EBIB Nr 2/2007 (83), Kolory niemożności - bariery w rozwoju bibliotekarstwa w Polsce. Artykuł Poprzedni artykuNastpny artyku  

 


Jan Wołosz
„Bibliotekarz”
Redaktor Naczelny

Obumierająca ustawa - obumierająca myśl organizująca


Nowa dyskusja na temat Kolory niemożności – bariery w rozwoju bibliotekarstwa w Polsce, zaproponowana przez Aleksandra Radwańskiego, dotyczy spraw omawianych w naszym środowisku. Efekty programowe i skutki praktyczne wcześniejszych dyskusji są mizerne. Ich rysem szczególnym była dominacja narzekań i coraz wyraźniejszy brak nadziei na pozytywne zmiany. I coraz większa obojętność organów państwa wobec podnoszonych w tych dyskusjach problemów. Czy teraz efekty będą lepsze?

W zdecydowanej większości adresatem narzekań i postulatów jest administracja rządowa, w znacznie mniejszym samorządowa. Wynika to z głęboko ugruntowanego przeświadczenia, że nie da się w pełni dostosowywać potencjału usług bibliotecznych do szybko zmieniających się w świecie współczesnym potrzeb społecznych bez zaangażowania państwa, odpowiedniej państwowej polityki bibliotecznej i adekwatnego do niej finansowania odpowiednich działań. Tylko w tych państwach, gdzie państwo stawia na edukację oraz rozwój nowych technologii jako warunków szybkiego rozwoju nowoczesnej gospodarki, nie odbywa się to bez angażowania się państwa w tworzenie programów i strategii rozwoju usług bibliotecznych i informacyjnych, ich finansowanie oraz konstruowanie mechanizmów i struktur umożliwiających skoordynowaną realizację zamierzeń. W konsekwencji w państwach rozwiniętych obserwujemy stale wiele różnorodnych inicjatyw i działań obejmujących tworzenie i modyfikowanie agencji rządowych, komitetów doradczych, programów i strategii rozwojowych itp., przy czym nie zapomina się o ustanowieniu w budżetach rządowych niezbędnych środków, od których w końcu wszystko zależy.

W Polsce mamy sytuację szczególną, wynikającą ze zmian ustrojowych i faktu, że – z grubsza rzecz biorąc – do przełomu w 1989 r. mieliśmy do czynienia z realną, scentralizowaną państwową polityką biblioteczną, a po tym przełomie stała się ona polityką wirtualną, funkcjonującą jedynie w wymiarze postulatywnym środowiska bibliotekarskiego, której zdefiniowania władze unikają jak diabeł święconej wody, preferując ogólnikowe określenia w rodzaju polityki kulturalnej i związane z nią tworzenie dokumentów programowych, w których chyba przez niedopatrzenie używane są jeszcze określenia „książka” i „czytelnictwo”.

Cezura roku 1989 ma fundamentalne znaczenie, bo wraz ze zmianami ustrojowymi centralizacja zarządzania państwem została zastąpiona decentralizacją wielu jego funkcji, wprowadzeniem ustroju samorządowego, wolnym rynkiem. Nastąpiły lata nie zawsze konsekwentnej i bezbłędnej przebudowy struktur państwowych, która trwa do dnia dzisiejszego ; w jej trakcie odżywają stare idee i nawyki, wśród których wielu rządzących dostrzega uroki centralizacji. Jednak przebudowa struktur państwowych przebiega jakby bez myśli porządkującej – od płotu do płotu, niekiedy wedle dominacji określonych interesów grupowych. Elementom zachowawczym pozwala to na modyfikacje adekwatne do ich wygody i interesów. W warunkach demokracji rozwinęły działalność partie polityczne, ale też kadencyjność Sejmu narzuciła im czteroletnią perspektywę widzenia i planowania działań politycznych, rzadziej – nieco dłuższą.

