ebib 
Nr 9/2009 (109), Biblioteka – partner w biznesie. Komunikat
 poprzedni artykuł następny artykuł   

 


Grażyna Piotrowicz
Dyrektor
Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu

W odpowiedzi na Historię pewnego protestu


Przed kilkoma dniami w budynku Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu ponad 90-osobowa grupa bibliotekarzy z okazji Święta Uniwersytetu Wrocławskiego odbierała nagrody rektorskie za osiągnięcia zawodowe. Były serdeczne podziękowania, uściski dłoni i oklaski. Słowa uznania pod adresem społeczności bibliotekarskiej padły też podczas uroczystości rozpoczęcia nowego roku akademickiego. Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu pracuje i wykonuje swoje zadania statutowe.

Kasandryczna wizja marazmu organizacyjnego i całkowitego braku porozumienia dyrekcji biblioteki z zespołem, którą rozsnuwa przed czytelnikami autor Historii pewnego protestu, jest nieobiektywna, wręcz tendencyjna i wyolbrzymiona. Autor – Julian Fercz, który przedstawia się niejako z dystansu jako emerytowany pracownik biblioteki, jest czynnym działaczem związku zawodowego „Solidarność”, do niedawna przewodniczącym koła NSZZ „Solidarność” w bibliotece, a obecnie od trzech-czterech lat jego zastępcą, i ta okoliczność nie jest bez znaczenia, gdyż sprawy biblioteki znane są mu wyłącznie tylko z jednego źródła. Podejmując się opisania trudnej sytuacji Biblioteki Uniwersyteckiej, poruszył kilka wątków: wynagrodzenia, organizacji czasu pracy, zasad awansowania, warunków socjalnych, statystyk bibliotecznych, relacji międzyludzkich.

