ebib 
Nr 8/2000 (17), Prawo w bibliotekach. Artykuł
 poprzedni artykuł następny artykuł   

 


Anna Sokołowska-Gogut
Biblioteka Główna Akademii Ekonomicznej w Krakowie

Giną cenne zbiory




"Bibliotekarz powinien uważać czytelnika za wroga,
... za potencjalnego złodzieja"
Umberto Eco

W przytoczonym cytacie z żartobliwego, a nawet nieco zgryźliwego felietonu doświadczonego czytelnika[1] dotykamy bardzo drażliwego problemu z jakim borykają się biblioteki.

Odkąd istnieją książki i biblioteki istnieje problem ich okradania. Należy tu uściślić zjawisko kradzieży jako rozmyślne, bezprawne wyprowadzenie przez czytelnika dzieła z biblioteki, ponieważ niekiedy za kradzież uważa się także nie zwracanie książek wypożyczonych legalnie.

Co ciekawe, na przestrzeni wieków, na owo wyprowadzanie książek patrzono -delikatnie mówiąc - przez palce. Książki kradli studenci, uczeni, bibliofile, antykwariusze i pospolici złodzieje. W Pyłkach publikowanych na łamach Bibliotekarza, autor [2] opisał przypadek kradzieży listu Adama Mickiewicza z Ossolineum. List po jakimś czasie powrócił tam w formie oferty zakupu od antykwariusza, który nie zauważył śladów wywabiania znaków własnościowych. Niestety ten haniebny obyczaj nie tylko przetrwał do naszych czasów, ale wręcz znakomicie się rozwija.

Podobna historia zdarzyła się w mojej praktyce zawodowej. Otóż jeden z naszych pracowników naukowych, zawiadomił mnie, że w jednym z antykwariatów naukowych zauważył przedwojenne wydanie dzieła klasyka ekonomii Adama Smitha, książki, której niekwestionowanym właścicielem (o czym świadczyły nienaruszone znaki własnościowe) była właśnie nasza biblioteka. Po sprawdzeniu tego faktu, zwróciłam się do właściciela antykwariatu o zwrot książki. Skutkiem mojego pisma była wizyta antykwariusza z propozycją odkupienia tego dzieła !!! Książka została w końcu zwrócona, ale dopiero po wystosowaniu przeze mnie do tego pana, ewidentnie obraźliwego pisma.

Podobne praktyki są na porządku dziennym i dotyczą nie tylko drobnych antykwariuszy, ale także najbardziej renomowanych światowych domów aukcyjnych, czego dowodem są przypadki prób sprzedaży skradzionych bardzo cennych dzieł z polskich bibliotek.

Biblioteki bronią się przed zjawiskiem kradzieży na różne sposoby, mniej lub bardziej skutecznie. Zakładają skomplikowane i kosztowne systemy alarmowe, bądź monitorują kamerami najbardziej narażone na kradzież miejsca, ale wszystkie te zabezpieczenia nie są w stanie zlikwidować zjawiska, ograniczając je tylko do "wyłapywania" mniej pomysłowych czytelników.

W Bibliotece Głównej Akademii Ekonomicznej w Krakowie wprowadzono wolny dostęp do półek w nowym obiekcie - od 1993 roku - wprowadzając jednocześnie elektroniczne zabezpieczenie zbiorów przed kradzieżą. Niestety wkrótce przekonaliśmy się, że na naszych czytelników nie ma mocnych. Bardzo szybko znaleźli różne sposoby na wyprowadzanie wydawnictw z czytelń. Pomysłowość właściwie nie miała granic. Oczywiście od czasu do czasu zdarzało się naszym systemom alarmowym przyłapać na gorącym uczynku złodzieja, który przede wszystkim był zdziwiony tym faktem, bardzo rzadko wykazując skruchę, czy zwykłe zawstydzenie.

Jakie sankcje może zastosować biblioteka wobec takiego czytelnika? Praktycznie niewielkie. Pozbawienie go prawa do korzystania ze zbiorów i wystąpienie do komisji dyscyplinarnej studentów, bądź wystosowanie pisma do instytucji, w której pracuje czytelnik nie będący studentem. I tu wracamy do problemu traktowania kradzieży książek jako drobnego, nie wartego zachodu wykroczenia, o niskiej szkodliwości społecznej. Do czego to doprowadziło, widać dziś bardzo wyraźnie na opisywanych w prasie przypadkach, zmasowanych kradzieży w największych polskich bibliotekach. Przypadek taki zdarzył się również w naszej Bibliotece. Jeden z naszych studentów przez kilka lat okradał nas, oraz inne biblioteki w Krakowie i w Polsce, stosując bardzo przemyślne metody. Po ujawnieniu sprawy, która w końcu znalazła finał w sądzie, komisja dyscyplinarna studentów zawiesiła go w prawach studenta na jeden rok, dopiero po moich uporczywych pismach do wszystkich rektorów, komisji odwoławczej[3] i innych instytucji, udało się doprowadzić do relegowania studenta z Uczelni.

