EBIB 
Nr 4/2006 (74), Digitalizacja - kierunki działań Europy i Polski. Artykuł
 Poprzedni artyku Nastpny artyku   

 


Remigiusz Lis
Biblioteka Śląska

Od druku do bitów, czyli o digitalizacji systemów bibliotecznych


„Sieć”, „automatyzacja”, „baza danych”, „proces”, „nośnik komunikatu”, „zasób informacyjny”, „język wyszukiwawczy”, „hybryda”, „digitalizacja” – to jedynie kilka „cyfrowych” pojęć, które przynależą do aktualnej poetyki rozważań o bibliotekach. Czy jest to tylko modny quasi-inżynierski żargon bibliotecznych profesjonalistów, bezzasadnie pragnących opisać w technologicznych kategoriach swoją niewymierną dziedzinę zawodową, czy też pojęcia te faktycznie oddają rzeczywistość współczesnej biblioteki – rzeczywistość w dużej mierze ukonstytuowaną przez nieuchronny wpływ lub przemyślaną adaptację szeroko rozumianej cyfrowej technologii?

Technologia w bibliotece

Żyjemy w czasach ogromnych zmian technologicznych – szczególnie w zakresie technik komunikacyjnych. Co do tego twierdzenia z pewnością zgodzą się z nim zarówno ci, którzy mówią o rewolucji cywilizacyjnej (a przynajmniej komunikacyjnej), jak i ci, którzy konstatując słabość ludzkiego poznania w zakresie oceny faktycznego znaczenia technologicznych przemian dla kształtu przyszłości, traktują je jako proces ewolucyjny, ufundowany zresztą na dużo wcześniejszych, także nierewolucyjnych technologicznych innowacjach. Znajdą się też i tacy, którzy stwierdzą, że mimo ciągłego dostarczania innowacji, technologia jest neutralna, zaś o biegu cywilizacyjnych przemian (a więc i kształcie społecznych instytucji) decydują inne niż ona czynniki: społeczne, ekonomiczne, polityczne czy psychologiczne. Postawy te można rozpoznać w dzisiejszych dyskusjach na temat bibliotek i ich ewolucji.

Środowiska bibliotekarskie, świadome zachodzących obecnie zmian technologicznych, dyskutują o przyszłości książki i bibliotek (dość znacząco wiążąc jedno zagadnienie z drugim), nowych mediach i sposobach komunikacji, celowości i wielkości skali stosowania technologicznych wynalazków do realizacji swoich zadań. Obok głosów technokratów (przepowiadających niekiedy rychłą „śmierć” bibliotek), można usłyszeć obawy wyrażane przez bibliotekarzy co do przyszłości ich profesji (czy zastąpią nas wyszukiwarki?”) oraz nawoływania do obrony tradycyjnej roli biblioteki („nie dajmy się wypchnąć z łańcucha komunikacyjnego”). Optymiści zaś podkreślają wręcz wieczystą trwałość instytucji biblioteki, jako uporządkowanej zbiornicy rosnącego zasobu wiedzy, potrzebnej przyszłym pokoleniom, bez względu na jej postać.

Interesująca bywa poetyka dyskusji o nowych technologiach. Niekoniecznie explicite, przeciwstawia ona bibliotekę „tradycyjną” bibliotece „nowoczesnej” (np. zautomatyzowanej, elektronicznej). Taki ogląd instytucji biblioteki, który ujmuje ją w konkretnym czasowym „teraz”, częstokroć określa bibliotekę tradycyjną jako instytucję stosunkowo niezmienną oraz „naturalną”, działającą w stabilnych ramach organizacyjnych, pełniącą rozmaite, lecz podległe wyraźnej specyfikacji funkcje. W tym ujęciu biblioteka nagle, w okresie współczesnego szybkiego rozwoju technologii komunikacyjnych (które są wyraźnie postrzegane jako technologie właśnie), zostaje poddana ogromnemu naciskowi – czy to bezpośredniemu, czy też pośredniemu – ze strony użytkowników bibliotek i ich nowych zachowań, w dużej mierze przez owe technologie ukształtowanych.

