EBIB Nr 2/2007 (83), Kolory niemożności - bariery w rozwoju bibliotekarstwa w Polsce. Artykuł Poprzedni artykuNastpny artyku  

 


Mirosław Górny
Poznańska Fundacja Bibliotek Naukowych

Czy bibliotekoznawstwo jest jeszcze potrzebne bibliotekarstwu?




Czytając naukowe i fachowe piśmiennictwo (zarówno krajowe, jak i zagraniczne) z dziedziny bibliotekoznawstwa z ostatnich lat, odnoszę wrażenie, że nie ma ono większego wpływu na działalność bibliotek. Szczególnie dotyczy to bibliotek działających w sferze nauki i szkolnictwa wyższego. Pomijam tu prace związane z historią książki i bibliotek, ze znaczeniem książki w kulturze itp. Biorę tutaj pod uwagę tylko publikacje mające bezpośrednie znaczenie dla współczesnego bibliotekarstwa. Wydaje się, że można dziś rozróżnić wyraźnie dwa nurty w bibliotekoznawstwie - jeden antropologiczno - historyczny (mowa tu o antropologii kultury w pierwszym rzędzie) i drugi-inżynierski (techniczny). O ile ten pierwszy ma się dobrze - ba, w czasach Internetu można chyba mówić o jego rozkwicie, o tyle drugi przeżywa zastój, a nawet uwiąd.

Reprezentuję pogląd (być może odosobniony i zbyt słabo uzasadniony), że dla współczesnego bibliotekarstwa istotne są prace dotyczące optymalnej organizacji struktur bibliotecznych i efektywnego wyszukiwania informacji. W moim mniemaniu, jeśli takowe prace w ogóle powstają, to nie wnoszą niczego istotnego, czyli ich wyniki nie mają dostrzegalnego wpływu na sposób działania współczesnych bibliotek. Oczywiście jest to tylko subiektywne odczucie, wrażenie, którego nie wspiera żadna dogłębna analiza. Mogę się zatem mylić. Mogę się również mylić dlatego, że nie potrafię dostrzec w zalewie publikacji narastającego przełomu. A może taki niebawem będzie miał miejsce. Bo mechanizm rozwoju nauki właśnie działa w ten sposób - kumulacja pewnych prac prowadzi w końcu do spektakularnych efektów. Być może też nie umiem jeszcze docenić znaczenia niektórych prac.

Powstające w ostatnich latach publikacje bibliotekoznawcze cechuje nadmierna oczywistość. Wnioski, które zawierają są zwykle tak banalne, że można do nich dojść bez jakichkolwiek badań. Równocześnie nie zawierają one odpowiedzi np. na takie pytania, jak: która metoda organizowania zasobów informacji jest bardziej efektywna, jeśli idzie o wyszukiwanie? Zdajemy się w takim przypadku raczej na doświadczenie i intuicję niż na zgromadzoną dotąd wiedzę. Niestety w pozostałych obszarach działalności bibliotecznej jest podobnie. Publikacje bibliotekoznawcze (uznawane za naukowe) i bibliotekarskie (uznawane za fachowe) przepełnione są faktami. Opisuje się w nich różnorakie zbiory źródeł, komputerowe systemy biblioteczne, wykorzystywane bazy danych itd. Często jednak trudno znaleźć uzasadnienie dla przytaczanych opisów. Nie analizuje się ich, nie wykorzystuje w charakterze przykładów. Można odnieść wrażenie, że służą one wyłącznie temu, żeby zwiększyć objętość publikacji.

Brakuje na ogół uporządkowania tej wielości rzeczy. Brakuje jasnych i przekonywujących wniosków, brakuje dobrze uzasadnionych modeli instytucjonalnych systemów udostępniania informacji, które mogłyby pretendować do miana optymalnych. Rzecz jasna całe to, coraz bardziej obfite, piśmiennictwo nie jest pozbawione znaczenia. Dzięki niemu odbywa się m.in. wymiana doświadczeń, upowszechniają się nowe, być może lepsze rozwiązania. Ale wiedzy porządkującej, fundamentalnej, odpowiadającej m.in. na pytanie, jakie jest najlepsze rozwiązanie w określonych warunkach trudno się w nim doszukać.

To, co zostało powiedziane powyżej (powtarzam to jeszcze raz) jest tylko moją subiektywną oceną. I nawet gdyby ona była oparta na gruntownej analizie piśmiennictwa przedmiotu, nadal byłaby subiektywną oceną. Bo w pewnym stopniu subiektywne są stosowane przeze mnie kryteria tej oceny - stopień użyteczności wiedzy bibliotekoznawczej w praktycznych działaniach bibliotekarskich. Nie jest to zbyt szczęśliwe podejście do problemu, chociażby dlatego, że utrudnia ewentualną polemikę, ale nie da się prawdopodobnie w tym wypadku zastosować innego.