Julian Fercz rozpoczyna Historię pewnego protestu od 2002 r., tj. od roku zmiany na stanowisku dyrektora biblioteki, próbując w oczach czytelników zdyskredytować siedem lat wspólnej pracy całego zespołu pracowników. Zdaniem autora, nowa dyrekcja wprawdzie apelowała do władz uczelni o poprawienie sytuacji materialnej pracowników, ale bez skutku, nie dlatego, że niezbyt starała się o polepszenie warunków pracy, a przede wszystkim – nie zainicjowała współpracy z zespołem. Otóż regulacje i podwyżki w 2004 r. zostały załatwione właśnie przez nową dyrekcję. Po zmianie władz uczelni w latach 2005–2007 dyrekcja BUWr. podejmowała kolejne próby, ale bezskutecznie m.in. dlatego, że jak się okazało, poparcia dla jej starań odmawiał w tym czasie uczelniany organ NSZZ „Solidarność”. O fakcie tym zostali powiadomieni oficjalnie członkowie Rady Bibliotecznej na jednym z jej posiedzeń w końcu listopada 2007 r., kiedy po raz kolejny prosiłam, aby Rada Biblioteczna wystosowała następne pismo z poparciem naszych starań w sprawie podwyżek dla pracowników BUWr. O sposobie działania NSZZ „Solidarność” na uczelni w tym czasie dobitnie świadczy fakt, iż obecna przewodnicząca Koła NSZZ „Solidarność” w bibliotece, współdziałając ściśle z dyrekcją BUWr. w 2007 r., w prowadzeniu korespondencji z władzami uniwersytetu w sprawie sytuacji w jednostce chciała także wykorzystać poparcie organów związkowych. Jednak okazało się, że wszystkie pisma przesyłane przez nią do Komisji Uczelnianej NSZZ „Solidarność” do końca listopada 2007 r. nie były przekazywane dalej do władz UWr., lecz zwyczajnie chowane do szuflady. W tym czasie istniała więc ścisła współpraca dyrekcji BUWr. i przedstawiciela związkowego Koła „S” w bibliotece (aż do marca 2008 r.). W grudniu 2007 r. przewodniczący uczelnianej „S” i jego zastępca trzykrotnie odmówili wspólnej wizyty u JM Rektora w sprawie podwyżek dla bibliotekarzy. Prośby te skierowałam do władz związku poprzez obecną przewodniczącą bibliotecznej „Solidarności”. Niejasno tłumaczono się tym, że nie można poprzeć bibliotekarzy, skoro na uczelni są też inni słabo uposażeni pracownicy, np. techniczni i laboranci. Jednocześnie jednak nie przeszkodziło to uczelnianej „S” w poparciu również zbyt mało zarabiającej grupy adiunktów. Kiedy głośno skrytykowałam postawę związków za brak poparcia dla sprawy podwyżek bibliotekarzy – stałam się celem ataków ze strony związków, które na organizowanych zebraniach związkowych zaczęły manipulować nastrojami sfrustrowanych bibliotekarzy i winę za stan ich uposażeń fałszywie przypisywać brakowi działań w tej sprawie ze strony dyrekcji biblioteki. Przez miesiące wiosenne 2008 r. w licznych bibliotecznych zebraniach związku „S”, na których organizację, nawet w godzinach pracy – dyrekcja BUWr., działając w dobrej wierze, zawsze wyrażała zgodę – oprócz pracowników biblioteki uczestniczył zawsze m.in. wiceprzewodniczący uczelnianej „Solidarności”, a także m.in. J. Fercz. Dyskusje prowadzono w taki sposób i nastroje tak eskalowano, że rozbudzono w pracownikach biblioteki nadzieje na niemal nieograniczone możliwości ich działań poprzez strajki i protesty, a dyrekcję biblioteki fałszywie obwiniano za brak jakichkolwiek działań w sprawie polepszenia stanu uposażeń podwładnych. Oczywiście, na niechlubną postawę związku „S” z 2007 r. i początku 2008 r. spuszczono kurtynę milczenia. Niestety, dyrekcja nie uczestniczyła nigdy w tych zebraniach, nie chcąc krępować swą obecnością swobodnej dyskusji pracowników. Dopiero kiedy na jednym z zebrań na początku kwietnia 2008 r. zaczęto żądać nierealnych podwyżek, przywrócenia wszystkich przywilejów pracowniczych odebranych Rozporządzeniem Rady Ministrów z 22 grudnia 2006 r. w sprawie szczegółowych zasad gospodarki finansowej uczelni publicznych. oraz wzywać do odwołania dyrekcji, choć nie umiano podać, z jakiego właściwie powodu – informacje o rzeczywistym przebiegu związkowych zebrań wydostały się na zewnątrz. Choć pod postulatami nikt się nie podpisał – pisma drogą sieciową rozsyłano nie tylko po całej uczelni, innych uczelniach wrocławskich, ale i poza Wrocław. Od tamtego czasu uczestnicy niegdysiejszych dyskusji związkowych i ich zwolennicy podejmują różnorodne działania, najczęściej anonimowo, niejednokrotnie wręcz niegodnie, aby skompromitować, poniżyć i ośmieszyć dyrekcję BUWr.

Roczne sprawozdania biblioteki (dostępne poprzez witrynę BUWr. http://www.bu.uni.wroc.pl; moduł „o Bibliotece”, (stan na dzień 23 grudnia 2009 r.) dają wystarczająco dużo dowodów, by docenić podjętą przez nową dyrekcję próbę zarządzania partycypacyjnego, wnoszą też czytelną argumentację w sprawie sytuacji finansowej biblioteki oraz w sprawie funkcjonowania tej jednostki w wymiarze merytorycznym. Trudno zgodzić się ze zdaniem: Spór między władzami BUWr. a jej załogą rozpoczął się jeszcze za poprzedniego rektora, a pierwszą jego przyczyną była bibliotekarska bieda. Sytuacja bibliotekarskiej biedy znana była władzom uniwersytetu bardzo dobrze. Sprawozdanie biblioteki za rok 2008 zawiera zapis: w przeciągu ostatnich czterech lat sukcesywnie maleje budżet (dotacja MNiSW i środki na pokrycie deficytu) przyznawany bibliotece.
Przy planowaniu wydatków biblioteka musiała utrzymywać dyscyplinę finansową, ale jednocześnie starano się, by były pieniądze na podwyżki uznaniowe i na wyposażenie stanowisk pracy. Opis biblioteki, w której brakuje ogrzewania i wody, a pracownicy siedzą przy swoich biurkach na połamanych krzesłach i są karceni za nieumiejętne posługiwanie się długopisem czy czajnikiem, jest tak tendencyjny, że można chyba pozostawić go bez komentarza.

