ebib 
Nr 7/2009 (107), Digitalizacja w Polsce i Europie. Badania, teorie, wizje
 poprzedni artykuł następny artykuł   

 


Pongracz Sennyey
Lyman Ross
Caroline Mills
Furman University, University of Vermont

Przyszłość bibliotek akademickich. Podejście definicyjne


Abstrakt

O ile jeszcze niedawno budynek, zbiory i personel biblioteczny stanowiły jedność, to dzisiaj, w środowisku cyfrowym, te trzy aspekty pojęcia biblioteki oddalają się coraz bardziej. Okoliczność ta wprowadza zamieszanie do przewidywania przyszłości bibliotek, ale jeżeli zdefiniować te aspekty należycie, uzyskamy jasność rzucającą światło na strategiczne możliwości rozwojowe.

Planowanie dla przyszłości jest podstawowym działaniem strategicznym, które każdy zarządzający powinien prowadzić regularnie. W procesie tym dokonuje się rozplanowania zasobów i podejmuje nowe inicjatywy. Ale żeby planować na przyszłość w szybko zmieniającym się otoczeniu informacyjnym, liderzy biblioteczni muszą najpierw uporać się z kwestiami definicyjnymi, rzucającymi cień na ostatnio podejmowane próby kreślenia obrazu przyszłości bibliotek.

Problemy definicyjne w odniesieniu do biblioteki wynikają z faktu, że termin biblioteka ma trzy odrębne znaczenia używane w obrębie profesji zamiennie i bez zwracania uwagi na sensy leżące u ich podstaw i następstwa z nich wynikające. Poza środowiskiem bibliotekarskim termin jest używany jeszcze mniej precyzyjnie. Oxford English Dictionary określa bibliotekę jako: 1) wyodrębnione miejsce, w którym przechowuje się książki przeznaczone do czytania, studiowania bądĽ zasięgania informacji (biblioteka jako miejsce, fizyczna lokalizacja, budynek); 2) książki zawarte w bibliotece, suma badań czy też wiedzy (biblioteka jako zbiory); 3) skryba (personel biblioteki, tj. zgromadzenie bibliotekarzy, pracowników pomocniczych i narzędzi pracy zebranych do sprawowania opieki nad zasobami powierzonymi im przez akademię).

W środowisku informacyjnym o przeważająco analogowym charakterze wszystkie trzy znaczenia słowa biblioteka były ze sobą nierozerwalnie złączone, toteż stosowanie jednego terminu o trzech znaczeniach nie powodowało zamieszania. Los każdego aspektu biblioteki był ściśle związany z pozostałymi. W skrócie - kolekcja nie mogła istnieć bez fizycznej lokalizacji, a obie one wymagały wsparcia w postaci personelu. Ten z kolei nie miał racji bytu poza fizycznie zlokalizowaną biblioteką. Natomiast w środowisku w przeważającej mierze cyfrowym wskazane trzy znaczenia tracą związek. Rozproszone w sieci zbiory cyfrowe nie wymagają budynku, który przestał być jedynym miejscem dystrybucji, a personel i budynek mają do odegrania odmienne role. Dopóki nie przeprowadzimy uważnej analizy następstw tego analogowo-cyfrowego przełomu, planowanie przyszłości biblioteki akademickiej będzie wpadało w pułapkę przewidywania takiej samej sytuacji dla trzech bardzo odmiennych aspektów biblioteki. Artykuł ten zwraca uwagę na potrzebę jasności definicyjnej, wychodząc z założenia, że trzy aspekty biblioteki mają przed sobą odmienną przyszłość.

Trzeba zatem zweryfikować to założenie.

Biblioteka jako miejsce

W miarę jak zbiory przechodzą do środowiska cyfrowego, ich postać fizyczna jest zastępowana przez zasoby elektroniczne. Istniejące zbiory monografii i oprawnych czasopism są umieszczane całymi segmentami w lokalizacjach na obrzeżach kampusu albo w magazynach o dużej gęstości składowania. W wielu przypadkach całe ciągi archiwalne stają się przestarzałe w porównaniu z archiwami elektronicznymi w rodzaju JSTOR i podlegają selekcji. Rola fizycznej biblioteki, biblioteki jako miejsca, ulega zmianie. Temat ten był już wielostronnie omawiany w literaturze fachowej i istnieje zasadnicza zgoda co do tego, że fizyczna postać biblioteki pozostanie istotną składową życia akademickiego nawet mimo umniejszenia jej roli jako magazynu wiedzy. Shill i Toner w przeprowadzonym w roku 2002 przeglądzie projektów budowlanych odkryli bardzo silną korelację pomiędzy renowacją bądĽ wybudowaniem nowej siedziby biblioteki a jej użytkowaniem, rozumianym zarówno jako odwiedziny w bibliotece, jak też korzystanie z jej usług. Zauważyli jednak w swym studium brak odpowiedzi na wiele pytań: jak i dlaczego studenci korzystają z biblioteki? czy fizyczna biblioteka pozostanie portalem dla e-zasobów? jak studenci odnoszą się do zmian w fizycznym obiekcie? w jakiej mierze usługi niebiblioteczne wpływają na użytkowanie? czy usługi wirtualne mają wpływ na użytkowanie biblioteki?, itp. Mimo braku definitywnych odpowiedzi na te pytania, w opinii bibliotekarzy i osób zarządzających uniwersytetami fizyczny obiekt biblioteczny dalej będzie odgrywał istotną rolę w kampusie.

