ebib 
Nr 3/2010 (112), Moda, antymoda, design w bibliotekach – festiwal pięknych życzeń. Artykuł
 poprzedni artykuł następny artykuł   

 


David Thompson
University of Gloucestershire

Tatuaże i bibliotekarze


Polityka wizerunku

Powszechnym w wizerunku bibliotekarki było traktowanie jej jako ucieleśnienia pruderii: pedantycznej pani w bliźniaku, perłach na szyi, włosach spiętych w kok i ustach na stałe ułożonych w permanentne "tsiiii". Bibliotekarka ta była w zasadzie uosobieniem tłumionej seksualności, jednakże wszyscy wierzyli, że wystarczy z jej strony jeden ruch głowy, by roztrzepała swoje bujne kasztanowe włosy i przeistoczyła się w jakąś rozpustną prerafaelicką boginię seksu... Nie jestem pewien, czy ten stereotyp kultury popularnej naprawdę dotyczył bibliotekarzy jako takich, czy chodziło w nim raczej o społeczną batalię odnośnie sprzecznych wyobrażeń dotyczących seksualności kobiet w ogóle. Jednakże walka z tym stereotypem stała się sposobem na życie dla tych spośród bibliotekarzy, którzy zarówno w sferze profesjonalnej, jak i osobistej poczuli się nim przytłoczeni.

Zacznijmy od tego, że nie jestem pruderyjny, nie mam kasztanowych włosów, nie noszę bliźniaka, nie tłumię uczuć ani nie jestem nadpobudliwy. Nie jestem nawet kobietą... Domyślam się również, że niekoniecznie odpowiadam wyobrażeniu większości ludzi dotyczącym bibliotekarzy. Ponadto jestem w bardzo widoczny sposób wytatuowany. Gdy zaczynałem pracę w tej profesji, ok. 15 lat temu, wydawało mi się, że jestem jedynym wytatuowanym bibliotekarzem w całym kraju. Dziś natomiast wytatuowani bibliotekarze mają grupy na Facebooku[1] oraz grupy Ning[2], albumy Flickr[3], a nawet charytatywny kalendarz Teksańskiego Stowarzyszenia Bibliotekarzy (Texas Library Association)[4]. Jednak nadal niektórzy ludzie nie kryją zaskoczenia i zdziwienia. Nigdy nie mogłem tego zrozumieć, w końcu bibliotekarze to ludzie, jak wszyscy inni - nasze życie nie ogranicza się do ścian biblioteki i mamy prawo wyrażać siebie zarówno w "normalny", jak i bardziej "nietypowy" sposób, na takich samych zasadach, jak czynią to inni. Być może dla niektórych tatuaże to manifestacja aspołeczności czy brak profesjonalizmu...

To, jak wyglądam, nigdy nie wpływało na mój profesjonalizm czy zdolność do wykonywania pracy - wręcz przeciwnie. Dziesięć lat temu, gdy pracowałem w bibliotece o profilu biznesowym, poinformowano mnie, że będę musiał przykryć powiększające się tatuaże, gdyż mogłoby to drażnić klientów. Teraz jednak jestem bibliotekarzem wydziału sztuk pięknych w college'u artystycznym[5] i moje widoczne tatuaże oraz nieformalny strój wręcz pomagają mi w nawiązywaniu kontaktu oraz odnajdywaniu wspólnego języka ze studentami i pełnymi twórczej energii młodymi osobami, z którymi pracuję (większość z nich też jest wytatuowana!).

Zmianom uległ też styl i zasady ubierania się: "swobodny strój piątkowy" (ang. dress-down Fridays) oraz ogólne rozluźnienie w podejściu do stroju obowiązkowego sprawiły, że elegancki nieformalny ubiór (ang. smart casual) jest powszechnie akceptowany jako strój służbowy. Jedynym znanym mi bibliotekarzem noszącym regularnie garnitur jest mój kolega pracujący w szkole prawniczej.

