, roczne sprawozdania, artykuły w czasopismach fachowych, uczestnictwo w konferencjach) pracujących w okresie przekształceń ustrojowych, w nowych warunkach finansowych, w okresie intensywnej komputeryzacji, a także wnioskami wypływającymi z kilkuletniej już owocnej współpracy bibliotek tworzących Konsorcjum VTLS.

Ze względu przede wszystkim, ale nie tylko, na specyficzną organizacyjną i lokalową sytuację Biblioteki Głównej Uniwersytetu Gdańskiego (biblioteka działająca wraz z pięcioma filiami na terenie całego Trójmiasta, w placówkach odległych o wiele kilometrów) należymy do grupy tych bibliotek, które, mimo starań, nie realizują dotąd w pełni swej podstawowej działalności w oparciu o pracę bibliotekarzy dziedzinowych, mających tak szerokie zakresy obowiązków, jak to w teoretycznych opracowaniach jest przewidziane. Bibliotekarze pracujący przy rzeczowym opracowaniu zbiorów stale wykorzystują swą kierunkową wiedzę, choć dokształcając się katalogują także dokumenty z pokrewnych dziedzin. Natomiast osoby pracujące bezpośrednio z czytelnikami w placówkach o wyraźnym profilu ze względu na warunki udostępniania i ilość studiujących wykonują rutynowe czynności, związane przede wszystkim z udostępnianiem. Przy centralnym gromadzeniu i opracowaniu, a rozproszonym udostępnianiu nie ma możliwości powierzenia jednemu bibliotekarzowi dziedzinowemu kompleksowego zajęcia się zbiorami z określonej dziedziny wiedzy z jednoczesną współpracą z czytelnikiem. Zatrudnienie natomiast kilku specjalistów też nie jest możliwe. Pierwszą przyczyną tego są proponowane warunki płacowe, które nie stanowią dla fachowców dostatecznie atrakcyjnej oferty. Oprócz tego, przy niepełnym wykorzystaniu ich wiedzy i umiejętności w ciągu czasu pracy, wyróżnienie ich znacznie wyższym uposażeniem nie spotka się z akceptacją ani władz uczelni, ani pozostałego zespołu pracowników biblioteki.
Obowiązująca siatka płac nie ułatwia zadania wypromowania bibliotekarzy dziedzinowych. Nawet gdyby i tę barierę w przyszłości udało się pokonać, to muszę wrócić do wcześniej postawionych pytań: czy zasadne będzie zatrudnianie w każdej naukowej bibliotece w Polsce wielu specjalistów, gdy w większości bibliotek akademickich kupuje się rocznie poniżej 500 tytułów druków zwartych (w wielu z nich poniżej 100) z literatury zagranicznej, a więc pozycji za dobór których, ze względu na ich wysokie ceny, szczególnie byliby odpowiedzialni. Np. w bibliotekach uniwersyteckich może wypaść przeciętnie nie więcej niż kilkanaście tytułów z jednej dziedziny. Stanowi to, moim zdaniem, zbyt małe obciążenie obowiązkami, przynajmniej w tej części ich zakresu, które nakładają na specjalistę odpowiedzialność za kształtowanie odpowiedniego profilu zbiorów w powierzonej mu dziedzinie, zwłaszcza w sytuacji braku środków na ten cel, trafny dobór literatury przedmiotu staje się zadaniem jeszcze bardziej odpowiedzialnym. Praktycznie jednak nabywamy nowości kierując się zamówieniem konkretnej pozycji, przy opisie której na złożonym w oddziale gromadzenia dezyderacie widnieje podpis nie tylko zainteresowanego pracownika naukowego, ale obowiązkowo także jego przełożonego - dziekana bądź dyrektora instytutu.

Z powodu wieloletniego niedofinansowania polskiej nauki, w tym bibliotek akademickich, gromadzenie zbiorów, niestety, bardzo się "uprościło", co w efekcie spowodowało zbyt małą reprezentację literatury światowej w zbiorach. W szybką zmianę na lepsze trudno uwierzyć, ale przy słusznych decyzjach można by zminimalizować skutki, spowodowane niskimi budżetami bibliotek. Koniecznością staje się koordynacja zakupów w skali kraju. Być może potrzebne są zmiany w mentalności pracowników nauki i bibliotekarzy oraz inna organizacja uzupełniania zbiorów. Uświadamialiśmy sobie to wcześniej, ale może właściwą chwilą rozpoczęcia zmian stanie się podjęta przez prorektorów ds. nauki i dyrektorów bibliotek w czerwcu bieżącego roku decyzja o powołaniu centralnego katalogu - NUKat-u. To zamierzenie daje szansę rozpoczęcia kolejnego etapu unowocześnienia i racjonalizacji pracy, w tym bardziej efektywnego w skali kraju gromadzenia zbiorów. Nie stać nas dzisiaj na komplety bibliotekarzy dziedzinowych w każdej bibliotece, ani na równoległe, powtarzalne zbiory z tego samego zakresu wiedzy nawet w kilku bibliotekach.