Jak wykazali Shill i Toner, obiekty odgrywają istotną rolę, ale czy istnienie budynku jest gwarancją jego użytkowania? Uniwersytet stanu Vermont dokonał w roku 1883 otwarcia Billings Memorial Library. Zaprojektowany przez H. H. Richardsona, jednego z najbardziej znanych architektów tamtego czasu, budynek pozostaje do dziś ozdobą kampusu i jest sławny w całym regionie. Jednakże około roku 1960 nie był już w stanie pomieścić rosnących zbiorów uniwersyteckich, wobec czego wybudowano nową bibliotekę. Nowo powstała Bailey Library była bardziej użyteczna niż piękna, wygodna w sensie organizacyjnym, ale nie była dziełem nad podziw. Architektonicznie nieinspirująca stała się jednak społecznym punktem kontaktowym dla studenterii, tymczasem Biblioteka Billingsa, przekształcona w ośrodek studencki, pogrążyła się w upadku. Piękno nie jest zatem gwarancją sukcesu. Biblioteki były cenione dla swych zbiorów i świadczonych usług, a także zdolności formowania społeczności użytkowników wokół siebie. Z chwilą przekształcenia tych zbiorów i usług w cyfrowe, więĽ między użytkownikami a fizycznym obiektem bibliotecznym ulega zmianie. Jeżeli obiekt jest marnie zarządzany, biblioteka jako miejsce staje się jeszcze jednym zwyczajnym budynkiem uniwersyteckim.

Jak do tej pory większość bibliotek radzi sobie z tą zmianą. Centralne położenie, szybkie łącza komputerowe, darmowe wydruki, wygodne siedzenia oraz bufet - wszystko to stanowi atrakcyjną mieszankę. Statystyki odwiedzin dowodzą, że dla wielu studentów są to warunki do zaakceptowania. Ale zważmy, że przejście od druku do formatów cyfrowych dopiero się zaczęło - i można postawić pytanie, czy stacje robocze, przestrzenie studyjne i miękkie siedzenia są w stanie zająć opróżnione magazyny. Te wypełnione książkami przestrzenie wydawały się mniejsze niż w rzeczywistości. Ilu bibliotekarzy ma pojęcie o rozmiarach swej siedziby i o tym, co mogłoby się wygodnie zmieścić w jej murach? Wypełnienie murów dużej biblioteki akademickiej, nagle uwolnionej od jej zbiorów, będzie wymagało wyobraĽni i wizji. Toteż zadaniem o charakterze strategicznym staje się poszukiwanie w obrębie kampusu sojuszników, którzy pomogą wypełnić pustkę.

W rzeczy samej, już się tak dzieje. W wielu bibliotekach odbywają się już zajęcia ze studentami, inne mieszczą biura lub oddają swą przestrzeń wydziałom uniwersyteckim. W najlepszych wypadkach oddaje się miejsce na prowadzenie usług, które polepszają bądĽ rozszerzają działalność biblioteki. Powołanie ośrodka usługowego dla studentów, obejmującego technologię informacyjną, pomoc w pisaniu tekstów i prowadzeniu badań, wydaje się ideą atrakcyjną znajdującą odzew zarówno wśród kadry zarządzającej, jak też bibliotekarzy. Trzeba jednak pamiętać, że zwiększenie liczby odwiedzin w bibliotece poprzez przyjmowanie pod jej dach zewnętrznych jednostek i usług nie musi skutkować wzrostem wykorzystania zbiorów i usług bibliotecznych. To nastąpi tylko wtedy, kiedy działalność jednostek pozabibliotecznych będzie ściśle skoordynowana z funkcjami biblioteki. Jeżeli to się nie uda, biblioteka ryzykuje, że stanie się kolejnym budynkiem biurowym lub dydaktycznym i nadzór nad nim można będzie oddać w ręce uniwersyteckiego administratora zasobów lokalowych. To każe postawić pytanie, co z biblioteką, dla której siedziby nie ma miejsca. Czy pozostałe składowe definicji biblioteki, to jest zbiory i personel, mogą istnieć bez fizycznej lokalizacji? Jeśli tak, to jak mogą wyglądać?