Zmiany ustrojowe nadal nie wyrugowały z myślenia wielu ludzi, w tym bibliotekarzy, przyzwyczajeń i nawyków odziedziczonych po okresie Polski Ludowej - tak jak gdyby wiedza o realnym świecie nie miała żadnego wpływu na postrzeganie przez nas istoty zmian w naszym otoczeniu. Choć gruntowanie zmieniły się realia, nadal miła jest wielu osobom perspektywa państwa opiekuńczego i omnipotentnego, które myśli za nas i wie najlepiej, czego nam potrzeba. Z niecierpliwością więc, lecz biernie, oczekują na zmiany, które powinny nastąpić…

Tymczasem oczekiwane zmiany nie następują, bo struktury i zasady funkcjonowania państwa uległy dość zasadniczym przekształceniom, nie zawsze konsekwentnym i racjonalnym, niekiedy powierzchownym i błędnym, stały się niekiedy niewydolne, wskutek czego działalność niektórych organów państwa rozmija się z oczekiwaniami społecznymi, a szczególnie ukształtowanymi w ustroju powszechnej szczęśliwości. Nazywając rzecz po imieniu, państwu brak obecnie w wielu przypadkach efektywnych instrumentów do przeprowadzenia zmian oczekiwanych w wielu sektorach życia publicznego.

W tym kontekście rodzi się pytanie, czy państwo jest zdolne pomóc bibliotekom. Aby podjąć próbę odpowiedzi na to pytanie, trzeba wziąć pod uwagę kilka podstawowych elementów konstytutywnych obecnej sytuacji.

Przywołać trzeba na początek wcale liczne jeszcze przed kilku laty opinie prominentnych polityków, w tym posłów, że państwo nie powinno się zajmować bibliotekami, że należy je oddać w ręce prywatne (sam to słyszałem na jednym z posiedzeń sejmowej komisji kultury) albo że biblioteki to przeżytek i scheda po poprzednim ustroju, że nie zasługują na pomoc i ochronę, że bibliotekarze występują jedynie w obronie własnych interesów grupowych. Dziś takich głosów już się nie słyszy, ale zaważyły one na nieliczeniu się z głosami bibliotekarzy i lekceważeniu bibliotek przez część wpływowych polityków i urzędników. W konsekwencji zaprzestano liczenia się z opiniami bibliotekarzy, a zaczęto - kiedy to już było nieuniknione - zasięgać opinii podnoszonych do godności (swoich) specjalistów, zwykle amatorów w bibliotekarstwie, których mianowano ekspertami i powierzono im kierowanie bibliotekami.

Z własnego doświadczenia mogę przytoczyć przykład, jak to ważny organ państwowy zlecił opracowanie programu komputeryzacji bibliotek, a kiedy program był gotowy, dano go do zaopiniowania między innymi jednemu z takich właśnie „specjalistów”, który nigdy nie kierował zespołem większym od zespołu seminarium uniwersyteckiego, w bibliotece nigdy nie był zatrudniony, ani z bibliologią, ani z bibliotekarstwem nigdy nie miał do czynienia, a którego parę miesięcy wcześniej znienacka mianowano dyrektorem biblioteki. Nasz bohater nie był idiotą, więc poszedł po rozum do głowy i, nie zapoznając się z materią sprawy, na której nie znał się kompletnie, napisał w opinii, że z komputeryzacją bibliotek publicznych, ich bowiem dotyczył dokument, trzeba… poczekać na skomputeryzowanie bibliotek akademickich i dopiero później przystąpić do prac nad komputeryzacją tego rodzaju bibliotek. Opinię… zaakceptowano ze zrozumieniem. Opinie innych bibliotekarzy nie miały tej wagi, co opinia zaufanego i utytułowanego specjalisty. Do dziś komputeryzujemy biblioteki publiczne… Pozostało ich do skomputeryzowania jeszcze dwie trzecie.

W podobny sposób postąpiono, przygotowując Narodową strategię rozwoju kultury, a zwłaszcza Narodowy Program Kultury Promocja czytelnictwa i rozwój sektora ksiązki na lata 2004–2013. Nie dość, że opracowanie tych dokumentów zlecono zespołowi naukowców z uczelni ekonomicznej, nie włączając do niego nikogo, kto znałby się na działalności bibliotek, to jeszcze, gdy produkt był gotowy i wzbudził falę krytyki wśród bibliotekarzy, starano się ją uśmierzyć, zwołując na spotkanie wybranych dyrektorów bibliotek, w tym chyba większość nowych, na których zleceniodawcy prac nad dokumentem mogli liczyć i którzy nie zawiedli, uwzględniając zapewne obietnicę, że w trybie operacyjnym prac nad realizacją programu uwzględnione zostaną wnioski z dyskusji środowiskowych. Proszę zgadnąć, czy obietnicę dotrzymano!