Stosunek społeczeństwa do tatuaży zmienił się w ciągu ostatnich dwóch dekad: celebryci jak David Beckham, Johnny Depp i Angelina Jolie spopularyzowali body art do takiego stopnia, że badania z 2006 r. sugerują, iż 40% społeczeństwa zachodniego między 26 a 40 rokiem życia ma przynajmniej jeden tatuaż[6]. Przy tak licznej populacji zdobiącej się atramentem byłoby bardzo dziwną anomalią statystyczną, gdyby żaden bibliotekarz nie nosił tatuaży.

Bibliotekarz w tatuażach

Dlaczego więc posiadam tatuaże? Przyjemność tatuowania ciała ma dla mnie kilka poziomów: uwielbiam estetykę wytatuowanej skóry, sposób, w jaki dobrze namalowany i sporządzony wzór trafia w odpowiednie partie muskulatury oraz indywidualność, jaką nadaje noszącej go osobie - żywy pomnik siły woli dążącej do przeistoczenia idei w piękno, niezależnie od tego, co inni mogą pomyśleć. Cieszy mnie myśl, że jestem częścią ekskluzywnego klubu osób, które spotkały się z bliska z igłą i zostały przez nią przemienione...W pewnym sensie cieszy mnie nawet sam proces tatuowania: narastające obawy oraz nagromadzone wcześniej emocje…, ciche skupienie i konieczność odbycia wielu sesji... Siła spojrzenia tatuażysty, który aplikuje dzieło pod twoją skórę; dajesz mu ciało, aby stało się płótnem, a on pomaga ci stać się chodzącym dziełem sztuki.

Nie mam tatuaży po to, aby łamać stereotypy czy unikać szablonów i nie jest moim celem szokowanie czy denerwowanie kogokolwiek. Tatuowałem się jeszcze na długo przed tym, zanim zostałem bibliotekarzem. Bibliotekarstwo to zawód, który wykonuję, a tatuaże to fundamentalna część tego, kim jestem, mówiąc dosłownie: "mam to pod skórą". Noszę tatuaże, ponieważ kocham tę formę sztuki; jestem dumny z bycia płótnem dla atramentu artysty i jego pracy.

Tatuaże i znaczenie

Mój pierwszy tatuaż powstał prawie 20 lat temu. Podobnie jak wiele osób mego pokolenia, zrobiłem to, aby upamiętnić ważny moment życia: w moim przypadku było to ukończenie uniwersytetu, spotkanie partnera i wspólne zamieszkanie. W społeczeństwach plemiennych tatuaże często używane były do upamiętnienia wkroczenia w kolejny etapu życia - mogą być "symbolem sukcesu" lub znakiem zaakceptowania w społeczeństwie[7]. Dla mnie kolejne tatuaże to rytualna droga zmian czy, ujmując to dosłownie, zaznaczenie przeistoczenia się dziecka w osobę dorosłą... Częściowo była to jednak próba zracjonalizowania potrzeby, bo zawsze uwielbiałem tatuaże i zawsze chciałem jeden mieć, jednakże nigdy wcześniej nie miałem odwagi ani "pretekstu", by go zrobić.

Pierwszym tatuażem był smok na lewym ramieniu wykonany przez Iana z Reading (Wielka Brytania). Wybrałem ten wzór jako symbol siły i indywidualizmu, gdyż pragnąłem, aby roztoczyły one opiekę nad moim nowym życiem. Mój partner również zdecydował się na tatuaż smoka, co stanowiło wyraz łączącej nas więzi i symbolizowało wzajemne oddanie. Innym powodem, dla którego wybrałem smoka była piękna forma, płynne linie wzoru oraz tętniące życiem kolory. Owo połączenie symbolizmu i estetyki przeniknęło ostatecznie na przyszłe prace zdobiące moje ciało. Każdy tatuaż ma symboliczne znaczenie, często zawiera ukryte w sobie obrazy, ale jednakowo ważne są: estetyka wzoru, położenie tatuażu i jego wykonanie. Miałem zamiar ozdobić się tylko jednym tatuażem, jednak odkryłem, że jest coś niezwykle wyzwalającego w "wyrażaniu siebie i odnowie ciała"[8] i szybko zapragnąłem więcej. Nie zależało mi jednak na zwykłym "kolekcjonowaniu atramentu" na swoim ciele, na przypadkowej kolekcji wzorów autorstwa różnych artystów, w różnych stylach, każdy piękny i pełen znaczenia sam w sobie, ale niepowiązanych ze sobą wzajemnie czy z ciałem, które zamieszkują.