Zbiory

W świecie pod znakiem papieru czytelnik, który chciał przeczytać książkę, zajrzeć do encyklopedii czy skopiować artykuł, musiał wejść w kontakt z biblioteką jako organizacją, jej lokalizacją fizyczną i ściśle określonymi zbiorami materiałów. W tamtych warunkach definicja zbiorów bibliotecznych była sprawą prostą. Rozstrzygały o nich ograniczenia fizyczne budynku, a katalog i inne zapewniane przez bibliotekę narzędzia wyszukiwawcze pozwalały odnaleĽć żądany dokument. Wprawdzie biblioteka zachowywała łączność z zewnętrznym uniwersum informacyjnym poprzez wypożyczenia międzybiblioteczne, indeksy zawartości czasopism i bibliografie, ale dla większości użytkowników prawie zawsze pozostawała systemem zamkniętym. W sieciowym środowisku cyfrowym zbiory są dostępne wszędzie, co oznacza, że ich granice są nieokreślone, zawartość zmienna, a lokalizacja fizyczna przeważnie nieistotna. Zbiory są zatem trudne do określenia. Wobec każdego obiektu cyfrowego można dochodzić, dlaczego należy do zbiorów biblioteki: czy w wyniku zakupu bądĽ uzyskania licencji? czy dlatego, że znajduje się w katalogu, jest objęty serwisem ERM (Electronic Resource Management) bądĽ link resolvera? czy dlatego, że wisi w witrynie biblioteki? jest przez bibliotekę wydany czy też przechowywany na jej serwerze?

Definicja użytkownika, jak rozumieć zbiory drukowane, będzie się w znacznej mierze pokrywać z definicją biblioteki. W środowisku cyfrowym te dwie perspektywy się rozchodzą. Podejście użytkowników jest określone miejscem użytkowania i sposobem odnajdywania zasobów. Perspektywa biblioteki ustala się w procesie ich nabywania, gromadzenia i katalogowania. WeĽmy na przykład studenta, który potrzebuje bieżących danych spisowych Stanów Zjednoczonych. Dawniej poszedłby do biblioteki i odnalazł w katalogu, samodzielnie albo z pomocą bibliotekarza, jedną lub więcej publikacji US Census Bureau. W środowisku cyfrowym ta droga wciąż jest dostępna. Biblioteki w dalszym ciągu nabywają i katalogują materiały spisowe, zatem student poprzez OPAC może znaleĽć dokument drukowany, z OPAC-u poprzez zapisany tam URL przejść do wersji on-line dokumentu albo ustalić link poprzez któryś ze spisów rzeczowych umieszczonych w witrynie internetowej biblioteki. Może jednak też wyszukać dokument z użyciem Google, pomijając bibliotekę w zupełności. Studenci robią to coraz częściej. A zatem, podczas gdy biblioteki nadal traktują dane spisowe jako część swych zbiorów, użytkownicy coraz częściej są dalecy od tego. Ostatnio przeprowadzone przez OCLC badania środowiskowe wykazują, że użytkownicy traktują bibliotekę jako Ľródło uzyskiwania książek, natomiast po informację cyfrową zwracają się gdzie indziej. Problem jest zatem bardziej ogólny, niżby wskazywał opisany wyżej przykład.

Może on sprawiać wrażenie wyjątkowego, ale popatrzmy na naukowca, który chce się zapoznać z najświeższym numerem "Nature". Nie musi on wcale zaglądać na stronę biblioteki ani wyszukiwać w katalogu. O wiele prościej jest zapisać stronę startową w zakładkach, wpisać URL w oknie lokalizacyjnym przeglądarki albo ją "wygooglować". Sytuacja trochę się komplikuje, gdy osoba ta znajduje się poza kampusem, ale i wtedy droga z pominięciem biblioteki może być łatwiejsza. Na dodatek, starsze artykuły są coraz powszechniej dostępne w archiwach post-print osiągalnych dla każdego, a czasopism o wolnym dostępie ciągle przybywa.

Nic zatem dziwnego, że użytkownikom trudno skojarzyć bibliotekę z jej zawartością cyfrową, skoro można tę zawartość odkryć i odszukać poprzez tyle różnych interfejsów. E-czasopismo może być dostępne bezpośrednio od wydawcy albo za pośrednictwem któregoś z licznych agregatorów. Z kolei każda z tych platform agregacyjnych jest w stanie zaoferować kilka sposobów znajdowania i odszukiwania artykułów, a także zapewne kilka formatów, w których można je odczytywać. Pojedyncze artykuły mogą być umieszczane w więcej niż jednym repozytorium instytucjonalnym. Dalej - biblioteka nie może kontrolować, w jaki sposób użytkownik odkrywa zbiory cyfrowe albo w jakim kontekście je czyta. Użytkownik mógł jakiś tytuł zapisać w zakładkach, mógł się zarejestrować jako odbiorca komunikatów RSS, mógł podążyć za linkiem hipertekstowym zawartym w otrzymanym e-mailu, wybrać informację ze strony internetowej lub innego e-dokumentu albo wreszcie wyszukać artykuł poprzez Google. W środowisku sieciowym użytkownicy odkrywają informację naukową i dzielą się nią w sposób będący odzwierciedleniem ich relacji z przyjaciółmi, szukania rozrywki i robienia zakupów. Im bardziej użytkownicy w odnajdywaniu i uzyskiwaniu zawartości biblioteki cyfrowej polegają na ogólnych sieciowych narzędziach wyszukiwawczych, tym mocniej kojarzą tę zawartość z samą siecią.