Taki sposób widzenia biblioteki, a ściślej spojrzenie na istnienie i funkcjonowanie technologii w ramach tej instytucji, oparty jest na odmiennym, lecz niezasadnym traktowaniu istniejących technologii, tych zastanych przez współczesnych im użytkowników oraz tych nowych, które powstają na naszych oczach, stwarzają nowe możliwości, budzą nasze obawy i niosą nowe, rzeczywiste zagrożenia. Te pierwsze, takie jak: drukowany kodeks, kartoteka, klasyfikacje wiedzy, są dla ich użytkownika „przezroczyste” i uświadamiane najczęściej tylko wówczas, gdy sprawiają problemy bądź są zastępowane przez nowe technologie. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wspomniane dyskusje o obecnych przemianach technologicznych zachodzących w bibliotekach, prowokowane przez nadrzędny problem przyszłości bibliotek, częstokroć opierają się na wyżej opisanym założeniu, tak właśnie rozumiejącym „tradycję” i „nowoczesność”.

Szybkość, z jaką zachodzą współczesne zmiany technologiczne, sprzyja refleksji nad ich naturą i skutkami dla bibliotek, wyraźniej bowiem można obserwować zwrotne oddziaływanie stosowanych nawet w dalekiej przeszłości technologii na współczesne funkcje bibliotek. Technologie o długiej tradycji, dobrze już wkomponowane w świat biblioteki, jak np. technologia wytwarzania papierowego nośnika sformatowanego w kodeks, determinują sposób jego przechowywania, ochrony i konserwacji. Niekiedy dawne zastosowania technologii przynoszą skutki uboczne („kwaśny papier” i jego rozpad), którym zapobiega użycie technologii „zaradczych”, przedłużających żywotność nośnika.

Technologie dają się względnie podzielić na dwie grupy. Jedna z nich to proste narzędzia, stanowiące najczęściej przedłużenie siły ludzkich mięśni. Łatwo je wkomponować w istniejący obraz świata, są one dlań neutralne. Druga grupa to technologie, które niosą zmaterializowaną, zaszytą w nich „ideologię”, czyli szereg założeń, niekoniecznie zgodnych z założeniami współcześnie obowiązującymi. Stosowanie tych technologii zmienia sposób ludzkiego myślenia, percepcji, organizacji i prezentacji wiedzy, nadaje nowe znaczenie starym pojęciom i tworzy nowe, już pod jej wpływem. Słowem – zmienia nasze postrzeganie rzeczywistości i modyfikuje ją samą. Funkcjonowanie technologii „zaangażowanych” przynosi trudne do przewidzenia skutki o ogromnym zasięgu oddziaływania, których zazwyczaj nie przewidują ich wynalazcy. Skutki te stanowią dla współczesnych badaczy wyznaczniki kolejnych formacji kulturowych (oralnej, piśmiennej etc.), nowych formacji społecznych (społeczeństwo informacyjne), a także wskazują na jakościowe zmiany obszarów życia społecznego (e-gospodarka, e-edukacja, e-wojna). Szczególnie doniosłe konsekwencje tego rodzaju przynoszą technologie związane z komunikowaniem społecznym.

Starzy krytycy nowych mediów i odrobina relatywizmu

Jeśli dać wiarę Platonowi i jego historii o sądzie Tamuza, żadna z technologii nie zyskała tak jednoznacznie negatywnych opinii jak pismo, które zakodowało nieskończone bogactwo mowy w ograniczony zasób znaków, zreifikowanych i zewnętrznych względem świadomości autora. Jego skutki to osłabienie pamięci, wyszukiwanie wiedzy nie w sobie, lecz „z zewnątrz”, zyskanie jedynie pozoru mądrości, pochodzącego z lektury. Według Platona, ludziom, którzy nim władają, będzie się zdawało, że wiele umieją, lecz będą oni mędrcami tylko z pozoru, a nie prawdziwie mądrymi ludźmi. Zatem technologia pisma w tej krytycznej opinii zubaża posiadane przez człowieka umiejętności, zmienia w konsekwencji znaczenia tradycyjnych pojęć „mądrości” i „nauki”. Słowa pozbawione kontekstu żywego dialogu, ustalone w tekstach, stają się martwe i bierne. Nie potrafią same odpierać zarzutów ani dalej się objaśniać. Są bezbronne, głuche i zawsze brzmią tak samo. Skazują ich czytelnika na interpretację. Z dużym trudem przychodzi nam poznanie sposobu myślenia człowieka nieskażonego znajomością pisma, podobnie jak trudno sobie uzmysłowić człowiekowi (czytelnikowi!) współczesnemu, że „księgi” Starego Testamentu czy antyczne eposy nie były zunifikowanymi tekstami, lecz żywym słowem. W przypadku tych drugich wręcz tkanym przez pieśniarza w trakcie każdego występu. Akumulacja i transmisja wiedzy w kulturze oralnej wspierana mnemonikami, rytmem, rymem, addytywnym stylem i genealogiami, wymagała bezpośredniej obecności audytorium, zaś zapamiętany przekaz był płynny i aktualizowany, trwały w pamięci najlepiej wówczas, gdy zawierał jakieś bieżące odniesienia.