Oczywiście nie wszystkie kradzieże są sprawą czytelników. Wcale nierzadko wspólnikami złodziei lub wręcz inicjatorami kradzieży są pracownicy bibliotek, którzy potrafią wykorzystać złą sytuację lokalową prowadzącą do nadmiernego zagęszczenia zbiorów, a co za tym idzie utrudnionej ich kontroli, a także panującego bałaganu. Trudno tu o usprawiedliwienie takiego procederu, ale czy nie jest powszechnym faktem, że w polskich bibliotekach najcenniejszych zbiorów pilnują najgorzej opłacani pracownicy?

Światowy rynek kolekcjonerski i antykwaryczny od dłuższego już czasu interesuje się naszymi zasobami, skutecznie je penetrując, a ponieważ dysponuje ogromnymi pieniędzmi jest w stanie dotrzeć bez większego trudu do takiego źle opłacanego pracownika. Co zatem robi się po ujawnieniu tych dużych i mniejszych kradzieży zbiorów bardzo cennych i tych zwyczajnych wydawnictw, a najczęściej - podręczników akademickich?

Zapewne dyrektorzy bibliotek uczelnianych pamiętają otrzymane jakiś czas temu pismo z Ministerstwa Edukacji Narodowej, podpisane przez jednego z wiceministrów o konieczności poprawienia nadzoru nad zbiorami bibliotek, co pewnie uspokoiło sumienie ministra[4] i całkowicie zrzuciło odpowiedzialność na wiecznie niedofinansowane biblioteki.

Czy możemy coś zrobić z tym "fantem" sami, jako pracownicy bibliotek? Oprócz stałych sankcji związanych z zawieszeniem w prawach czytelnika, na pewno możemy wzajemnie ostrzegać się przed czytelnikami - złodziejami, jak to już od jakiegoś czasu robimy w Krakowie. Możemy także próbować stworzyć jakieś formy nacisku na antykwariuszy, aby nie wprowadzali do obiegu wydawnictw, które noszą ślady usuwania znaków własnościowych i informowania bibliotek i policji o takich praktykach. Z pewnością sprzyjać temu będzie większa niż dotychczas penetracja rynku antykwarycznego przez pracowników bibliotek.

Wydaje się, że polska policja też zauważyła, że książki również mogą stanowić znakomite źródło przestępczego procederu i jest skłonna podchodzić do ich kradzieży zdecydowanie bardziej serio niż dotychczas. Zetknęłam się już z propozycją policji, kierowania sprawy kradzieży książek do Kolegium, co można uznać za znaczny postęp.

Naprawdę trudno mi, w sytuacji kiedy w ubiegłym roku skorzystało z usług naszej Biblioteki 560 tys. osób, wyobrazić sobie powrót do stanu sprzed lat siedmiu, kiedy bibliotekarz służył głównie do podawania książek z półki, co rzeczywiście radykalnie ograniczało możliwość wyprowadzenia ich z czytelni.

Kończąc te pewnie nie najweselsze rozważania, pozwolę sobie znowu zacytować Umberto Eco: "W sytuacji idealnej, czytelnika powinien obowiązywać zakaz wstępu do biblioteki; zakładając jednak, że do niej wtargnął.... w żadnym razie nie może i nigdy nie będzie mógł mieć dostępu do półek z książkami..."

Przypisy

[1] Eco U.: Jak urządzić bibliotekę publiczną. [W:] Zapiski na pudełku od zapałek. Poznań: 1993, s. 22.

[2] Kempa A.: Kradzieże listów Mickiewicza. Bibliotekarz, 1997 nr 5, s. 33.

[3] okazało się, że Biblioteka nie jest stroną w tej sprawie i nie może się zwrócić z protestem ...

[4] coś jednak w tej sprawie zrobiłem...


Pierwotny adres: www.oss.wroc.pl/biuletyn/ebib17/art1.html
Adres w archiwum: ebib.oss.wroc.pl/arc/e017-02.html

 Początek strony



Giną cenne zbiory / Anna Sokołowska-Gogut// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. Aleksander Radwański - Nr 8/2000 (17) listopad. - Czasopismo elektroniczne. - [Wrocław] : Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2000. - Tryb dostępu: http://www.ebib.pl/2000/17/sokolowska_gogut.php. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187