Kiedy już użytkownicy zaczęli kojarzyć cyfrową zawartość biblioteki z siecią, głównym narzędziem wyszukiwania stała się Google, najważniejsza wyszukiwarka sieciowa. Powodem nie jest okoliczność, iż Google jest o wiele łatwiejsza w użyciu od bibliotecznego OPAC-u i zalewu serwisów abstraktowych i indeksowych, ale to, że w taki właśnie sposób ludzie wyszukują różne rzeczy w sieci. Czyż Google nie stała się przypadkiem dla większości użytkowników domyślną biblioteką sieciową? Pytanie może sprawiać wrażenie dziwnego, ale są dowody, że rosnąca liczba naukowców zaczyna swe badania od Google. Istnieją też dane doświadczalne, że w niektórych dziedzinach "pokrycie" tematu przez Google jest całkiem niezłe i dobrze rokujące na przyszłość. W rezultacie wydaje się całkiem prawdopodobne, że zbiory cyfrowe biblioteki będą coraz słabiej kojarzone z nią samą, nie tylko z miejscem, co już nastąpiło, ale także z biblioteką rozumianą jako instytucja i zbiory.

Doszło do paradoksalnej sytuacji, że starania bibliotek o rozwój zasobów cyfrowych, które miały przynieść zwiększenie zbiorów, z perspektywy użytkownika prowadzą do umniejszenia zbiorów i znaczenia biblioteki. Wątpliwe, aby bibliotekom udało się odwrócić bieg rzeczy, kiedy wydawcy przy wsparciu wyszukiwarek utwierdzają ten pogląd każdego dnia. Być może biblioteki staną przed potrzebą przedefiniowania swych zasobów cyfrowych i stopnia swego zaangażowania w ich utrzymywanie. Już teraz biblioteki odłączają zarządzanie e-zasobami od tradycyjnego narzędzia wyszukiwania, jakim jest katalog; trend ten zapewne będzie się umacniał. Czy materiały łatwo odnajdywane i dostępne w sieci należy w ogóle "gromadzić", a jeżeli tak, to w jakiej mierze? Czy biblioteki powinny skupiać uwagę na potrzebach informacyjnych właściwych dla swej instytucji oraz na tych, które nie są łatwo osiągalne przy użyciu szeroko dostępnych wyszukiwarek internetowych? Czy więcej uwagi należy poświęcać zbiorom cyfrowym wytwarzanym i publikowanym przez biblioteki, nawet jeżeli grono ich potencjalnych użytkowników jest niewielkie? Jaką rolę powinny biblioteki odgrywać w archiwizowaniu zbiorów cyfrowych? Jakakolwiek będzie na te pytania odpowiedĽ, cyfrowe środowisko sieciowe zdaje się mieć głęboki wpływ na to, jak biblioteki oraz ich użytkownicy definiują zbiory.

Wszystkie te kwestie prowadzą do stojącej przed bibliotekami zagadki. Mianowicie, w środowisku cyfrowym biblioteki mają coraz mniejsze pole do prowadzenia polityki gromadzenia zbiorów, co w przypadku księgozbioru drukowanego było działaniem o istotnej wartości dodanej. Oczywiste korzyści wynikające ze skali operacji, które niosą ze sobą plany aprobaty, rozległe zbiory cyfrowe i tytuły wolno dostępne - wszystko to ogranicza możliwości selekcyjne biblioteki. Efektem końcowym są przekształcenia universum materiałów podlegających gromadzeniu: przykładowo, ruch wolnego dostępu (open access) tworzy rosnące zespoły obiektów dostępnych poza egidą biblioteki, a forsowany przez Google projekt digitalizacji książek (podobnie jak jej projekty dotyczące gazet i magazynów) tworzy pokaĽny zbiór cyfrowy częściowo bądĽ całkowicie odseparowany od zbiorów bibliotecznych. Świat informacji rozszerza się i rośnie, a odnajdywanie dokumentów staje się coraz większym wyzwaniem, lecz biblioteki nie kojarzy się już z tym krytycznym działaniem. Kojarzy się Google.

Personel

Zbiory drukowane wymagały znacznego nakładu nisko kwalifikowanych czynności z zakresu opracowania materiałów oraz mniejszego, ale istotnego, wkładu służb i usług informacyjnych ułatwiających odnalezienie i dostęp do dokumentu. W codziennych czynnościach zamawiania, opracowania, katalogowania i udostępniania materiałów personel miał stałą styczność z księgozbiorem i rozwijał głębokie rozeznanie w jego historii, zawartości i rozmieszczeniu. Naukowcy i studenci korzystali z tej wiedzy, ułatwiając sobie pracę w trakcie odnajdywania i wyszukiwania książek i artykułów. Usługi w rodzaju wypożyczeń międzybibliotecznych, gromadzenia, udostępniania i rezerwowania także zbliżały wzajemnie użytkowników, personel i zbiory, otwierając możliwości zawierania przyjaĽni i orientacji w przyszłych potrzebach badawczych. Postępy komputeryzacji, Internet, e-czasopisma, plany aprobaty, ograniczenie zbiorów i spadek udostępniania przyniosły tu głębokie zmiany.