Pisma, przez długi czas od jego wejścia w życie, nie darzono zaufaniem, przedkładając ponad nie słowo wypowiadane przez żyjącego świadka. Dokumenty pisane były dodatkowo autentykowane odciskiem pieczęci, sygnetu lub przytwierdzeniem do arkusza jakiegoś specyficznego przedmiotu.

Nie inaczej oceniano druk. Jemu również zarzucano niszczenie pamięci, zarzucanie studiów z powodu nadmiaru książek i pomniejszanie mądrości na rzecz podręcznego kompendium. Ówcześni branżowcy narzekali na ograniczenie pola ćwiczeń duchowych związanych z kopiowaniem manuskryptów, a średniowieczne wydawnicze lobby kopistów traciło źródła dochodów. Także trwałość papierowego arkusza nie wytrzymywała krytyki, widzącej wyłącznie w pergaminie odpowiednio trwały nośnik komunikatu pisanego.

Mimo tak wielkich braków i strat, prasa drukarska i jej produkcja stała się jednym z istotnych źródeł przemian kulturowych u schyłku średniowiecza. Odtąd w wielu zakątkach Europy, w tym samym czasie, różni czytelnicy mogli zapoznać się z takim samym tekstem, na nowo zorganizowanym, tak samo zredagowanym, paginowanym, z takimi samymi indeksami. Mogli go porównywać, komentować, uzupełniać i poprawiać – współpracując korespondencyjnie w „sprzężeniu zwrotnym” z drukarzami, których produkcja unifikowała i utrwalała drukowane idee, standaryzując jednocześnie język, którym je wyrażała. Druk był technologią, która utworzyła nowe ekonomiczne nisze. Stymulowała rozwój rzemiosł i profesji, skupiając je w nieznanej wcześniej symbiozie papierników, drukarzy, odlewników i korektorów, wytworzyła także w skali nieznanej wcześniej zapotrzebowanie na teksty, ryciny i mapy, które musiał ktoś stworzyć. Dość prostą konsekwencją wynalazku prasy drukarskiej stała się profesja zawodowego autora, czerpiącego wespół z wydawcą zyski z utowarowionego słowa, chronione, a w dalszej perspektywie konserwowane prawem, z wyrosłą wokół grupą interesów.

Media elektroniczne, które stanowią bezpośredni przedmiot zainteresowania środowisk bibliotekarskich, a więc związane z tworzeniem, transmisją i prezentacją tekstów i obrazów, są kolejną, po piśmie i druku, technologią słowa. Zdaje się ona być technologią przełomową na miarę jej poprzedników, wnoszącą jednakże coś istotnie nowego. Mianowicie zrywa ona, a ściślej – całkowicie rozluźnia więź komunikatu z jego materialną podstawą, umożliwiając jego zwielokrotnienie z pomocą przysłowiowego „jednego kliknięcia”. Cechuje ją interaktywność i łatwość tworzenia powiązań między tekstami i obrazami. Granulacja jej komunikatu do poziomu bitów daje niespotykane wcześniej możliwości indeksowania i wyszukiwania tekstów, szeregowania ich wedle ustanowionych kryteriów, filtrowania, przesyłu i prezentacji. Rozważana w skali sieci globalnej, nadwyręża zakresy tradycyjnych pojęć „wydawcy”, „autora”, „dokumentu”, a regulacje prawa, w szczególności autorskiego, z trudem nadążają za jej możliwościami. Skutki, jakie wywiera na dziedziny, w których została zaaplikowana, skłaniają do wniosku, że także zastosowana w bibliotece – odmieni ją w sposób nieodwracalny. Nie jest technologią tak „grzeczną” jak mikrofilm, który zajął wyznaczone mu miejsce, nie powodując żadnego zamieszania w bibliotecznym świecie. Wygląda na to, że biblioteka zinformatyzowana, cyfrowa, to nie tradycyjna biblioteka plus komputer, sieć i skaner – to całkiem inna biblioteka.