Nie przytaczam tu świadomie żadnego przykładu jakiejkolwiek publikacji, ponieważ mógłbym przypadkowo i bez świadomych zamiarów umniejszyć zasługi jej autorów (a jak zastrzegłem wcześniej, nie mam pewności, czy któraś z istniejących publikacji nie odgrywa istotnej roli, a tylko ja nie potrafię jej dostrzec). Ale z przyjemnością przeanalizuję publikacje, które według moich ewentualnych oponentów są z jakichś względów dla bibliotekarstwa istotne. Jeśli uznamy, iż badania bibliotekoznawcze rzeczywiście niewiele wnoszą do praktyki bibliotekarskiej, to możemy postawić co najmniej trzy hipotezy mówiące o tym, co jest tego przyczyną.

     

Hipoteza I

Działania bibliotek są tak nieskomplikowane w swej istocie, że trudno jest oczekiwać tu prac badawczych, które byłyby niebanalne.

Hipoteza II

Obszar badań bibliotekoznawczych jest tak złożony, że na pewnym poziomie nie poddaje się badaniom prowadzonym obecnie znanymi metodami i technikami.

Hipoteza III

Na obecnym etapie rozwoju bibliotekarstwa osiągnięto kres dotychczasowych metod badawczych i nowe, przełomowe prace pojawią się być może dopiero wraz z np. postępami technologii informacyjnych.

Trudno oczywiście odnieść się w sposób wiarygodny do tych hipotez w krótkiej wypowiedzi mającej zresztą charakter publicystyczny, a nie naukowy. Niemniej możliwa jest jakaś próba oceny ich prawdziwości.

Czy rzeczywiście działania bibliotek są nieskomplikowane? Z punktu widzenia tego, co dzisiaj wiemy o organizacji i zarządzaniu raczej tak. Biblioteka naukowa (bo o tej tylko zamierzam mówić) jest pod względem organizacyjnym i technologicznym stosunkowo prostym organizmem. Jej działania sprowadzają się do właściwego wyboru informacji, przygotowania jej do udostępniania i samego udostępniania.

Jeśli kierownictwo biblioteki potrafi ustalić potrzeby informacyjne użytkowników biblioteki, zorganizować zakup czy dostęp do zasobów informacji tak, aby potrzeby te zaspokoić możliwie najtaniej i w sposób najbardziej odpowiadający użytkownikom, to na tym właściwie kończą się możliwości optymalizacji bibliotecznego układu. Rzecz jasna nie uwzględniamy tutaj różnych uwarunkowań, które mają wpływ na działania bibliotekarzy - np. interesów dostawców i wynikających z nich ograniczeń. Zatem uzasadnionym jest podejrzenie, że układ biblioteczny z powodu swej prostoty został już dokładnie przeanalizowany i nie jest możliwe obecnie zaproponowanie układu znacznie bardziej efektywnego.

Z drugiej strony układ, w którym działa biblioteka jest, jak każdy system, w którym istotną rolę odgrywają ludzie, bardzo skomplikowanym systemem. Nie da się bowiem uwzględnić w nim wszystkich oddziaływujących wzajemnie czynników. Ale nawet gdybyśmy działanie tych wszystkich czynników uwzględnili, to nie ma pewności, że osiągniemy rezultaty, które ten wysiłek usprawiedliwią.

I wreszcie jest bardzo prawdopodobne, że nastąpiło coś w rodzaju „wyczerpania się tematów”. Być może trudno jest znaleźć obecnie perspektywiczny temat po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach „wałkowania” stosunkowo niewielkiego obszaru badawczego przez dziesiątki osób. Może trzeba poczekać aż na obszarze tym dojdzie do poważnych zmian (np. o charakterze technologicznym).

Jeśli zatem organizacja i sposób działania nie wydają się być badawczo perspektywiczne, to może warto zająć się problematyką wyszukiwania informacji? Otóż jeśli idzie o formalne modele wyszukiwania, od połowy lat 70. właściwie nie wymyślono niczego, co by miało istotny wpływ na efektywność wyszukiwania. Radzę pominąć tutaj fenomen Google. Ma on przede wszystkim związek z pomysłem wykorzystania społeczności internetowej jako swego rodzaju gridu (megawersja Familiady) i umiejętnością wykorzystania mocy obliczeniowej dziesiątków tysięcy serwerów.

Nie dysponujemy dzisiaj nawet dobrym narzędziem do oceny efektywności stosowanych sposobów opisu dokumentów. Czy w tej sytuacji należy godzić się z banalnością wyników badań bibliotekoznawczych czy też szukać w nich nowego obszaru, nowego podejścia, nowego spojrzenia? Tym bardziej, że należy się spodziewać jeszcze większego zagrożenia dla bibliotekoznawców ze strony technologii. Dalszy jej rozwój doprowadzi do jeszcze większego uproszczenia problemów bibliotekarskich i przesunięcia głównych zagadnień związanych z organizacją informacji w kierunku informatyki.