Nakłady siły roboczej i czasu na opracowanie dokumentów oraz na rutynową pracę biurową wykonywaną przez personel biblioteki zmniejszyły się dramatycznie, co pociągnęło za sobą ograniczenie kontaktu bibliotekarzy z księgozbiorem. Opracowanie czasopism drukowanych, na przykład, wymagało zaangażowania licznego zespołu bibliotekarzy i personelu pomocniczego, natomiast zarządzanie zbiorami czasopism elektronicznych, bez porównania większymi, wymaga znacznie mniejszej obsady. Outsourcing (zlecanie na zewnątrz - przyp. tłum.) ogólnych prac akwizycyjnych, plany aprobaty oraz praktyka scalania e-zasobów w pakiety - wszystko to zdezawuowało bibliotekarskie kwalifikacje przedmiotowe, niezbędne kiedyś do tworzenia i utrzymywania księgozbioru. W efekcie niegdysiejsza instytucjonalna wiedza o zbiorach, posiadana przez personel, bardzo się umniejszyła. Stereotyp bibliotekarza jako "strażnika" jest już w dużej mierze nieaktualny. Badacze i nauczyciele akademiccy mogą dorównywać w tej mierze kompetencją, a nawet przerastać partnerów w bibliotece. Nadążanie za bieżącymi trendami w życiu akademickim i komunikacji naukowej wymaga wzmożonej czujności, gdyż obie te dziedziny szybko ewoluują. Można to sobie zapewnić dzięki komunikatom RSS, poprzez służby alertowe i blogi akademickie, ale żadna z tych aktywności nie wymaga bliskiego kontaktu z fizycznym księgozbiorem.

Łatwy dostęp do cyfrowej literatury naukowej ograniczył też kontakty między bibliotekarzami z jednej, a naukowcami i studentami z drugiej strony. Przez to utrzymanie bliskich relacji z podstawowym kręgiem użytkowników wymaga bardziej świadomych starań niż w wypadku księgozbioru drukowanego. Nie można zakładać, że ci użytkownicy przyjdą do biblioteki, ani nawet że odwiedzą jej witrynę internetową. Wymagane będą bardziej aktywne metody: programy łącznościowe, programy zaznajamiania z biblioteką, działania na zewnątrz i aktywny udział w życiu naukowym kampusu.

Biblioteki od lat szukały sposobów zmniejszenia nakładów pracy na opisanie, skatalogowanie i zarządzanie księgozbiorem drukowanym - i udało się to w znacznej mierze. Dzisiejsze postępy technik informacyjnych tworzą nowe szanse dalszego podnoszenia wydajności. Tempo tych zmian stawia wiele bibliotek wobec dylematów, jak "zagospodarować" personel. Jak stworzyć organizację zapewniającą usługi informacyjne na poziomie "high tech", dysponując stanowiskami pracy "low tech" i personelem o zróżnicowanych kwalifikacjach komputerowych? Rozwój witryn internetowych, projekty digitalizacyjne, GIS (Geographic Information System), repozytoria instytucjonalne, repozytoria research commons - wymagają personelu o wysokich kwalifikacjach komputerowych i informatycznych. Z perspektywą odejścia połowy bibliotekarzy na emeryturę w następnej dekadzie, mamy przed sobą możliwość zasadniczej przebudowy personelu bibliotecznego. Zadanie to będzie wymagało silnego przywództwa, jasno określonych celów i nowych struktur organizacyjnych.

Następstwa

Wywodzimy zatem, że te trzy definicyjne znaczenia biblioteki oddalają się i w konsekwencji, planowanie na przyszłość musi uwzględniać, że każdy z tych aspektów ma własną ścieżkę rozwoju. Zamiast scalać je na siłę w nowych strategiach rozwojowych, trzeba mieć na względzie, że cele odnoszące się do jednego z aspektów nie muszą mieć zastosowania w drugim. Liderzy biblioteczni w swym myśleniu o przyszłości będą musieli równoważyć trzy kierunki działań strategicznych. Pierwszy z nich to potrzeba zoptymalizowania budynku bibliotecznego jako pracowni studyjnej i ośrodka usługowego dla studentów. Drugi kierunek działań to tworzenie zbiorów cyfrowych i środków dostępu do nich, tj. tworzenie przekonujących portali internetowych. Trzeci będzie polegał na dostosowaniu personelu do prowadzenia usług w obrębie paradygmatu cyfrowego. W tym nowym paradygmacie rola organizacji będzie zakreślana przez zbiory cyfrowe; odpowiednie do nich usługi publiczne wymagają aplikacyjnych kwalifikacji komputerowych w zakresie dostępu, nadzoru, utrzymania i użytkowania zasobów informacji. Pomiędzy tymi trzema kierunkami działań strategicznych istnieje cała masa kombinacji do rozważenia. Będą biblioteki, które skupią się na siedzibie, inne położą nacisk na zbiory, będą też takie, dla których najważniejsze staną się cyfrowe usługi informacyjne.