Elektronika, podobnie jak wcześniejsze technologie „tekstowe”, budzi obawy i opory krytyków nowych mediów, rozwinięte w obszerny katalog zarzutów, które są nam zupełnie znajome. I podobnie jak ich poprzednikom, nie sposób odmawiać im choćby w części racji. Coś utracimy. W końcu jest tak, że zewnętrzne nośniki pamięci upośledzają ją samą, łatwość niekontrolowanej publikacji powoduje informacyjny szum i umożliwia globalną propagację poglądów uznanych za wywrotowe lub przestępcze, a sama elektronika z jej chorobami wieku dziecięcego jest częstokroć zawodna, szczególnie w zakresie trwałości cyfrowego zasobu. Jednakże jednocześnie krytycy nie doceniają ogromnych, nowych możliwości i szans, jakie ona niesie – dzięki którym coś zyskujemy. Nie sposób też nie zauważyć, że krytyka komputerowo-sieciowej komunikacji przychodzi częstokroć ze strony autorytetów, z trudnością gmerających jednym palcem po klawiaturze i jest spowodowana po prostu słabą znajomością nowego środka przekazu.

Cyfryzacja (prawie) wszystkiego

Istotną cechą technologii cyfrowej jest jej „dyskretność” i elastyczność. Nie ukształtowała ona wyłącznie jednego konkretnego medium, lecz jej wścibskie bity coraz śmielej i dogłębniej przenikające nasze codzienne życie, otaczając nas mikroprocesorami, oprogramowaniem i interfejsami, sprawiając wręcz, że tradycyjna formuła egzystencjalnego dramatu, zgodnie z ostrzeżeniami o e-exclusion, przybiera postać: be or not to be on-line.

Elektronika, władna anihilować przestrzeń w skali i formie dotąd niespotykanej, penetruje i „digitalizuje” coraz mocniej poszczególne kanały komunikacji, począwszy od momentu rejestracji przekazu, transmisji, na prezentacji kończąc, przy czym prezentacja ta emuluje strawne dla ludzkiej percepcji analogowe rozciągłe jakości i całe ich zorganizowane struktury. Ucyfrowieniu zatem w sensie dosłownym ulegają komunikaty (fotografia, film, muzyka), infrastruktura techniczna transmitujących je instytucji medialnych, w przenośni zaś także ich struktura organizacyjna oraz dokumentacja wewnętrznych procedur. Przy założeniu życzliwej interpretacji takiego sformułowania – można mówić o „ucyfrowieniu” pożądanych kompetencji ich personelu. Otaczani nie tylko cyfrowymi przekazami zaczynamy żyć w świecie coraz bardziej wirtualnym, w wirtualnej rzeczywistości, pod której pseudoanalogowym naskórkiem krążą bity.

Proces wydawniczy współczesnego druku, z którym związana jest przeszłość i teraźniejszość współczesnych bibliotek, także ulega ucyfrowieniu. Uzyskany od autora tekst i obraz, najczęściej w formie plików edytora, jest redagowany przez wydawcę w pamięci stacji graficznych do postaci cyfrowej matrycy. Genetycznie dzisiejszy druk jest więc papierową kopią cyfrowego wzorca i z punktu widzenia wydawcy jest wygodnym, bo w pełni kontrolowanym, sposobem sprzedaży tekstu i obrazu.

W cyfrowej powłoce

Współczesne biblioteki stały się polem masowych i niekiedy bardzo śmiałych aplikacji nowych technologii z zakresu automatyki i informatyki. W potocznym odbiorze postrzegane jako instytucje konserwatywne, biblioteki podjęły trud automatyzacji i włączają się do globalnego systemu komunikacji, prezentując także na ogólnoświatowym elektronicznym forum swoje zasoby. Owe technologie, traktowane zrazu jako jedynie wsparcie, otoczka dla powtarzalnych elementów procesów bibliotecznych, zastępują z wolna analogowy sposób ich dokumentacji. Wdrożenie systemów elektronicznych najpierw dubluje zapis przebiegu procesów bibliotecznych, lecz po jakimś czasie ich tradycyjna obsługa ustaje – na rzecz elektroniki. Zamyka się katalogi papierowe, rewers jest elektroniczny, stan konta czytelnika czy stan magazynu – funkcjonuje w postaci zapisu w bazie danych. Biblioteka analogowa w swej rejestracji przebiegu procesów migruje do cyfrowego świata, a elektroniczny zintegrowany system biblioteki staje się jej układem nerwowym. Ten moment często uchodzi uwadze, lecz jest dość ważny: to technologii (jeszcze bardzo młodej) powierza się zachowanie integralności biblioteki jako uporządkowanego zasobu przygotowanego do udostępniania. Trudno już sobie wyobrazić inicjatywę „analogizacji” zinformatyzowanej biblioteki, w której rejestracja przebiegu i skutków procesów bibliotecznych ma w większości formę zapisu elektronicznego.