Przed więcej niż dziesięcioma laty środowisko bibliotekarskie zabiegało usilnie o nową ustawę o bibliotekach. Stara z 1968 r. prezentowała się okropnie jako relikt z poprzedniego ustroju. Nie ograniczono się do masowego kierowania odpowiednich postulatów i suplikacji do władz, ale pod auspicjami SBP utworzono zespół znających się na rzeczy bibliotekarzy i opracowano tak zwany projekt społeczny ustawy, który przekazano władzom do wykorzystania. Nieufność do środowiska i tego projektu zaważyła na dalszych jego losach. Ponieważ jednak w wyniku zmian ustrojowych dalsze pozostawienie ustawy z 1968 r. bez zmian stawało się coraz większym absurdem, urzędnicy i politycy sami wzięli na warsztat przygotowanie nowej ustawy. Kiedy nową ustawę skrojono na nowo, ale już bez udziału pospólstwa bibliotekarskiego, zastosowano podobny sposób postępowania jak zasygnalizowano wcześniej. Ustawa o bibliotekach z 1997 r. jest dziełem polityków i spełniających ich oczekiwania urzędników, którzy, mając na względzie własne doświadczenia i kompetencje ukształtowane w latach, kiedy aktywnie sami korzystali jeszcze z bibliotek, mieli na tyle rozsądku, że ograniczyli się do usunięcia warstwy całkowicie zdezaktualizowanych zapisów i zredagowania nowej ustawy z zachowaniem zasad i rozwiązań obecnych w ustawie o bibliotekach z 1968 r. Nowa ustawa, nawet w tak ułomnej postaci, jak została uchwalona, była potrzebna i z pewnością przyczyniła się do fizycznej, choć nie zawsze skutecznej, ochrony bibliotek przed zakusami wielu szukających oszczędności samorządów, które nie tylko łączyły biblioteki z innymi instytucjami, ale je także likwidowały (i likwidują).

Należy przy tym przypomnieć, że nowa ustawa nie rozwiązywała żadnego z istniejących problemów, które wówczas i później cieniem kładły się na całe nasze bibliotekarstwo. Ustawę uchwalono, mając na uwadze interesy wynikające z podziałów resortowych, chęć nienarażania się silnemu lobby samorządowemu oraz wygodę samych urzędników. Tego wszystkiego w żadnym stopniu nie dało się pogodzić z postulatami i oczekiwaniami bibliotekarzy, wyrażanymi między innymi we wspomnianym projekcie społecznym ustawy, które bez skrupułów odrzucono.

Sposób opracowania projektu ustawy i jej przyjęcia przez posłów wykluczył uwzględnienie kilku ważnych kwestii podnoszonych przez bibliotekarzy, co niekorzystnie wpłynęło na rozwój bibliotek w następnych latach. Do takich kwestii niewątpliwie należy sprawa państwowej polityki bibliotecznej, koordynacji działalności bibliotek oraz współdziałania bibliotek w ramach krajowego systemu biblioteczno-informacyjnego.

Nad sprawą organu państwowego do spraw polityki bibliotecznej i bibliotek warto się pochylić uważniej, bo pokazuje ona jak wylano dziecko z kąpielą, likwidując poprzedni scentralizowany system zarządzania (także bibliotekami) i nie tworząc nowego, chociaż w części równie efektywnego. Popełniono duży błąd, przyjmując w Ministerstwie Kultury i Sztuki – organie odpowiedzialnym za prawodawstwo biblioteczne i nadzór nad realizacją ustawy o bibliotekach - że wprowadzenie ustroju samorządowego czyni zbędnymi większość poprzednio wykonywanych w tym resorcie zadań dotyczących bibliotek. Tylko siłą rozpędu, dzięki nawykom i doświadczeniu urzędników resortowych, dawało się maskować ujawniającą się z upływem czasu próżnię w zakresie polityki bibliotecznej i koordynacji działalności bibliotek w naszym kraju. Kurtyna opadła, kiedy kompetentni urzędnicy przeszli na emeryturę. Nowi, których kryteria zatrudniania były dla środowiska bibliotekarskiego niezrozumiałe, szybko tracili zatrudnienie i ustępowali coraz to nowszym. Jednocześnie postępowało ograniczanie zadań resortu w odniesieniu do bibliotek. Dziś zakres tych zadań reguluje Regulamin Organizacyjny Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 10 października 2006 r., w którym nadano im następujące brzmienie:

  • współpraca z Krajową Radą Biblioteczną oraz organizacjami reprezentującymi środowiska bibliotekarzy i czytelników w działaniach na rzecz rozwoju bibliotek i popularyzacji czytelnictwa,
  • ustalanie zasad dotyczących wymagań kwalifikacyjnych kadry bibliotekarskiej, wspieranie ich doskonalenia zawodowego,
  • nadzór nad realizacją Wieloletniego Programu Rządowego Kwaśny Papier. Ratowanie w skali masowej zagrożonych polskich zasobów bibliotecznych i archiwalnych,
  • prowadzenie postępowania administracyjnego w sprawach o uznanie nabytych w państwach członkowskich Unii Europejskiej, kwalifikacji do wykonywania zawodów bibliotekarskich.