Trzeba dużo złej woli, by nie zauważyć, jak dyrekcja biblioteki każdego roku starała się o pozyskanie środków finansowych we własnym zakresie ze źródeł pozabudżetowych – kiedyś były to wnioski do ministerstwa o dotację DWB (działalność wspomagająca badania) czy dotację na działalność statutową, dotację celową uzyskiwaną z KBN czy później z MNiI, dotacje z licznych fundacji, wnioski o granty i projekty czy też o wsparcie finansowe z rezerwy rektora. Środki te posłużyły m.in. na realizację takich prac, jak: retrokonwersja zbiorów, przyspieszenie napełniania baz komputerowych rękopisów, starych druków, muzykaliów i kartografików, inwentaryzacja zbioru wratislavianów, konserwacja, mikrofilmowe zabezpieczanie i digitalizacja gazet śląskich, szkolenie pracowników w klasyfikowaniu zbiorów według Klasyfikacji Biblioteki Kongresu (KBK), następnie opracowanie zbiorów według KBK przeznaczonych do udostępniania w wolnym dostępie (w nowym gmachu biblioteki), także na wymianę i uzupełnienie sprzętu komputerowego oraz doposażenie Pracowni Reprografii i Digitalizacji. Powstało szereg baz danych (np. Baza Publikacji Pracowników UWr., Baza Gromadzenia, Katalog Czasopism Bibliotek Specjalistycznych i inne), wiele inwentarzy komputerowych w poszczególnych oddziałach, nowa witryna internetowa dostępna w trzech językach (którą wyróżniono I nagrodą w kraju), rozwinięto usługi on-line (również wyróżnione jako przykład najlepszych praktyk w raporcie rządowym eGovernment), stworzono e-Wydawnictwo BUWr. wydające dwie serie e-booków, zdigitalizowano i udostępniono przez witrynę BUWr. kilkanaście katalogów kartkowych (głównie zbiorów specjalnych), wyposażając je w możliwość składania zamówień on-line poprzez elektroniczne rewersy, utworzono Bibliotekę Cyfrową Uwr., utworzono kursy szkoleniowe w ramach pakietu e-learningu, zadbano o usprawnienie obsługi użytkowników (zdalne zapisy on-line do biblioteki, kwerendy on-line, wypożyczenia międzybiblioteczne on-line, zamówienia on-line do czytelń, zamówienia on-line czasopism w OPAC-u), stworzono bazę czasopism pełnotekstowych, do zasobów licencjonowanych, uruchomiono dostęp z komputerów domowych poprzez serwer proxy, a obecnie przygotowywana jest do uruchomienia e-Czytelnia. Wszystkie te serwisy i nowatorskie rozwiązania powstały w ramach oddolnej inicjatywy dyrekcji, współpracującej z grupą aktywnych pracowników. Na ww. serwisy i bazy uczelnia nie wydała żadnych środków finansowych, nie wydatkowano ich też ze zbyt skromnego budżetu biblioteki. A jednak powstały i usprawniają obsługę użytkowników oraz pracę samych bibliotekarzy. BUWr. aktywnie włączyła się w realizację wielu krajowych i międzynarodowych (w tym unijnych) projektów, których wykaz i opis znajduje się na witrynie internetowej (http://www.bu.uni.wroc.pl w module „o Bibliotece”). W ramach ich realizacji dokonano zakupu bardzo cennego sprzętu, głównie komputerowego i reprograficznego, na który biblioteka nie mogłaby sobie pozwolić ze względu na wielkość budżetu. W efekcie ich realizacji powstają unikalne nie tylko na skalę krajową, ale i europejską systemy informacyjno-usługowe np. Śląskie Archiwum Ikonograficzne, Interaktywna Multimedialna Bibliografia Śląska. Przez ostatnie siedem lat zespół bibliotekarzy wiele publikował: w ramach własnego e-Wydawnictwa BUWr. wydał kilka książek elektronicznych i, prawdę mówiąc, w naszej bibliotece została wykonana ogromna praca. Tylko ktoś, kto w niej nie uczestniczył lub nie ma skali porównawczej z poprzednim okresem, może jej nie dostrzegać lub wręcz dyskredytować osiągnięcia całego zespołu bibliotekarzy i dyrekcji.