Utworzone przez biblioteki w wyniku retrokonwersji elektroniczne katalogi dostępne w trybie 7x24x365 zmieniły zasadniczo sposób korzystania z aparatu referencyjnego bibliotek, umożliwiając zarazem prowadzenie przez nie sieciowo rozproszonych inicjatyw budowy centralnych katalogów wzorcowych czy też budowy centralnych wyszukiwarek zasobów rozproszonych. Zintegrowane dodatkowym oprogramowaniem sieciowym, bibliograficzne bazy danych umożliwiają traktowanie ich jako jednorodnego systemu informacyjnego, który dając bardziej kompletne odpowiedzi, kształtuje w ich użytkowniku przekonanie, że dopiero sieć bibliotek to prawdziwa biblioteka.

Import technologii cyfrowych przeniósł także na teren biblioteki właściwe im problemy, jak na przykład sprawę optymalizacji systemu informatycznego. Zwiększony ruch czytelniczy narzuca konieczność zwiększenia liczby stanowisk komputerowych dla czytelników. To z kolei wymusza zakup dodatkowych licencji oprogramowania, zwiększenie mocy obliczeniowych serwera centralnego (pamięć operacyjna, szybsze dyski), a w efekcie przynosi statystycznie większą ilość „trafień” w magazyny, które muszą te zamówienia obsłużyć. Optymalizacja jednego fragmentu systemu, np. wypożyczeń/udostępnień, ujawnia wąskie gardła w innych jego częściach – i historia zaczyna się od nowa. Decyzje merytoryczne mające wcześniej charakter przede wszystkim regulaminowy, przekładają się na wymogi dotyczące systemu informatycznego, co zarazem zwrotnie na te decyzje oddziałuje. Podobne kwestie można mnożyć: serwis, polityka backupu danych i reinstalacji, konieczność kompleksowych modyfikacji sprzętowo-programowego „stosu”, jakim jest elektroniczny system biblioteczny, określenie zasad migracji cyfrowych danych, związanych z szybkim starzeniem się informatycznej infrastruktury etc. Szczególnie to ostatnie zjawisko jest wyraźnym sygnałem, że biblioteka wkroczyła w obszar finansowo obciążającej logiki prawa G. Moora, mówiącego, że liczba tranzystorów, którą będzie można umieścić w jednym chipie, będzie się zwiększać co 24 miesiące.

Cyfrowy czytelnik

Jednym z podstawowych problemów elektronicznych tekstów jest brak równie wygodnego jak drukowany kodeks „urządzenia wyjścia” dla prezentowanego komunikatu. Czytanie z ekranu dłuższych tekstów jest męczące i niewygodne, a potrzeba lektury wymusza udanie się do miejsca instalacji najbliższego monitora. Urządzenia do mobilnej prezentacji elektronicznego tekstu, takie jak e-book, e-paper, są raczej techniczną ciekawostką i znalazły się w malutkiej rynkowej niszy albo nie wyszły na dobre z laboratoriów. Sprawa jest jak dotąd otwarta, zajmują się nią także kręgi posługujące się formułą top secret, co generalnie dobrze wróży losom wynalazku.

Elektroniczne katalogi są dobrym przykładem możliwości cyfrowych technologii, a łatwość, z jaką przeciętny czytelnik biblioteki pożegnał się z katalogiem kartkowym, daje tu sporo do myślenia. Równie łatwo, poza nielicznymi wypadkami, rezygnuje z obcowania z drukowanym oryginałem na rzecz kserokopii pożądanego dzieła lub jego fragmentu. Wydaje się w tym przypadku, że gdyby nie finansowe i prawne utrudnienia, ustawienie w miejscu kserokopiarki skanera do książek błyskawicznie rozwiązałoby problem czasochłonnego i kosztownego procesu digitalizacji najbardziej „chodliwego” bibliotecznego zasobu, jakkolwiek wielki by on nie był. Wszystko to skłania do mrocznego przypuszczenia, że czytelnik przychodzi do biblioteki po sam tekst i obraz. Cieszy go fakt, że w końcu można „oderwać” komunikat od kłopotliwego nośnika. Kłopotliwego, bo jego natura, stan i „położenie” w bibliotecznym obiegu jest wyznacznikiem dostępności treści, którą prezentuje. Co więcej, czytelnik jest gotów za to uwolnienie dodatkowo zapłacić, mimo że użytkowy efekt finalny (wydruk, odbitka) również ma materialną postać.