Zadania te należą do zakresu zadań Departamentu Dziedzictwa Narodowego. Spraw bibliotecznych, tyle że zagranicznych, dotyczy zadanie Departamentu do Spraw Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą sformułowane następująco:

  • opieka i pomoc organizacjom i instytucjom polonijnym i emigracyjnym prowadzącym działalność w zakresie nauki, kultury i ochrony polskiego dziedzictwa kulturalnego za granicą, wspieranie muzeów, bibliotek i archiwów.

I to wszystko. Widocznie więcej już zredukować nie można było, nie tyle ze względów merytorycznych, co formalnych. Lucjan Biliński, znawca przedmiotu i długoletni pracownik tego resortu komentuje to następująco: Szkoda, że nie uwzględniono tu zadań wynikających zarówno z ustawy z 27 czerwca 1997 r. o bibliotekach, jak i ustawy z 7 listopada 1996 r. o obowiązkowych egzemplarzach bibliotecznych. Znajdują się w nich jeszcze dotychczas niewykonane delegacje dla Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego [1].

Wiele do myślenia daje porównanie stosunku resortu do zarządzania bibliotekami w kontekście zapisów zadań dotyczących zarządzania muzeami. Zapisy zadań resortu w odniesieniu do tych ostatnich instytucji są takie, jakich bibliotekarze mogliby sobie tylko życzyć. Trudno więc ukryć zaskoczenie, że tak różnie traktowane są biblioteki i muzea. Jak gdyby uprawiano całkiem odmienne polityki i nie dbano o zachowanie jednolitości przyjętych w resorcie zasad postępowania. Jak gdyby cezurę stanowił wyraźny podział na instytucje hołubione i takie, którymi nie wiadomo, jak się zajmować…

Swego rodzaju konsekwencja w postępowaniu resortu kultury jest szczególna. Artykuł 28 ustawy o bibliotekach przez długie lata stanowił, że minister kultury w drodze rozporządzenia, ustala dla sieci bibliotecznej zasady wymienione w ustawie w 10 punktach, których tu nie będziemy cytować, ale z których większość nie została ustalona. W konsekwencji ogólnokrajowa sieć biblioteczna, o której utworzeniu orzekła ustawa, nie mogła funkcjonować, ponieważ biblioteki wchodzące w skład sieci nie mogły współdziałać i wykonywać nałożonych na nie zadań w punkcie 5 artykułu 27 ustawy, bez ustalenia zasad przez ministra, o czym stanowił wymieniony wcześniej artykuł 28. Niby więc mamy ogólnokrajową sieć biblioteczną, ale za tym określeniem kryje się pustka, bo zasady jej funkcjonowania nie zostały określone.

Ostatnio zrobiło się jednak nerwowo, kiedy Konferencja Dyrektorów Wojewódzkich Bibliotek Publicznych upomniała się o ustalenia obiecane w powołanym artykule 28 ustawy. Ponieważ w obecnej sytuacji nie wszystkie te ustalenia ze względów prawnych mogły być rzeczywiście dokonane, sprawę załatwiono szybko, bez dyskusji i prosto. Skorzystano z okazji przygotowywania przez rząd ustawy o zmianie i uchyleniu niektórych upoważnień do wydawania aktów wykonawczych, uchwalonej przez Sejm w dniu 18 października 2006 r. [2], i artykuł 28 ustawy o bibliotekach - zlikwidowano. Przeniesiono tylko z niego punkt dotyczący ewidencji materiałów bibliotecznych do artykułu 27 tejże ustawy i faktycznie szybko uregulowano tę kwestię w rozporządzeniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 5 listopada 1999 r. w sprawie zasad ewidencji materiałów bibliotecznych[3]. Wieloletnia zmora urzędników resortu przestała istnieć: nie trzeba będzie niczego opracowywać, dyskutować, uzgadniać, wyjaśniać, robić. Ale czy to jest właściwa droga do budowy współpracy i współdziałania bibliotek w ramach ogólnokrajowej sieci bibliotecznej?