Nowe władze rektorskie, zgodnie z deklaracją przedwyborczą rektora-elekta, podjęły wiele działań na rzecz polepszenia sytuacji materialnej pracowników Biblioteki Uniwersyteckiej. Zaraz po przejęciu władzy, we wrześniu 2008 r., rektor rozdzielił pozostałe po lipcowych regulacjach środki finansowe w taki sposób, aby poprawić sytuację najniżej uposażonych pracowników biblioteki. Przypominam, że wszelkie podziały środków finansowych dokonywane były zawsze przy aktywnym współudziale i aprobacie wszystkich związków zawodowych działających w uniwersytecie, m.in. władz uczelnianej „Solidarności”. Następnie, w celu polepszenia sytuacji finansowej bibliotekarzy – począwszy od stycznia 2009 r. na cały rok kalendarzowy – rektor uruchomił z własnej rezerwy środki na aneksy w wysokości 100 zł miesięcznie dla każdego z ponad 220 pracowników BUWr. Wraz z narzutami pochłonęło to niebagatelną kwotę pieniędzy. Kolejna podwyżka wynagrodzeń osobowych pracowników uniwersytetu, w tym pracowników biblioteki, nastąpiła od 1 stycznia 2009 r. Podział kwoty nastąpił zgodnie z porozumieniem zawartym ze związkami zawodowymi, a wynagrodzenie zasadnicze w grupie nienauczycieli podniesiono o kwotę o 134 zł. Z kolei dyrekcja BUWr. od stycznia 2009 r. uruchomiła płatne (250 zł za dyżur) niedzielne dyżury w Czytelni Głównej, które finansuje z pozabudżetowych środków wypracowywanych przez bibliotekę.