Moją propozycją jest powołanie wspólnego zespołu specjalistów, pracujących niezależnie od ich formalnego miejsca zatrudnienia na rzecz wszystkich zainteresowanych daną dziedziną użytkowników. Konieczne jest też uzupełniające się kompletowanie zbiorów, po to aby łącznie w krajowych bibliotekach prezentować jak najbogatszy wachlarz tytułów. Bowiem sprowadzenie ich z bibliotek zagranicznych, co prawda znacznie teraz ułatwione, staje się coraz kosztowniejsze, a realizacja zamówienia trwa o wiele dłużej niż wypożyczenie poszukiwanej pozycji z innej biblioteki w Polsce.

Tworzenie NUKat-u to nie tylko znaczący krok w rozwoju polskiego bibliotekarstwa ze względu na jakość opracowania zbiorów, to przede wszystkim realna obietnica poprawy sytuacji użytkownika w dostępie do źródeł. Dzisiejszy użytkownik wie, że jego macierzysta biblioteka oferuje mu ograniczoną ilość nowych nabytków, ale poprzez wypożyczenia międzybiblioteczne otwiera mu możliwość szybszego niż niegdyś korzystania ze zbiorów innych bibliotek naukowych.

Należy wypełnić kilka warunków, aby katalog centralny spełnił pokładane w nim oczekiwania. Obok poprawnych opisów bibliograficznych, tworzonych w oparciu o kartoteki haseł wzorcowych, potrzeba także wnikliwych analiz wszystkich opisywanych dokumentów, ułatwiających sporządzanie adekwatnych do ich treści wyszczególniających charakterystyk wyszukiwawczych. Do tej odpowiedzialnej pracy potrzebni są przygotowani specjaliści dziedzinowi, których być może w drodze konkursu można by kwalifikować spośród kandydatów z różnych bibliotek lub też z grona pracowników naukowych. Może słuszna byłaby rekrutacja dla określonej dziedziny wiedzy z tych bibliotek, bądź pracowników naukowych tych uczelni, które ubiegają się o tytuł biblioteki wiodącej. Mimo, iż na uregulowania prawne przyjdzie pewnie jeszcze długo poczekać (projekt odpowiedniego rozporządzenia był gotowy w 1998 r.), chyba nic nie stałoby na przeszkodzie, gdybyśmy w praktyce przystąpili do realizacji takiego projektu. Z założenia biblioteki wiodące muszą mieć najbogatsze zasoby, tam przecież też wydawnictwa z nominowanej dziedziny należy, nawet w trudnej finansowej sytuacji, najpełniej kompletować, a nowe nabytki szybko i starannie opracowywać, by ujawnione w katalogu centralnym mogły być szerzej i częściej wykorzystywane (wg cytowanej ankiety w jednej bibliotece nie odnotowuje się zbyt wielu wypożyczeń tego samego tytułu zagranicznej literatury). Boję się powiedzieć, że słusznym byłoby, aby w tym jednym określonym miejscu (w bibliotece wiodącej) gromadzić wszystkie cenne dokumenty, nabywane najczęściej w jednym egzemplarzu. Jedno zadanie na pewno należy takiemu ośrodkowi przypisać - w bibliotekach wiodących powinna być prowadzona rejestracja wszystkich realizowanych zamówień, także tych pozycji, które wpływają do naszych bibliotek z darów i wymiany oraz pozycji nabywanych przez pracowników naukowych w ramach realizacji tematu, wyróżnionego grantem KBN-u. Sprawdzenie w rejestrze mogłoby wyeliminować dublowanie zakupów, stworzyłoby w zamian możliwości pozyskania innego tytułu, jeszcze w Polsce nieosiągalnego.

Wracam jednak do rzeczowego opracowania zbiorów, tej podstawowej czynności bibliotekarzy dziedzinowych. Rozstrzygnięto już, że docelowo NUKat będzie zawierał opisy bibliograficzne sporządzone w oparciu o kartoteki haseł wzorcowych. Liberalnie natomiast potraktowana została sprawa charakterystyki rzeczowej dokumentu. Dopuszczono stosowanie kilku języków informacyjno-wyszukiwawczych. Czy słusznie?