Utyskiwania na temat braku w Polsce organu administracji rządowej do spraw bibliotek, organu, którego odpowiedniki funkcjonują w innych krajach rozwiniętych i są motorem napędowym unowocześniania usług bibliotecznych i informacyjnych, dodatkowo kierują naszą uwagę na zapisy ustawy o bibliotekach odnoszące się nie tylko do zadań resortu kultury, ale i do tworu, który określono mianem Krajowej Rady Bibliotecznej, a który pod postacią Państwowej Rady Bibliotecznej całkiem udanie funkcjonował na mocy ustawy o bibliotekach z 1968 r. – oczywiście w zgoła innych warunkach ustrojowych i społecznych. PKB składała się z ludzi mianowanych, lecz o nazwiskach na ogół dobrze znanych w bibliotekarskim świecie, jej przewodniczącym z urzędu był wiceminister kultury, a sekretarzem wicedyrektor departamentu zajmującego się bibliotekami. Wywierała ona w swoim czasie realny wpływ na politykę biblioteczną i asygnowanie funduszów przeznaczanych na działalność bibliotek.

Teoretycznie taki wpływ powinna mieć również obecna KRB. Obowiązująca ustawa o bibliotekach stanowi bowiem, że działa ona przy ministrze właściwym do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego, a do jej zadań należy w szczególności :

  1. opiniowanie aktów prawnych dotyczących bibliotek,
  2. koordynowanie ogólnokrajowych przedsięwzięć bibliotecznych,
  3. stymulowanie rozwoju najważniejszych kierunków polskiego bibliotekarstwa,
  4. opiniowanie działań i inicjatyw istotnych dla rozwoju bibliotek,
  5. okresowa ocena działalności bibliotek i skuteczności polityki bibliotecznej.

Brzmi to pięknie, dotyczy zdań fundamentalnych dla całego bibliotekarstwa i sugeruje, że mamy dobrze pomyślaną koncepcję ustawowo powołanego do życia organu, który pomaga ministrowi w wypełnianiu jego zadań nałożonych przez ustawę. Tyle, że minister nie potrzebuje takiej pomocy, skoro zredukowano zakres bibliotecznych zadań resortu do wcześniej wymienionych.

Mieli tego świadomość już członkowie KRB poprzedniej kadencji. Pracując nad projektem nowelizacji ustawy o bibliotekach z 1997 r., którą resort kultury po przesłaniu natychmiast wyrzucił do kosza bez uzasadnienia, wyciągnęli wnioski z realiów i zaproponowali redukcję zadań KRB do opiniowania aktów prawnych dotyczących bibliotek i opiniowania działań i inicjatyw istotnych dla rozwoju bibliotek. Zaproponowano też dopisanie nowego zadania: opiniowanie działań i inicjatyw dotyczących narodowego zasobu bibliotecznego. Usunięto natomiast koordynowanie ogólnokrajowych przedsięwzięć bibliotecznych, stymulowanie rozwoju najważniejszych kierunków polskiego bibliotekarstwa oraz okresową ocenę działalności bibliotek i skuteczności polityki bibliotecznej – moim zdaniem, jądra tego, co w zapisie ustawy o KRB jest najistotniejsze. O narzędzia i środki działania dla KRB nawet nie próbowano walczyć.

Ponieważ ustawy nie znowelizowano, KRB obowiązują niezmienione zapisy zadań. Lecz czy są one wykonywane? Uczestniczyłem w posiedzeniach Rady poprzednich kadencji w charakterze zapraszanego gościa, a obecnie jej członka, i śmiem twierdzić, że prace Rady rozmijają się z intencjami ustawodawcy. Ulubionym tematem posiedzeń obecnej kadencji są informacje o bieżącym stanie realizacji priorytetów w programie operacyjnym MKiDN Promocja czytelnictwa. Biblioteka Narodowa jest instytucją zarządzającą dla dwóch priorytetów w tym programie: pierwszy z nich dotyczy finansowania zakupów nowości wydawniczych do bibliotek publicznych, drugi – rozwoju czasopism kulturalnych. Ten monotemat jest z rzadka ubarwiany innymi kwestiami, a to opiniowaniem o zasadności włączenia jakiejś biblioteki naukowej do ogólnokrajowej sieci bibliotecznej, a to opiniowaniem propozycji przyznania statusu naukowego jakiejś bibliotece publicznej, częściej – udzielaniem poparcia dla oficjalnych wystąpień bibliotek do władz w różnych sprawach. Dorobek KRB jest szerzej nieznany. Moje dwa wnioski w sprawie publikowania oficjalnych protokołów z posiedzeń KRB, nie mogą się doczekać realizacji, mimo że na początku kadencji pierwszy z nich został przyjęty i uczestniczący w posiedzeniu reprezentant resortu kultury obiecał jego publikowanie na stronach MKiDN.