Jestem głęboko poruszony Irezumi - tradycyjną szkołą tatuażu japońskiego, która operując miękkimi i płynnymi liniami, potrafi pojedynczym obrazem opleść całe ciało, zmieniając je w wyraziste i spójne dzieło sztuki[9]. Ponad rok zajęło mi stworzenie własnego wzoru, który dzięki zawartym w nim elementom ma szansę przeobrazić się w tatuaż całego ciała, stając się drugą skórą - oczywiście w miarę możliwości czasowych i finansowych. Początkowo pracę nad wzorem rozpoczął Ian z Reading i właśnie on wykonał centralny element na moich plecach, mojego "zielonego człowieka" (ang. Green Man). Taki "zielony człowiek" to motyw występujący w wielu kulturach, najczęściej ma po prostu formę ludzkiej twarzy, z której wyrastają liście i rośliny. We współczesnych wierzeniach pogańskich symbolizuje on odrodzenie[10] oraz boską energię objawiającą się w naturze.

Na mój projekt składają się autoportret (będący odzwierciedleniem moich przekonań i wiary w to, że każdy z nas nosi w sobie boski pierwiastek), pod nim czaszka jelenia; symbol pogańskich rogatych bóstw zimowych i wielkich łowców (takich jak Herne) oraz bóstw życia, śmierci i odrodzenia (jak Crenunos). Pomiędzy twarzą a czaszką wiją się gałęzie Drzewa Życia, a pośród nich znajdują się różne rośliny i zwierzęta związane z Wyspami Brytyjskimi; każde z nich ma symboliczne znaczenie dla całości:

  • bluszcz odpowiada Bachusowi i Dionizosowi - symbolizuje zatracenie się człowieka w boskich przyjemnościach;
  • anemon to symbol Adonisa, ale też piękna duchowego;
  • kukurydza reprezentuje wschodzących i upadłych bogów, którzy umierają z miłości do Bogini Ziemi, zapewniając jej tym samym płodność;
  • mak to znak rozpoznawczy Persefony; bogini świata podziemnego;
  • pajęcza sieć - symbol bogini-prządki, wijącej nić życia (ciekawe odniesienie dla nas wszystkich - uwikłanych w sieć internetową!).