Uważam, że powinno ono być w bibliotekach akademickich ujednolicone. Optowałabym za jednym językiem informacyjno-wyszukiwawczym z nieograniczonym zakresem słownictwa. Tylko w wyjątkowych wypadkach charakterystykę rzeczową można byłoby uzupełniać hasłami przedmiotowymi pochodzącymi ze specjalistycznego języka haseł przedmiotowych, np. MESH-a. Jeden obowiązkowy język opisu rzeczowego dokumentów to wspólny, jasny i czytelny system informacji obejmujący cały kraj. Może to oczywiście podlegać dyskusji, ale głosowałabym za tym, aby tym obowiązkowo stosowanym językiem wyszukiwawczym stał się język haseł przedmiotowych KABA. Na obecnym etapie jego rozwoju, po zaledwie siedmiu latach tworzenia, jest to w Polsce najzasobniejszy język haseł przedmiotowych, zorganizowany w formie kartoteki wzorcowej, spójnej z kartotekami haseł wzorcowych opisu bibliograficznego, które przecież przyjęto jako obowiązujące.
Ponad 42 tys. haseł wzorcowych przedmiotowych (przyjętych terminów) i ponad 200 tys. kluczy wyszukiwawczych plasuje ten język na pierwszym miejscu w kraju ze względu na to, iż przez swoją szczegółowość już daje możliwość wyszczególniającego katalogowania różnego typu wydawnictw ze wszystkich dziedzin wiedzy, co przy łącznej ilości dokumentów wykazywanych w katalogu centralnym będzie miało ogromne znaczenie. Ponadto jego kompatybilność z językiem haseł przedmiotowych Biblioteki Kongresu w Waszyngtonie i Biblioteki Narodowej w Paryżu, sprawia, iż nie ma sobie równych w bibliotekarstwie polskim. Dodatkowo pozwala na przejmowanie kompletnych opisów rzeczowych, utworzonych w tych językach, szczególnie dla literatury zagranicznej. Dalszy jego rozwój, przy intensywnej współpracy specjalistów dziedzinowych, sprawi, iż w niedalekiej przyszłości słownictwo jhp KABA może dorównać zasobom słowników wymienionych bibliotek. Obecnie do kartoteki wzorcowej KABA wprowadzanych jest średnio 1000 - 1200 nowych terminów miesięcznie.

Zastosowanie nowoczesnego sprzętu i oprogramowania najnowszej generacji nie rozwiąże problemu braku spójnych danych. Komputeryzacja wywołuje konieczność stosowania norm, ujednolicenia zasad i metod pracy, w tym także sposobu rzeczowego opracowania dokumentów.
Katalog centralny musi być budowany przede wszystkim z myślą o użytkownikach, stąd jego głównym celem powinno być ułatwienie dostępu do dokładnej informacji o zasobach polskich bibliotek oraz stworzenie warunków efektywnego wyszukiwania. Tylko wyszczególniające katalogowanie rzeczowe może spełnić ten wymóg.

Dziewięć bibliotek akademickich współtworzy jhp KABA, do opracowywania dokumentów wykorzystuje go znacznie więcej bibliotek, między innymi biblioteka UMK w Toruniu. "Tworzące biblioteki" podczas kilku lat wspólnej pracy podzieliły się nieformalnie, uwzględniając charakter księgozbiorów bibliotek i merytoryczne przygotowanie pracowników, dziedzinami, dla których przede wszystkim przygotowują propozycje nowych, brakujących terminów, zgłaszanych jako potrzebne do opisu wpływających do bibliotek dokumentów. Być może rozszerzenie współpracy i włączenie specjalistów dziedzinowych z innych bibliotek jest możliwe. Efekt ich pracy będzie służył wszystkim. Biblioteki oczekują na pilne wprowadzenie bogatszego słownictwa dla dziedzin reprezentowanych w bibliotekach specjalnych np. bibliotekach szkół artystycznych. Tę lukę powinni pomóc wypełnić właśnie bibliotekarze dziedzinowi, proponując najwłaściwsze terminy, zgodnie z gramatyką przyjętego języka, służące adekwatnemu opisowi treści publikacji z dziedziny, w której są specjalistami.