Nowej dyrekcji biblioteki przypisane zostały wszystkie niedogodności, które odczuli pracownicy na skutek zmiany przepisów kodeksu pracy. Zmiany dotyczyły ruchomego czasu pracy, organizacji pracy zmianowej (przestrzeganie tzw. doby pracowniczej) oraz planowania dyżurów w soboty i niedziele. Zdaniem J. Fercza, winą dyrekcji jest to, że nie podjęła żadnych starań, by skłonić Państwową Inspekcję Pracy do zaaprobowania ruchomego czasu pracy czy zainicjować akcję na rzecz wprowadzenia zmian w kodeksie pracy. A może właśnie na tym polu należało uruchomić działania związków zawodowych? Mija się z prawdą stwierdzenie, że prośby kierowane do dyrekcji o zgodę na indywidualny czas pracy napotykały na olbrzymi opór czy wręcz publiczne negatywne komentarze. Podania o zgodę na zmianę godzin pracy rozpatrywane są indywidualnie i w uzasadnionych przypadkach zawsze uzyskują aprobatę. Na kilkadziesiąt rozpatrzonych do tej pory, tylko kilku nie rozpatrzono pozytywnie. Wyjścia pracowników do lekarza, z wyłączeniem badań laboratoryjnych (np. krwi itp.), badań okresowych i badań związanych z chorobami zawodowymi, wymagają zwolnienia się z pracy, jak każdy przypadek zwolnienia się w sprawach osobistych. Przepisy MNiSW określające warunki awansu na stanowisko starszego bibliotekarza i kustosza autorowi Historii pewnego protestu również przysłużyły się, by wytknąć, iż władze biblioteki nie włączyły się do starań o poprawkę w rozporządzeniu ministra, zwalniającą długoletnich pracowników od obowiązku dodatkowych studiów. Zabiegi dyrekcji, by na gruncie lokalnym na mocy porozumienia z władzami uniwersytetu wynegocjować ulgi dla pracowników podejmujących studia podyplomowe, uszły jednak uwadze tego czujnego obserwatora. Jako formę „zaostrzenia dyscypliny” kwalifikuje J. Fercz akcję monitorowania drogi książki od dnia wpływu do biblioteki po wstawienie na półki biblioteczne. Akcja była czasowa i miała charakter audytu wewnętrznego, który miał zoptymalizować pewne czynności i procesy biblioteczne. Praktykę tzw. metryczki książki stosują liczne biblioteki naukowe i nie jest to żadne szykanowanie pracowników. Podobnie ma się sprawa z ewidencjonowaniem czynności wynikających z karty stanowiska pracy pracownika. Czyż trzeba emerytowanemu pracownikowi biblioteki tłumaczyć, na czym polega statystyka biblioteczna? A pracowników oddziałów zbiorów specjalnych, tak jak wszystkich bibliotekarzy, obowiązuje dyscyplina zadaniowa.

Relacja J. Fercza na temat protestu bibliotekarzy w Bibliotece Uniwersyteckiej to mieszanina faktów i zasłyszanych opinii. Czy kwestia jednorazowej wypłaty 650 zł dla bibliotekarzy to źródło „nowego konfliktu”? Przyznano tę kwotę pracownikom Biblioteki Głównej, o tym J. Fercz pisze wyraźnie, sprawa nie mogła więc dotyczyć bibliotekarzy z bibliotek specjalistycznych, wynagradzanych z budżetów wydziałów. Odpowiednie pismo w tej sprawie przewodnicząca bibliotecznego koła „S” otrzymała od JM Rektora w 2008 r. i doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ma takiego prawa i możliwości. Próbowała jednak tworzyć przed pracownikami bibliotek specjalistycznych medialne wrażenie gotowości do obdarowania ich połową kwoty przyznanej każdemu z pracowników Biblioteki Uniwersyteckiej, bez pytania ich o zgodę (ok. 90% nie jest członkami „S” i było nieświadomych tego, że ich finanse zadeklarowała poza ich wiedzą i wolą do podziału). Przewiną dyrekcji była próba przeciwdziałania temu zabiegowi i pozostawienia pieniędzy w całości dla pracowników Biblioteki Uniwersyteckiej. Zebrania wszystkich pracowników odbywały się w okolicznościach nadzwyczajnych. Pierwsze zwołane zostało z potrzeby wyjaśnienia stanowiska dyrekcji na tle sporu ze związkiem zawodowym „S” w sprawie starań o podwyżki. Drugie – związane było protokołem pokontrolnym Państwowej Inspekcji Pracy. Wyjaśnienia do protokołu PIP dyrekcja złożyła na ręce rektora uniwersytetu. Chociaż uczestnikom ww. zebrania wyjaśniano m.in., że wspomniany protokół nie zawiera zarzutu mobbingu dyrekcji wobec pracowników, pomówieniem tym chętnie i bezpodstawnie posługiwali się i nadal posługują przedstawiciele związków zawodowych „S”, w tym także J. Fercz. Co więcej, dyrekcja jest w posiadaniu kopii pisma z dnia 3 marca 2009 r., podpisanego przez Prorektora ds. Ogólnych ogólnych UWr., a kierowanego do Państwowej Inspekcji Pracy, w którym ustosunkowując się do wystąpienia inspektora PIP, podaje m.in. Działania podejmowane przez związki zawodowe w okresie od kwietnia 2008 r. do chwili obecnej noszą znamiona mobbingu wobec dyrekcji (…). Muszę nadmienić, że przewodnicząca koła „S” w bibliotece w tym okresie wielokrotnie łamała przepisy prawa pracy, wykorzystując czas pracy (jest etatowym pracownikiem biblioteki) na działalność związkową, opuszczając stanowisko pracy bez wiedzy i zgody dyrekcji. Jej stosunek do dyrektorek, jako bezpośrednich przełożonych, był co najmniej niewłaściwy, a nawet obraźliwy. Jednak nie zostały wobec niej wyciągnięte żadne konsekwencje służbowe – czy to można zaliczyć do praktyk powodujących nękanie pracownika? W obu zebraniach J. Fercz nie uczestniczył, zdaje jednak z nich publiczną relację, używając określeń „frontalny atak na przewodniczącą koła „S”, „wyśmiewanie protokołu”, „straszenie pracowników”. Czyżby ta wiedza pochodziła z niewybrednych wpisów stałych aktywistów z forum „Gazety Wyborczej”? Przywoływanie forum GW jako platformy wyrażania opinii bibliotekarzy jest chyba pomyłką autora. Brutalne i nierzadko wulgarne ataki na władze uniwersytetu, biblioteki i niektórych pracowników wzbudzały aktywny sprzeciw innych autorów wpisów.