Codzienne cyfrowe otoczenie człowieka uczy go nowych informacyjnych zachowań. W dorosłe życie weszło już pokolenie, które pasjami oddawało się komputerowym grom, biegle posługujące się klawiaturą, myszką, obyte także w wirtualnym towarzystwie internetowych społeczności. Niekiedy nawet 4-latek z jednakową biegłością układa puzzle tekturowe, jak i te na ekranie komputera – przy pomocy myszki. Mgławicowość krótkich komunikatów i interakcja, które mało mają wspólnego ze skupioną lekturą biernej stronicy tekstu, stanowią ciągły trening ludzkiego układu nerwowego, który nie może go nie zmieniać.

Prostota interfejsów internetowych wyszukiwarek, ich nieskończona „cierpliwość” oraz fakt, że inaczej niż pracownik informacji, nie mogą już odesłać „do Google’a”, skłania także bibliotekarzy do zmiany osobistych i zawodowych heurystyk. Nadmiarowość wyników (precyzyjne odpytanie wyszukiwarki może być także trudne) i konieczność wyboru z listy odpowiedzi, są najwyraźniej bardziej przyjazne niż krótki komunikat bibliotecznego katalogu: „brak dokumentu”. O ile wysiłki projektantów interfejsów systemów informatycznych idą w kierunku ich upraszczania, biorą pod uwagę naturalne zachowania użytkownika, i chcą się dopasować do jego poznawczych zwyczajów – budowanie gotyckich katedr MARC-owych opisów z bogatą i istotną przecinkowo-kropkową ornamentyką zdaje się zmierzać w inną stronę.

Wiele wskazuje na to, że utrzymanie zainteresowania czytelnika i przekonywanie go do korzystania z aparatu referencyjnego (i dalej – zasobu) biblioteki, uwarunkowane będzie wytworzeniem przez bibliotekę przyjaznego interfejsu informacyjnego, łatwością dostępu w czasie rzeczywistym do zgromadzonych w bibliotece komunikatów oraz interaktywnością jej systemu, kojarzoną najczęściej z szerokimi możliwościami użytkowej samoobsługi.

Cyfrowy zasób

Funkcje i kształt biblioteki, w istocie systemu gromadzenia, porządkowania, przechowywania i udostępniania zasobu, są dość jednoznacznie determinowane przez materialne i „logiczne” cechy tego zasobu. Także wewnętrzny, logistyczny mechanizm biblioteki związany jest, w przypadku zasobu drukowanego, z jego określoną postacią: „kodeksowością”, rozmiarami, nieodwracalnym i stałym powiązaniem komunikatu z nośnikiem, koniecznością transportu jego materii w obiegu wewnątrz- i pozabibliotecznym, a w końcu w skali globalnej – z jego wytwórczym zwielokrotnieniem i stosunkowo dużym stopniem materialnej unifikacji. W tym kontekście wewnętrzny funkcjonalny kształt biblioteki tradycyjnej jest zdeterminowany (o użytkowniku i misji biblioteki nie zapominamy) przez cechy nośnika, jakie nadała mu prasa drukarska zapewniając jednocześnie powtarzalność jego nakładu. W skrócie rzecz ujmując, to gromadzony przez bibliotekę nośnik komunikatu, „przepływając” przez jej struktury, determinuje kształt i przebieg istotnych „procesów bibliotecznych”. Niedaleko stąd jest do konstatacji, iż zmiana procesowanego przez bibliotekę nośnika powoduje także zmiany owych bibliotecznych procesów – wraz z ich otoczeniem. Nawiasem mówiąc, to zapewniona przez prasę drukarską unifikacja cech nośnika komunikatu drukowanego wraz z powtarzalnością jego samego oraz procedur, które go dotyczą, ufundowała doskonałą podstawę do zastosowań technologii informatycznych, komputery bowiem znakomicie dają się stosować właśnie w obszarach, które są już w jakiś sposób zalgorytmizowane. Biblioteczne zbiory, które nie są dziełem masowej zunifikowanej produkcji, są włączane w informacyjny obieg biblioteczny z dużo większym trudem, a spora ich część zaliczana jest do zasobu nazywanego znacząco „zbiorami specjalnymi”.

Napływający do biblioteki elektroniczny zasób nie jest jednorodny genetycznie. Zazwyczaj nabyty od zewnętrznego wydawcy, po jego tradycyjnym zgromadzeniu jest on instalowany w uprzednio przygotowanej infrastrukturze biblioteki i tu kończy się (niekiedy jest też tradycyjnie opracowywany) jego stricte bibliotekarska obsługa. Zasób ten bowiem jest już zorganizowany do udostępniania, posiada własny interfejs, a zadaniem biblioteki jest wyłącznie utrzymanie jego technicznej dostępności. Płytki CD z kopiami drukowanych publikacji, bazy danych bibliograficznych, abstraktów czy artykułów, w zależności od licencjonowania, potrzeby i możliwości dostępu są instalowane na pojedynczych stanowiskach lub kopiowane na dyski skomplikowanych sieciowych systemów konsorcjów, umożliwiających obniżkę ceny zakupu licencji. Odtąd cyfrowy, uwolniony od nośnika komunikat (ściślej, nieustannie kopiowany na magistralach i między sieciowymi interfejsami komputerów) jest transportowany już poza tradycyjnym bibliotecznym obiegiem.