Rozstrzygająca jest w tym okoliczność, że w środowisku cyfrowym liderzy bibliotek i administratorzy akademiccy mają możliwość przejścia do porządku nad aspektami działania biblioteki kiedyś niemożliwymi do potraktowania w ten sposób. Budynek może dalej nosić miano biblioteki, ale nie musi być zarządzany przez bibliotekarzy i rozbudowany personel; znacznie większą wydajność można osiągnąć, oddając go w zarząd istniejącej infrastrukturze administracyjnej kampusu, wyspecjalizowanej w tym kierunku. Nacisk na gromadzenie księgozbioru może zostać zmniejszony, skoro zbiory wirtualne skutecznie udostępnia się w sieci. Także cyfrowe usługi informacyjne można wykonywać poprzez sieć w modelu dystrybucyjnym, a ukryta w tym wydajność skali stwarza szanse, które obecnie jeszcze nie są wykorzystywane. Warto zaznaczyć, że przeszkody na drodze do wprowadzenia tych zmian nie mają charakteru technicznego, lecz polityczny. Porozumienia konsorcyjne w rodzaju OHIO-Link już zapewniają dostęp do zbiorów wirtualnych, a cyberprojekty w zakresie infrastruktury, takie jak NanoHUB.org, zapewniają cyfrowe usługi informacyjne w sieci.

Świadczenie usług zawsze było kluczową rolą personelu bibliotecznego. W świecie obfitości informacji nie można zaś zakładać, że dla służb informacyjnych zabraknie pola do działania. W rzeczy samej, doświadczenie pokazuje, że większość użytkowników chętnie przyjmuje pomoc przy pracach takich jak konwertowanie danych analogowych na cyfrowe, wydobywanie i obróbka danych, aplikacje GIS, symulacje i wiele innych. Niektóre biblioteki przyjmują na siebie główną rolę w zarządzaniu repozytoriami instytucjonalnymi. Inne przyjmują funkcje wydawnicze. Last but not least, znalezienie dla siebie roli w pączkujących projektach cyber-infrastrukturalnych otwiera przed bibliotekami nowe możliwości w zakresie usług informacyjnych.

W bibliotekach rośnie zrozumienie, że tradycyjne pojmowanie usług publicznych zmieniło się, ale jak do tej pory działania dostosowawcze nie nadążają za tempem zmian. Upowszechnienie informacji i usług on-line wywarło dramatyczny wpływ na częstość relacji interpersonalnych między bibliotekarzem a użytkownikiem. Użytkownicy w znacznie większym stopniu kontaktują się z biblioteką i jej zasobami wirtualnymi poprzez jej witrynę, albo też zaspokajają swe potrzeby informacyjne ze Ľródeł pozabibliotecznych. Nie ma już walki użytkowników o informację, toteż usługi publiczne muszą się przestawić z tradycyjnego wspierania procesu badawczego na pomoc w zarządzaniu informacją. Powinny znajdować odniesienie do ukrytych potrzeb w zakresie zarządzania zasobami "od poczęcia" cyfrowymi, obróbki danych i wsparcia informatycznego. Bibliotekarze pracujący w usługach publicznych powinni być zdolni do wydobywania informacji z tekstu, przeprowadzania analiz statystycznych, wprowadzenia do technik wizualizacji danych, wyszukiwania algorytmów i sanacji danych cyfrowych. Doświadczenia autorów podpowiadają, że istnieje znaczne a niezaspokojone zapotrzebowanie na pomoc komputerową i że użytkownicy cenią sobie taką pomoc znacznie ponad tradycyjne wsparcie referencyjne. Umocnienie roli w zaspokajaniu tych potrzeb jest dla bibliotek opcją i okazją, którą powinny forsować aktywnie i agresywnie jako należącą do zawodowej domeny bibliotekarstwa.

Przez wszystkie nowe usługi przewija się wspólna nić: są to działania wysoko nasycone aplikacjami komputerowymi. Wymagają znacznych kwalifikacji komputerowych z panowaniem nad licznymi aplikacjami, językami programowania, interfejsami programowania aplikacji, interfejsami użytkownika, projektowaniem architektury informacji itp. Istniejących działów systemowych (komputerowych) nie można zatem traktować już jako jedynej służby zabezpieczenia usług biblioteki w tym zakresie; kwalifikacji właściwych pracownikom tego działu należy w coraz większej mierze wymagać od bibliotekarzy zatrudnionych we wszystkich innych działach. Działy systemowe winny poszukiwać sposobów zlecania rutynowej obsługi technicznej, utrzymania serwerów, itp. podmiotom zewnętrznym - po to, by zyskać więcej czasu na wypełnianie specyficznych zadań służby i instytucji lokalnej, powinny też zacząć przyjmować odpowiedzialność za prace podstawowe w rodzaju projektowania witryn internetowych. Inną wspólną linią przewodnią nowych usług jest to, że służą one obniżeniu nakładów kapitału intelektualnego, wymaganego od użytkowników w trakcie wprowadzania zdobyczy technicznych do procesu nauczania i do badań.