Wyraźnego podziału zakresu pól działania nie ma w katalogowaniu rzeczowym. Mimo wielu starań - wspólnych szkoleń i warsztatów - współpraca w tym zakresie w Konsorcjum VTLS nie osiągnęła jeszcze pożądanego poziomu. Sens ma indeksowanie danego tytułu raz - w ośrodku, w którym pracują najlepsi bibliotekarze dziedzinowi - i akceptowanie wykonanej pracy przez inne biblioteki, przejmujące przygotowane charakterystyki rzeczowe. Dotąd jednak w wielu przypadkach trudno zerwać z wielowiekowymi przyzwyczajeniami samowystarczalności, indywidualizmem i przekonaniem, że sami robimy to lepiej. Mam nadzieję, że niewiele już czasu potrzeba, abyśmy nawzajem nabrali przekonania co do wartości i jakości wykonanej pracy przez wykwalifikowanych bibliotekarzy dziedzinowych i wiary w to, że niezależnie od tego, gdzie wykonane jest powierzone zadanie - w bibliotece krakowskiej, toruńskiej, warszawskiej czy gdańskiej, wykonane jest ono jak najlepiej.

Obarczenie bibliotekarzy dziedzinowych obowiązkiem wnikliwej analizy tekstów dokumentów wpływających na bieżąco do bibliotek z powierzonej im dziedziny, to tylko jedno z zadań; powinni również przygotowywać informację na temat dawniej gromadzonych dokumentów w poszczególnych bibliotekach, ale przede wszystkim powinni zajmować się przygotowaniem bieżącej, stale aktualizowanej informacji o osiągnięciach nauki i liczących się, prestiżowych publikacjach światowych niedostępnych bezpośrednio w krajowych bibliotekach.

Znalezienie relewantnych danych pochłania zbyt wiele czasu uczonym, a wynik poszukiwań i tak często nie jest zadowalający - okazuje się, że pozyskane dane straciły na aktualności albo nie są dokładnie tym, czego poszukujący oczekują. Toteż, aby przyjść potrzebującym z pomocą, poczęliśmy tworzyć, ze zmiennym powodzeniem, różnego rodzaju bazy-serwisy informacyjne. Ich prezentacja w Gdańsku na INFOBAZACH '97 i INFOBAZACH '99 (materiały ukazały się drukiem) stworzyła możliwość zapoznania się i dostępu do nich szerszemu kręgowi zainteresowanych. Nie wnikając w ocenę przydatności tych baz stawiam pytanie: czy i w tej nowej dziedzinie działalności bibliotecznej nie należałoby wprowadzić pewnego ładu, oddać w ręce bibliotekarzy dziedzinowych inicjatywę tworzenia i stałego aktualizowania założonych serwisów informacyjnych? Tylko oni, zdobywając odpowiednie kwalifikacje w trakcie przeszukiwania zasobów sieciowych, mogą zaproponować zestawienia z danej dziedziny uwzględniając jakość i znaczenie źródła informacji. Potrzeba tworzenia krajowych serwisów dziedzinowych w sposób profesjonalny jest oczywista.

Na koniec już tylko kilka słów o kolejnym (nie ostatnim) ważnym zadaniu dla bibliotekarzy dziedzinowych. Myślę o szkoleniu następców zdobywających szlify bibliotekarzy dziedzinowych, a zatem o przygotowaniu odpowiednich materiałów metodycznych, stałej pomocy udzielanej tym, którzy na co dzień pracując bezpośrednio z czytelnikiem nie są wyposażeni w bogate księgozbiory z dużym i cennym zestawem wydawnictw informacyjnych, jak to powinno mieć miejsce w bibliotekach wiodących.

Jeżeli uznamy, że powinniśmy wreszcie zrealizować przypomnianą przeze mnie koncepcję wspólnego gromadzenia zbiorów, że musimy obniżyć koszty opracowania wszystkich nabytków i ujednolicić, a zarazem ułatwić informację o nich, to wszyscy pewnie przewidujemy, że pełna realizacja takiego zamierzenia nie będzie tak łatwa - jak snucie marzeń o niskiej kosztochłonności i wysokiej efektywności. Ale przecież warto marzyć. Taki też cel - zintegrowanie wysiłków - przyświecał na pewno organizatorom toruńskiego spotkania.

Przypisy

[1] U. Wojtasik: Zakup oraz wykorzystanie książek zagranicznych w bibliotekach akademickich w Polsce, W: "Przegląd Biblioteczny", 1999 r.3


Pierwotny adres: www.oss.wroc.pl/biuletyn/ebib18/sawicka.html
Adres w archiwum: ebib.oss.wroc.pl/arc/e018-09.html

 Początek strony



Inne spojrzenie na zadania bibliotekarzy dziedzinowych / Urszula Sawicka// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. Aleksander Radwański - Nr 9/2000 (18) grudzień. - Czasopismo elektroniczne. - [Wrocław] : Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2000. - Tryb dostępu: http://www.ebib.pl/2000/18/sawicka.php. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187