Zwieńczeniem procesu digitalizacji biblioteki jest wygenerowanie przez nią własnego zasobu cyfrowego, czyli utworzenie cyfrowej biblioteki. Faktycznie zasób ten stanowi kopię oryginalnego zasobu piśmienniczego, jednakże nakłada się nań istotne zadania, które wykraczają daleko poza zamierzenie wykonania jednorazowego zabiegu reprograficznego. Przede wszystkim jest on traktowany jako zasób operacyjnie autonomiczny względem oryginałów i to począwszy od wyznaczenia kryteriów jego selekcji. Nazwanie cyfrowej kolekcji biblioteką zobowiązuje. Podobnie bowiem jak i ta tradycyjna, biblioteka cyfrowa także jest biblioteką. Jest więc ona nie tylko uporządkowanym zasobem, lecz także zbiorem standaryzowanych procedur – narzędziem ciągłej i masowej digitalizacji. Cyfrowe „procesy biblioteczne”, które przez analogię można nazwać gromadzeniem, opracowaniem, udostępnianiem, łącznie z ochroną i konserwacją wytworzonego zasobu, bliższe są działalności wydawniczej i obejmują odpowiednio akwizycję zasobu cyfrowego (skanowanie), ocenę jego jakości (korekta), opracowanie (jak tradycyjne) oraz prezentację (najczęściej w sieci rozległej). Praca nad cyfrową biblioteką zmusza nie tylko do przemyślenia na nowo szeregu szczegółów i rozwiązań technicznych, lecz sięga też wyżej – wymaga bowiem zdefiniowania na nowo misji biblioteki, w nowym technologicznym pejzażu i w związku z przewidywanymi oczekiwaniami użytkowników względem zawartości i kształtu cyfrowego zasobu.

Cyfrowe kompetencje

Zespołowe projektowanie cyfrowej biblioteki, potem zaś tworzenie jej infrastruktury i zasobu, jest doświadczeniem szczególnym. Codzienna praca w bibliotece tradycyjnej czy nawet otoczonej elektroniczną powłoczką, mimo współistnienia w jej strukturach różnych specjalności, zachowuje dość precyzyjne podziały kompetencyjne. Dalej rozgranicza się zatem działalność „merytoryczną” czy też „podstawową”, administracyjną, techniczną etc., z których jedna świadczy usługi drugiej. Zapowiedzią zmian zakresu profesji stali się bibliotekarze systemowi, którzy podjęli trud spięcia na różnych polach bibliotecznego świata odmiennych języków, potrzeb, zawodowych etosów, by nie rzec – interesów.

Budowa cyfrowej biblioteki jest budową biblioteki od „fundamentów” aż po „dach”! Kwestie doboru pamięci masowych, poprzez zaplanowanie przepływu zasobu, ustalenie metadanych, zasad korekty obrazów czy OCR, aż do określenia postaci prezentacji, a wszystko to ujęte w ramy zadań tej bibliotece stawianych – w dodatku przy określonych finansach projektu – stawia blisko siebie ludzi różnych specjalizacji, których styczność wcześniej nie była tak częsta, bo i niekonieczna. Spotkanie katalogera z grafikiem komputerowym, konserwatora z informatykiem owocuje niezwykłą synergią przywoływanych problemów, koncepcji i proponowanych rozwiązań. Wymagania celów projektu i bezpieczeństwo zasobu oryginalnego uprzytamniają informatykom ograniczenia ich technologii z jej nowym modelem kosztów, zaś bibliotekarze mogą się przekonać, że jest ona zarazem bardzo elastyczna i wbrew ich „kodeksowym” przyzwyczajeniom warto uwzględniać jej szybki rozwój.