Jest też oczywiste, że jakąkolwiek drogę rozwoju strategicznego biblioteka obierze, musi ona mieścić się w potrzebach i priorytetach uniwersytetu, któremu służy. Jeżeli najlepszym użytkiem dla przestrzeni objętej ścianami budynku bibliotecznego będzie szerokie spektrum usług dla studentów, to dopóki to rozwiązanie będzie służyć potrzebom kampusu, trzeba je uznawać za uzasadnione i pozytywne. Akceptując jego zasadność, trzeba jednak stawiać sobie pytanie, czy taki obrót rzeczy nie jest świadectwem adaptacyjnej porażki biblioteki w próbach dostosowania się i zapewnienia odpowiednich usług w środowisku cyfrowym.

Obfitość informacji oznacza, że studenci i naukowcy mają wybór. W przeszłości wielu z nich nie miało poza biblioteką w kampusie żadnego wyboru. Ponadto, studenci byli w pewnej mierze przymuszeni do korzystania z biblioteki, co skazywało ją poniekąd na sukces. W dzisiejszej dobie biblioteki akademickie muszą zabiegać o zainteresowanie swoich użytkowników, -a jest to postawa trudna do przyjęcia dla organizacji, która w świecie akademickim korzystała z monopolu. Niemniej, jeżeli przyjętym przez daną instytucję kierunkiem strategicznych działań będzie tworzenie i dostarczanie odpowiedniej informacji cyfrowej dla społeczności jej użytkowników, to przed taką biblioteką stać będzie zadanie wciągnięcia użytkowników w orbitę swych działań i należytego rozpoznawania ich potrzeb.

W świecie obfitości informacji świadczenie usług staje się dla personelu racją bytu, niezależnie od tego, jak odległe mogą się one okazać od tradycyjnych usług właściwych dla epoki druku.

Konkluzje

Dzięki krytycznemu podejściu do kwestii przyszłości bibliotek od strony definicji pojawia się nowy zestaw opcji strategicznych. Strategie te wysuwają na plan pierwszy przyszłe możliwości i zakreślają pole odpowiedzialności bibliotek oraz ich potencjał. Jest mało prawdopodobne i zapewne nie byłoby mądre, aby biblioteki jednakową wagę przykładały do wszystkich trzech aspektów swego działania. Tylko nieliczne będą miały dość zasobów na to.

Zatem rozkład wyborów strategicznych w różnych bibliotekach będzie bardzo zróżnicowany. Będą takie, które położą nacisk na rozwój nowych usług cyfrowych. Usługi te z definicji będą udostępniane sieciowo dla publiczności szerszej niż lokalny krąg użytkowników. Co za tym idzie, na tym rynku nie będzie dość miejsca dla wszystkich bibliotek oferujących podobne usługi temu samemu kręgowi użytkowników w tym samym czasie. Wynikający z tego odsiew konkurencyjny pozwoli innym bibliotekom rozwijać siedzibę kosztem nowych usług, a jeszcze innym zająć się rozwojem księgozbioru.

Dla autorów jest oczywiste, że przestrzenny wymiar działalności biblioteki jest ścieżką rozwojową najłatwiejszą i najmniej ryzykowną. Trzeba jednak pamiętać, że opcja ta, jakkolwiek byłaby uzasadniona i wartościowa dla danej społeczności akademickiej, nie wymaga znacznego personelu do realizacji. Jest także radykalnym odcięciem się od dwudziestowiecznych ideałów zaspokajania potrzeb użytkowników i dodawania wartości do posiadanych zasobów informacyjnych, ideałów tak wysoko cenionych w tym zawodzie.

Z kolei ścieżka rozwojowa pod znakiem zbiorów wymagać będzie znacznej dozy przedsiębiorczości. Nie jest to wprawdzie niemożliwe, ale zdaniem autorów mało prawdopodobne. Wymagałaby też istotnych reorganizacji, co wywołuje pytanie o polityczne szanse powodzenia.

Naszym zdaniem, najbardziej żyzne podłoże rozwojowe mają szansę znaleĽć te biblioteki akademickie, które ukierunkują się na rozwój usług adekwatnych w świecie cyfrowym. Otworzy się przed nimi królestwo nowych możliwości, pełne jednak nagłych i niespodziewanych zwrotów sytuacji. Dobrą radą dla nich będzie zachęta do natychmiastowego wszczęcia tego procesu. Linie rozwojowe są jasne, zwrot ku środowisku cyfrowemu ogarnia coraz nowe pola. Biblioteki nie mogą zwlekać z podjęciem działań i pozwolić sobie na czekanie, aż kurz bitewny opadnie i rewolucja cyfrowa będzie dokonana. Po pierwsze, istnieje duże ryzyko podporządkowania sprawniejszym bytom w obrębie akademii (a może poza nią). Biblioteki mogą potem stawać przed koniecznością odzyskiwania terytorium utraconego na rzecz innych jednostek, które przejmą z sukcesem ich rolę. Po wtóre, zwrot ku środowisku przeważająco cyfrowemu zaczął się ponad dziesięć lat temu, nie wykazuje oznak utraty pędu i kaskadowo wytwarza kolejne zmiany.