Ian przed odejściem na emeryturę zdążył wykonać środkową część wzoru, realizacją i rozwinięciem dalszej części zajęła się Jo Harrison (z Modern Body Art, Birmingham Wielka Brytania)[11]. Jej pomysłem było rozszerzenie mojej wizji i wplecenie do wzoru wielu symbolicznych odniesień do mojego prywatnego życia (jej dziełem jest na przykład piękny rysunek nadpalonego pergaminu z fragmentem greckiego napisu Aleksandria; symbol Biblioteki Aleksandryjskiej i oczywiste odniesienie do mojej profesji.) Praca z Jo była czystą przyjemnością, dlatego też poprosiłem ją o zaprojektowanie wzorów na ręce. Tematem przewodnim jest bóstwo w naturze, a całość bazuje na czterech pierwotnych źródłach energii: ziemi, powietrzu, ogniu i wodzie. Dzięki swej przenikliwości Jo szybko odkryła moją miłość do japońskich motywów i stylu, znajdując dla nich zachodnie odpowiedniki. Na lewym ręku mamy obrazy powietrza i wody oraz symbolikę wiedzy i transformacji. Aby przedstawić wodę, Jo posłużyła się własną interpretacją tradycyjnego dla Irezumi przedstawienia wody, którym jest pluskająca ryba Koi. I tak powstał łosoś skaczący pośród fal narysowanych w stylu Hokusai. Skaczący łosoś to odnośnik do mitologii celtyckiej, gdzie symbolizuje on pogoń za wiedzą. Powietrze przedstawione zostało za pomocą wiciokrzewu i latających owadów, między innymi motyli, które utożsamiane są z przemianą i w mitologii greckiej symbolizują duszę. Na prawym ręku widać rysunki ognia i ziemi, które mimo że wywodzą się z klasyki tradycyjnego stylu japońskiego, to de facto stanowią jej nowoczesną reinterpretację pełną odniesień do kultur zachodnich. Ogień to orientalny Feniks, otoczony kłębami dymu i targany wiatrem, którego ogon wije się wśród liści i kwiatów. Ziemia reprezentowana jest przez węże, owady i maki. Szczególnie ciekawie wygląda piękny skarabeusz. Natomiast jeśli chodzi o węże, to są one fragmentem starego tatuażu, który świetnie i niemal niezauważalnie wkomponowuje się w nowy wzór. Teraz rozważamy, jak rozwinąć wzór na klatkę piersiowa i uda; pomysły krążą głównie wokół monolitycznego krajobrazu wypełnionego wodą, czyli zastosowanie symboliki kobiecej dla zrównoważenia męskiego charakteru wzoru na plecach. Cały proces zajął z niewielkimi przerwami około 20 lat pracy. Ukończenie poszczególnych części trwało od 30 do 50 godzin, wzory na rękach powstawały w odstępach czasowych około trzech lat, samo wytatuowanie jednej ręki zajęło mniej więcej 10-15 dwugodzinnych sesji. To ogromne poświęcenie zarówno jeśli chodzi o czas, jak i o koszt, ale każda minuta tego niesamowitego doświadczenia była przyjemnością.

Tatuaże - robić czy nie?

Być może to dziwne, ale ilekroć ktoś mówi mi, że chce zrobić sobie tatuaż, zawsze pytam, czy jest pewien swej decyzji. Zmiana społecznego nastawienia wobec body art jest bardzo widoczna, wielu młodych ludzi z zadowoleniem nosi znaki swojej indywidualności rozrysowane na własnej skórze. Jednakże prawie 17% osób, które zrobiły sobie tatuaż żałuje swej decyzji[12]. Wzór, który wybierzemy zostaje z nami na całe życie, chyba że zdecydujemy się na potwornie bolesny, drogi i jednak trochę przerażający zabieg usuwania tatuażu. Dlatego warto dobrze się zastanowić nad tym, co to ma być i czy jako pięćdziesięciolatkowie nadal będziemy zadowoleni z wybranego wzoru. Nie dajmy się zwieść czarowi chwili - tym fabrykowanym na potęgę postaciom z kreskówek, kalkowanym i powielanym smokom czy robionym niczym przez matryce etnicznym szlaczkom. Tatuaż to sztuka i jednocześnie forma autoekspresji, a któż chciałby wyrażać siebie poprzez wyglądanie dokładnie tak samo jak inni?

Wybór formy, symboliki i znaczenia wzoru, a także decyzja, co do jego umiejscowienia, wymagają czasu. Tatuowanie może być kwestią mody, jednakże jest to przede wszystkim rodzaj sztuki i z tego powodu warto się do niego odnosić z szacunkiem. Wielkość wzoru nie ma tu najmniejszego znaczenia. Równie istotny jest wybór studia tatuażu - to że jakieś jest kilka kroków od twojego domu nie oznacza, że trzeba pójść właśnie tam! Postaraj się znaleźć artystę, którego projekty cię zainteresują, przeglądaj prasę branżową, w miarę możliwości wybierz się na jakiś zlot, wczuj się w tę sztukę i ludzi ją tworzących. Jeśli zauważysz u kogoś ciekawy wzór, spróbuj delikatnie zagadnąć, gdzie zrobił sobie ten tatuaż i czy poleca jego wykonawcę.