Nie można zgodzić się z opinią J. Fercza, że dyrekcja zwolniła z pracy dwóch pracowników, którzy „byli aktywni na zebraniach”. Jeden z nich dwukrotnie odmówił podpisania przedkładanego mu zakresu obowiązków, drugi – zatrudniony na zastępstwo – odszedł, gdyż po kilkukrotnych bezskutecznych z nim rozmowach n??? niewłaściwego stosunku do użytkowników i pracowników biblioteki – wnioskował o to zarówno kierownik, jak i pracownicy agendy bibliotecznej, w której był zatrudniony. Równie niesprawiedliwe jest oskarżenie dyrekcji w sprawie odwołania ze stanowiska dwóch pracownic działających w Komisji ds. Pracowników. We wszystkich tych sprawach przyczynami były albo poważne zaniedbania, albo naruszenie dyscypliny pracy i norm współżycia społecznego. Szczegóły spraw znane są zainteresowanym, a ujawnianie ich stanowiłoby naruszanie ich dóbr osobistych.

J. Fercz Historię pewnego protestu kończy w tonie pojednawczym. Przypomina o prośbach rektora o spokój i zgodę. To prawda, że żadna ze stron nie powinna być głucha na głos drugiej strony. Potrzebna jest obustronna dobra wola. Ale przypominam, że w momencie, gdy w grudniu 2008 r. JM Rektor zainicjował pojednawcze spotkanie dyrekcji BUWr. i związków – to właśnie strona związkowa (w osobie wiceprzewodniczącego uczelnianej „S”) odwołała je…

Na koniec podkreślam, że podtrzymuję chęć merytorycznej współpracy ze związkami zawodowymi, aby nasza wspólna praca doprowadziła do poprawy warunków materialnych i warunków pracy pracowników naszej biblioteki, a spory i brak kompromisu, stawiające nas wszystkich w złym świetle w polskim środowisku bibliotekarskim, zostały zakończone. Liczę na podobne podejście do problemu, ze strony przedstawicieli NSZZ „Solidarność”.

 Początek strony



W odpowiedzi na Historię pewnego protestu / Grażyna Piotrowicz// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. naczelny Bożena Bednarek-Michalska - Nr 9/2009 (109) grudzień/styczeń. - Czasopismo elektroniczne. - [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich KWE, 2010. - Tryb dostępu: http://www.ebib.info/2010/109/a.php?piotrowicz. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187