Liderzy biblioteczni ignorujący trendy rozwojowe wyliczone w tym artykule mogą, o ironio, kłaść fundamenty domyślnej strategii skupionej na budynku bibliotecznym. Siedziba biblioteki w dalszym ciągu odgrywa w społecznościach lokalnych istotną rolę, zapewnia administratorom uniwersyteckim minimum elastyczności jako przestronny obiekt, w którym można będzie skojarzyć odrębne dotąd usługi, ponadto jako opcja strategiczna jest rozwiązaniem bezpiecznym, pozwalającym uniknąć ryzykownego inwestowania w eksperymenty z nowymi usługami. W takim scenariuszu rynek ogranicza lokalną kontrolę nad zbiorami i usługami, a to otwiera drogę do znacznego zmniejszenia rozmiarów organizacji. Z kolei biblioteki, które nad bieżącymi trendami nie przechodzą do porządku, mogą teraz dokonywać przemyślanych wyborów dotyczących zakresu, rozwoju, optymalizacji i marketingu funkcji, które w najlepszy sposób zaspokoją potrzeby informacyjne ich kręgu użytkowników.

Przedstawione zalecenia niosą też w sobie pewne niebezpieczeństwa. Są dowody, że usługi cyfrowe będą wymagały znacznie zmniejszonej obsady personalnej. Jeżeli biblioteki będą kontynuować tworzenie zbiorów i rozwój usług wykraczających poza rodzimą instytucję, może to narazić na szwank lokalnie udzielane wsparcie - choć z drugiej strony, wytwarzający dochód model zbiorów rozproszonych dla niektórych instytucji może być atrakcyjny. Ponadto umacnia się przekonanie, że równolegle z rozproszeniem personelu, który nie będzie już przywiązany do księgozbioru i do siedziby, cyfrowe usługi biblioteczne mogą być świadczone wirtualnie przez jakąś jednostkę w modelu rozproszonym. Trzeba się zatem liczyć z zanikiem lokalnych usług informacyjnych. Perspektywa definicyjna zakłada także, że czynniki administracyjne będą skłonne do przemyślenia sztywnych struktur finansowych i wyrażania zgody na przesuwanie środków z tradycyjnych na nowe kierunki strategiczne. Na koniec, wprowadzanie tych opcji strategicznych w życie wymagać będzie zestawu nowych umiejętności z zakresu zarządzania informacją, co będzie miało następstwa dla kształcenia bibliotekarzy. Otwierają się tu możliwości przykrojenia programów kształcenia magisterskiego do nowych ról na rozwijającym się rynku informacji.

Tradycyjna struktura licznych działów bibliotecznych winna być porzucona, a schematy działania usunięte. Przy całej drastyczności takich działań przeprowadzenie tej operacji jest niezbędne do wytworzenia potencjału wewnątrz organizacji, koniecznego do ogarnięcia nowych opcji strategicznych czy to odnoszących się do budynku, czy do zbiorów, czy do usług cyfrowych. Rozstrzyganie o tych strategicznych kierunkach rozwoju z jasnym rozeznaniem umożliwionym przez zademonstrowane podejście definicyjne ma znaczenie zasadnicze, gdyż role budynku, zbiorów i organizacji personelu rozchodzą się wzajemnie.

W środowisku informacji cyfrowej wytworzyły się nisze, które będą zajmowane przez graczy rynkowych; czy będą to biblioteki, czy też inne organizacje, zależeć będzie od decyzji strategicznych podejmowanych przez liderów bibliotecznych teraz.

Parafrazując Christine L. Borgman, w procesie budowania kolejnej generacji infrastruktury informacji naukowej znajdujemy się w punkcie krytycznym. Leżące u podstaw przekazywania i użytkowania informacji technologie i techniki rozwinęły się w tempie znacznie przekraczającym nasze możliwości ogarnięcia ich bieżących i potencjalnych zastosowań. Decyzje strategiczne podejmowane dzisiaj będą rozstrzygać o kształcie biblioteki w przyszłości, o jej roli w badaniach i w nauczaniu. Sprzyja ich podejmowaniu przychylność organów nadrzędnych, fakt, że wiele spośród bibliotek, o ile nie wszystkie, jest wciąż należycie dotowanych, a związki kulturalne z biblioteką pozostają ciągle silne. Czas na podejmowanie trudnych i ryzykownych decyzji jest teraz, a nie kiedyś w przyszłości, gdy te przewagi ulegną erozji.




Tłumaczenie artykułu Exploring the future of academic libraries. A definitional approach. Journal of Academic Librarianship 2009 Vol. 35, nr 3.
Wykorzystano za zgodą wydawcy.



Tłumaczenie Bolesław Rek


Przypisy z tekstu oryginalnego w tłumaczeniu pominięto.

 Początek strony



Przyszłość bibliotek akademickich. Podejście definicyjne / Pongracz Sennyey, Lyman Ross, Caroline Mills// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. naczelny Bożena Bednarek-Michalska - Nr 7/2009 (107) październik. - Czasopismo elektroniczne. - [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich KWE, 2010. - Tryb dostępu: http://www.ebib.info/2010/107/a.php?rek. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187