Nie wszyscy artyści są jednakowi, a stylów w tatuażu jest bardzo wiele: etniczny, czarno-biały, japoński, neotradycyjny itd. Każdy z nich jest inny i wymaga od jego wykonawcy innych umiejętności. Ważnym jest, by wybrać artystę specjalizującego się w wybranym stylu. Tak jak wszyscy artyści, artyści tatuażu również mają swoją ulubioną stylizację, a przecież nikt nie wymagałby od Van Gogha, aby namalował coś jak Picasso. Jeśli już zdecydujesz się na konkretnego człowieka, odwiedź jego studio, zapytaj o portfolio, okaż jego twórczości zainteresowanie i szacunek. Plany i pomysły najlepiej przedyskutować na miejscu, warto pokazać wzory, które nam się podobają i wyjaśnić ten wybór. W czasie projektowania wzorów na moje ręce i tatuażu mojego partnera, Jo spędziła z nami ok. 2-3 godzin na oglądaniu jej portfolio i książek z wzorami, za każdym razem zaznaczając projekty, które nam się spodobały i notując detale tego, co nas zainteresowało: czy była to linia, kolor, motyw czy umiejscowienie tatuażu. Dobry artysta nie powinien zadowolić się powieleniem projektu - obojętne własnego czy cudzego.

Kolejne często zadawane pytanie brzmi: czy tatuaż boli? Nie mijając się z prawdą, odpowiadam: tak, ale stopień bolesności zależy od kilku czynników:

  • Umiejscowienie - delikatne miejsca są oczywiście zawsze bardziej bolesne. Do najbardziej bolesnych należą: wewnętrzna strona nóg czy rąk, miejsca gdzie kość jest nieosłonięta i znajduje się bezpośrednio pod skórą (żebra, kręgosłup, kostki) wgłębienia stawów (pachy lub wgłębienie kolana), miejsca gdzie skóra jest szczególnie wrażliwa np. na obojczykach. Oczywiście na zasadzie kontrastu miejsca silnie umięśnione lub osłonięte dużą ilością tkanki tłuszczowej mniej bolą podczas tatuowania, dlatego wiele osób wybiera tatuaż na bicepsie lub zewnętrznej stronie uda;
  • Budowa - im więcej ciała tym ból mniejszy, no chyba że mówimy o rudowłosych. Rudowłosi w porównaniu do blondynów czy brunetów, wyróżniają się znacznie większą liczbą receptorów bólu na skórze, więc rzeczywiście odczuwają go mocniej[13];
  • Wykonawca tatuażu - każdy artysta pracuje trochę inaczej. Jedni aplikują kolor głęboko pod skórę i pracują nad jednym miejscem wielokrotnie, aby uzyskać żywszą kolorystykę, co oczywiście boli zdecydowanie bardziej niż szybkie ukłucie i pojedyncza aplikacja, ale mimo wszystko daje ciekawsze efekty kolorystyczne;
  • Sprzęt - istnieje wiele rodzajów pistoletów do robienia tatuaży (czyli tego narzędzia, które za pomocą wibrującej igły wprowadza pod skórę barwnik). Budowa klasycznego pistoletu jest zbliżona do narzędzi grawerskich z podwójną cewką elektromagnetyczną, wynalezionych w 1876 r. Nowsze pistolety oparte są na schemacie silnika obrotowego, mniej wibrują i dzięki temu tatuaże nimi robione są mniej bolesne.
  • Rozluźnienie - im bardziej jesteś w stanie się zrelaksować, tym mniej odczuwalny będzie ból. To jest dokładnie tak, jak z bólem głowy - im bardziej się spinamy, tym bardziej boli, a jak się rozluźnimy, ból zdaje się znikać.