Przecież biblioteki cyfrowe będą głównie wiązały się z zagadnieniami informatycznymi. Nawet opracowanie zbiorów udostępnianych przez te biblioteki będzie zdominowane przez informatykę. Udostępnianie treści w postaci cyfrowej oznacza spadek znaczenia tradycyjnych opisów m.in. na rzecz technologii typu „text mining”, szerokiego wykorzystywania technik „guglowych” w opracowaniu (m.in. indywidualizacja pracy z biblioteką cyfrową) i tego, co określamy terminem folksonomia.

Wydaje się, że dla bibliotekoznawców pozostało niewiele miejsca. Bo albo mamy do czynienia z zagadnieniami dość trywialnymi i stąd mało interesującymi, albo na obszar badawczy bibliotekoznawstwa wkraczają informatycy, psychologowie, naukoznawcy, socjolodzy, antropolodzy, prawnicy, specjaliści od organizacji i zarządzania. Moim zdaniem być może istotne jest dzisiaj koncentrowanie się badaczy na tym, jaką rolę odgrywa informacja w poszczególnych środowiskach.

Bardzo mało wiemy o użytkowniku informacji - tym bardziej, że zmienia się on dość szybko. Nie rozumiemy jego zachowań informacyjnych, nie znamy jego potrzeb, nie wiemy, jak wykorzystuje informację. Cała ta wiedza może pomóc nam w budowaniu bardziej efektywnych systemów informacji (jeśli rzeczywiście o to nam chodzi). Ale, jak już wspominałem, może się okazać, że nawet uzbrojeni w tę wiedzę tylko w niewielkim stopniu zdołamy poprawić efektywność bibliotek. Tak czy owak - istotnym punktem w badaniach nad optymalizacją systemów informacyjnych może okazać się funkcja, jaką odgrywa informacja, biblioteka itp. w określonych środowiskach użytkowników informacji. Wówczas możliwe jest szukanie optymalnych rozwiązań organizacyjnych i technologicznych.

Drugim takim punktem jest na pewno użytkownik informacji i jego sposób działania. Biblioteki zupełnie nie przejmują się tym, w jaki sposób użytkownik pracuje z informacją i zdecydowaną większość decyzji związanych np. z zakupem pewnych źródeł informacji podejmują za niego. Zresztą bierność użytkowników bardzo im w tym pomaga. Ale nie o zakup tylko chodzi. Bibliotekarze po prostu na ogół nie wiedzą, na czym polega uzyskiwanie koniecznych informacji przez czytelnika i stosują wasne „sprawdzone” metody. I niczego tu nie zmieniają ankiety, w których użytkowników pytamy o przydatność takich, czy innych źródeł czy też o ich potrzeby informacyjne. Użytkownik nie potrafi sprecyzować swoich potrzeb informacyjnych w postaci przydatnej dla biblioteki, nie ma czasu na zastanawianie się nad tym problemem i na „odczepne” pisze lub zaznacza cokolwiek. Jeszcze gorzej wypadają badania oceniające usługi np. od strony jakościowej.

Trochę inaczej wygląda sytuacja w odniesieniu do problematyki wyszukiwania informacji. Oczywiście chodzi głównie o treść dokumentów, a nie o ich opis formalny. Nie widzę (to, że ja nie potrafię takich modeli zaproponować, nie oznacza, że ktoś inny tego nie zrobi) obecnie możliwości skonstruowania modelu matematycznego, który pozwoliłby testować pod kątem efektywności kolejne sposoby tzw. opisu rzeczowego. Nawiasem mówiąc, zbudowanie takich modeli jest możliwe, ale ich złożoność uniemożliwi ich praktyczne wykorzystanie. Zatem można to zrobić jedynie, dokonując symulacji na modelach zbliżonych do systemów rzeczywistych albo przeprowadzając odpowiednie badania w wybranych środowiskach użytkowników informacji. A to są przedsięwzięcia drogie, czasochłonne i również niegwarantujące spektakularnych wyników. Chociaż bardzo chciałbym się dowiedzieć np., jaka jest opłacalność stosowania słowników kontrolowanych w odniesieniu do określonych zasobów informacji. Podobnych pytań mam znacznie więcej, ale nie sądzę, abym kiedyś uzyskał na nie odpowiedź.