Jeśli chodzi o opiniowanie przepisów prawnych dotyczących bibliotek, to ich twórcy jakoś często nie pamiętali o istnieniu KRB albo nie odczuwali potrzeby zasięgania jej opinii. W czasie mojej kadencji przewodniczącego SBP otrzymywaliśmy znacznie więcej projektów przepisów prawnych do zaopiniowania, także z resortu kultury, niż rada, której zdarzało się to czynić incydentalnie: w zasadzie tylko wówczas, gdy potrzebny był głos wsparcia dla starań resortu kultury, na przykład w sprawie redukcji liczby bibliotek otrzymujących egzemplarz obowiązkowy czy łączenia bibliotek z urzędami pocztowymi.

KRB więc, to tylko atrapa organu programującego i koordynującego działalność bibliotek i ich sieci ogólnokrajowej. W sens istnienia tego ciała nie wierzą chyba nawet członkowie Rady, którzy unikają udziału w jej posiedzeniach (zdarzyło się posiedzenie z udziałem tylko 3 członków). Sprawdziły się wypowiedzi tych bibliotekarzy, którzy przed uchwaleniem ustawy o bibliotekach w 1997 r. ostrzegali przed powoływaniem do życia tworu fasadowego, który nie będzie w stanie spełnić pokładanych w nim oczekiwań. Dziś, kiedy doszło do zredukowania zakresu zadań resortu kultury i dziedzictwa narodowego, KRB staje się ciałem coraz mniej potrzebnym i resortowi, i bibliotekom. Wszystko to dowodzi, że coraz bardziej obumiera podstawowy akt prawny naszego bibliotekarstwa i zawarte w ustawie o bibliotekach rozwiązania. Coraz też mniej zainteresowane są regulowaniem spraw bibliotek właściwe organy państwa.

Czy może być inaczej? Sukcesy bibliotekarstwa światowego pozwalają sformułować odpowiedź pozytywną na to pytanie. Jeśli chcemy mieć także sukcesy naszego bibliotekarstwa, to – jak wskazują badania porównawcze bibliotekarstwa w różnych krajach - niezbędne są:

  1. jasne zdefiniowanie zadań i roli bibliotek,
  2. umocowanie bibliotek w systemie edukacji,
  3. zaangażowanie rządu,
  4. kooperacja i praca bibliotek w sieci,
  5. powołanie centralnej instytucji koordynującej, opracowanie strategii rozwoju, nowatorskie inspiracje[4].

Ważne miejsce, w strukturach państwowych i społecznych kraju, będą zajmować biblioteki wówczas, gdy wzorem innych krajów, włączone zostaną w narodowe strategie informacyjne i będą otrzymywać niezbędne wsparcie finansowe. Musi tego jednak zażądać opinia publiczna i społeczeństwo, które do tej pory nie wydają się być tego w pełni świadome.

Przypisy

[1] BILIŃSKI, L. Zmiana regulaminu organizacyjnego resortu kultury. Bibliotekarz 2007, nr 1, s. 33-34.

[2] Dz. U. Nr 220, poz. 1600.

[3] Rozporządzenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 5 listopada 1999 r. w sprawie zasad ewidencji materiałów bibliotecznych. Dz. U. 1999, nr 93, poz. 1077; Am. Dz. U. Nr 74, poz. 793.

[4] Najlepsze wzorce działalności bibliotecznej w Europie, Singapurze i USA. Międzynarodowa analiza przykładów best practice. Warszawa: Wydaw. SBP 2005, s. 11- 12.

 Początek strony



Obumierająca ustawa - obumierająca myśl organizująca / Jan Wołosz// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. naczelny Bożena Bednarek-Michalska. - Nr 2/2007 (83) marzec. - Czasopismo elektroniczne. - [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich KWE, 2007. - Tryb dostępu: http://www.ebib.info/2007/83/wolosz.php. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187