Ta ostatnia rada jest najważniejsza. Usłyszysz ją od każdego artysty tatuażu, zanim zacznie pracę: rozluźnij się, nie napinaj, oddychaj poprzez ból. Sam proces nie potrwa długo, a wzór zostanie z tobą na całe życie. I jeśli rzeczywiście się zrelaksujesz, rozluźnisz, przestaniesz walczyć z bólem, odkryjesz, że właściwie nie jest on taki straszny. Może nawet odnajdziesz w tym bólu lekką przyjemność, jak podczas głębokiego masażu czy uczucia gorąca po zbyt długim opalaniu się. Po za tym, jeśli się zrelaksujesz, możliwe, że twój organizm wynagrodzi cię, posiłkując się własnymi środkami przeciwbólowymi, i kto wie, może pod koniec sesji ogarnie cię kompletny zachwyt! Najważniejsze jest to, że ból minie, a piękno perfekcyjnie i precyzyjnie wykonanego tatuażu zostanie na cale życie.

Tłumaczenie: Justyna Pietrasik-Babiy, Katarzyna Zys.

Więcej o autorze tekstu na jego stronie domowej: http://www.thewellhead.org.uk/Elders/tattoo.htm.

Przypisy

[1] Grupa: Tattooed Librarians http://www.facebook.com/group.php?gid=2431775521 - 321 członków (stan na styczeń 2010 r.).

[2] Grupa: Tattooed Librarians http://tattooedlibrarians.ning.com/ - 25 członków (stan na styczeń 2010 r.).

[3] Grupa: Modified Librarians http://www.flickr.com/groups/modifiedlibrarians/ - 136 członków (stan na styczeń 2010 r.).

[4] The Tattooed Ladies of TLA [on-line]. [Dostęp 20 stycznia 2010]. Dostępny w World Wide Web: http://www.txla.org/temp/tattoo.html.

[5] Who's Who at Pittville: David Thompson [on-line]. University of Gloucestershire [Dostęp 20 stycznia 2010]. Dostępny w World Wide Web: http://resources.glos.ac.uk/departments/lis/pittville/staff/david-thompson.cfm.

[6] Altering Their Appearance [on-line]. [Dostęp 20 stycznia 2010]. Dostępny w World Wide Web: http://www.vanishingtattoo.com/westcoast/gen-next-tattoos.pdf.

[7] RUBIN, A. (red.) Marks of Civilization: artistic transformations of the human body. Los Angeles: Museum of Cultural History, University of California, 1995, s. 16.

[8] BENSON, S. Inscriptions of the self: reflections on Tattooing and piercing in contemporary Euro-American. W: CAPLAN, J. (red.) Written on the body: The tattoo in European and American history. London: Reaktion Books, 2000 s. 244.

[9] KITAMURA, T., KITAMURA K. M. Bushido: legacies of the Japanese tattoo. Atglen, Pa. : Schiffer ; Kew Gardens : distributed by Bushwood Books, 2001.

[10] BASFORD, K. The Green Man. Brewer, 2004.

[11] Modern Body Art [on-line]. [Dostęp 20 stycznia 2010]. Dostępny w World Wide Web: http://www.modernbodyart.co.uk/.

[12] Physicians' Profit On Tattoo Regret [on-line]. Virtual Ink Tattoo Blog: Covering virtually everything tattoo [Dostęp 20 stycznia 2010]. Dostępny w World Wide Web: http://tattoo-removal.vox.com/library/post/vox-tips-tricks.html.

[13] KNIGHT, W. Red heads suffer more pain. New Scientist [on-line] 15.10.2002 [Dostęp 20 stycznia 2010]. Dostępny w World Wide Web: http://www.newscientist.com/article/dn2923.

 Początek strony



Tatuaże i bibliotekarze / David Thompson// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. naczelny Bożena Bednarek-Michalska - Nr 3/2010 (112) kwiecień. - Czasopismo elektroniczne. - [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich KWE, 2010. - Tryb dostępu: http://www.ebib.info/2010/112/a.php?thompson. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187