Tego rodzaju badaniom nie sprzyja system organizacji nauki w naszym kraju. Kariera naukowa nie zależy od użyteczności osiągniętych wyników badań, tylko od napisania doktoratu, habilitacji, monografii profesorskiej i iluś tam publikacji. Czy one mają jakieś znaczenie dla praktyki, czy nie, jest sprawą trzeciorzędną. Trudno sobie wyobrazić pracownika nauki, który poświęci kilka lat pracy na badania, które mogą nie zaowocować uzyskaniem stopnia doktora czy habilitacją (i choć istnieje teoretyczna możliwość uzyskania stopnia doktora habilitowanego za dorobek naukowy, to raczej nikt nie będzie ryzykował). Stąd zajmujemy się tematami „bezpiecznymi”, acz mało przydatnymi. Poza tym podobna tematyka badawcza wymaga pracy zespołowej. A prace na stopień powinny być indywidualne.

Prace na stopień zdominowały tak bardzo działalność badawczą ośrodków naukowych, że trudno jest mówić o „szkołach”, kontynuacji badań, o ciągłości procesu badawczego. Powstają pojedyncze, izolowane tematycznie rozprawy, których głównym zadaniem jest zaspokojenie wymagań urzędników.

Nie sądzę jednak, aby bibliotekarstwo naukowe (m.in. krajowe) bardzo cierpiało z powodu braku przydatnych dlań prac bibliotekoznawczych. W ciągu najbliższych lat bibliotekarski punkt ciężkości przeniesie się na biblioteki cyfrowe. One przyciągają młodych, najbardziej przedsiębiorczych i ambitnych pracowników. Biblioteki cyfrowe, to także masowy czytelnik, oswojony z portalami „społecznościowymi” i bardziej aktywny niż czytelnik biblioteki tradycyjnej. A i sama technologia jest tak rozwijana, aby jak najlepiej służyć rozwojowi bibliotek cyfrowych – bo za tym kryją się wielkie pieniądze dla gigantycznych koncernów informatycznych (Google, Microsoft, Oracle, Cisco itd.). Przecież łączna wartość tych koncernów znacznie przekracza bilion dolarów i z tego też powodu mogą one na badania przeznaczać sumy wielokrotnie większe od tych, którymi dysponuje cała nauka w Polsce. A nikt nie jest bardziej niż one zainteresowany postępami w dygitalizacji.

Czy w erze bibliotek cyfrowych bibliotekoznawcy-technicy będą jeszcze mieli coś do powiedzenia, czy pozostanie im tylko odtwórczy opis tego, czego będą świadkami? Wiele wskazuje na to, że będą musieli pozostawić większość zagadnień uważanych dotąd za wybitnie bibliotekarskie inżynierom. Wystarczy sobie wyobrazić, że cyfrowe zasoby piśmiennictwa naukowego będą udostępniane głównie poza bibliotekami, a pracownicy naukowi otrzymają od swoich jednostek macierzystych jedynie „bony”, którymi będą płacić za wykorzystanie tych zasobów. Sposób taki może okazać się bardzo atrakcyjny finansowo dla administratorów jednostek naukowych i może pozwolić im zmniejszyć o kilkadziesiąt procent wydatki na informację.

Oczywiście zasoby takie muszą być katalogowane przez specjalistów, ale jest jasne, że będzie się to robić w kilkuset miejscach na świecie, a nie w dziesiątkach tysięcy bibliotek. A w katalogowaniu będzie się niewątpliwie korzystało szeroko ze wsparcia użytkowników. I pewnie ten obszar jest warty badania.

Zresztą, tak jak już wspominałem, cyfrowe zasoby będą inaczej przeszukiwane niż zbiory obejmujące tylko tradycyjne opisy katalogowe. Wątpliwe też jest, żeby użytkownicy informacji potrzebowali pomocy specjalistów przy szukaniu informacji. Ci, którzy prowadzą badania naukowe sami poradzą sobie z przeszukiwaniem tych zasobów, reszta nie będzie musiała tego robić, ale nawet jeśli, to należy pamiętać, że będą to pokolenia od dziecka wychowane w kontakcie z siecią.

Problemy gromadzenia zapewne nie będą odgrywały większej roli, bo całe piśmiennictwo istotne dla nauki będzie dostępne w sieci. Część oczywiście będzie dostępna za darmo, część za opłatą. Ale niewiele tu miejsca dla bibliotekoznawczych rozważań (dla bibliotekarzy zresztą też nie).

Ta część bibliotekoznawstwa, która dotyczy bibliotek naukowych, obejmująca ich organizację i katalogowanie, odchodzi, jak sądzę, ostatecznie do lamusa. Czy w to miejsce pojawi się nowa dyscyplina? Zapewne tak - ale będzie ona raczej domeną informatyków i być może socjolingwistów.

 Początek strony



Czy bibliotekoznawstwo jest jeszcze potrzebne bibliotekarstwu? / Mirosław Górny// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. naczelny Bożena Bednarek-Michalska. - Nr 2/2007 (83) marzec. - Czasopismo elektroniczne. - [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich KWE, 2007. - Tryb dostępu: http://www.ebib.info/2007/83/gorny.php. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187