Zebranie w zespół i zadaniowa współpraca specjalistów różnych dziedzin potrzebnych bibliotece cyfrowej zdaje się też generować zaczątek nieco odmiennego od tradycyjnego, modelu „sieciowej” pracy zespołowej. Model ten wykracza poza specyfikę pracy właściwą doraźnym zespołom projektowym, bowiem te po osiągnięciu celów projektu ulegają rozwiązaniu. Natomiast utworzenie biblioteki cyfrowej zakłada jej trwałość, ciągłe utrzymywanie i powiększanie, a więc też i ciągłą pracę jej personelu, który jest obecnie zazwyczaj strukturalnie przyporządkowany różnym jej tradycyjnym działom. Wytwarza to trwałą, poziomą strukturę współpracy, która sformalizowana, zmienia bibliotekę tradycyjną w instytucjonalną hybrydę.

Cyfrowe zakończenie?

Kończąc tą krótką technologiczną wycieczkę sygnalizującą niektóre momenty napływu i oddziaływania cyfrowej technologii na kształt współczesnej biblioteki, wbrew powyższemu podtytułowi, nie będziemy przewidywać końca tradycyjnej skarbnicy wiedzy lub też nadejścia jej całkowicie cyfrowej przyszłości. Historia środków komunikowania opisuje najrozmaitsze losy mediów i stojących za nimi technologii, od wynalezienia, oczekiwania na ich zastosowanie, zawładnięcie sporą przestrzenią komunikacyjną, po ich stopniowe lub gwałtowne odejście. Jakiekolwiek próby szacowania ich trwałości, skoro są one „przedłużeniami człowieka”, winny mieć za podstawę rozstrzygnięcia powzięte na gruncie różnych dziedzin antropologii, socjologii i psychologii. Biblioteka, jako system komunikacyjny, jest szczególnie podatna na zmiany i innowacje technologii mediów, które mogą nią zawładnąć lub ustanowić dla niej konkurencję. Samą bibliotekę także można traktować jako swoistą technologię, przynajmniej technologię zaradczą, zadaniem której jest uporządkowane buforowanie zmaterializowanej myśli i wyobraźni oraz jej dalsze udostępnianie. Biblioteka będzie ulegała dalszej cyfryzacji ze względu na napływający do niej zasób, do cyfrowych zbiorów zakupionych i wytworzonych dojdą być może spuścizny i dary znajdujące się wyłącznie na nośnikach elektronicznych, co stworzy nowe kwestie do rozwiązania.

Uświadamiając sobie wszelkie niedogodności dzisiejszej sytuacji, pojawiające się problemy i odczuwane zagrożenia, które skłaniają bibliotekarzy do pytania o przyszłość bibliotek, warto mimo wszystko odnieść się do najogólniejszego określenia misji biblioteki, która przenosi w czasie gromadzony zasób. Transmisja kulturowego dziedzictwa ludzkości z zadaniem włączania go w społeczny obieg, może odbywać się zasadniczo na dwa sposoby. Pierwszy, to znana nam z codziennej praktyki ochrona i utrzymanie w dobrej kondycji nośników przechowywanych komunikatów. Drugi, to remediacja posiadanego zasobu do nowej technologicznej postaci, która najpewniej stanie się szkieletem światowego obiegu komunikacyjnego. Technologia cyfrowa, dostarczając stosunkowo tanich narzędzi do przeprowadzenia takiej konwersji, daje bibliotekom niepowtarzalną szansę na włączenie się w proces transformacji zasobów oraz globalnej ich propagacji nowymi środkami.

Bibliografia:

  1. CASTELLS, M. Galaktyka Internetu. Poznań: Dom Wydawniczy REBIS, 2003. ISBN 83-7301-233-8.
  2. EISENSTEIN, E. Rewolucja Gutenberga. Warszawa: Prószyński i S-ka, 2004. ISBN 83-7180-744-0.
  3. FIRLEJ-BUZON, A. Stary lek na nowe czasy. Uniwersalny babysitter. In Szczepańska, B., Antczak, B. (red.). Biblioterapia w bibliotekach. Zakres, formy, metody : Wrocław 10 - 11 października 2003 [on-line]. [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, K[omisja] W[ydawnictw] E[lektronicznych], Redakcja "Elektronicznej Biblioteki", 2004. [dostęp 1 marca 2006]. Dostępny w World Wide Web: http://ebib.oss.wroc.pl/matkonf/wroclaw/buzon.php. ISBN 83-915689-7-0.
  4. HOLLENDER, H. Biblioteki cyfrowe w Polsce: warunki i zagrożenia. In Biuletyn EBIB [on-line]. 2005 nr 4 (65) [dostęp 1 marca 2006]. Dostępny w World Wide Web: http://ebib.oss.wroc.pl/2005/65/hollender.php. ISSN 1507-7187.
  5. JONSCHER, C. Życie okablowane. Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., 2001. ISBN 83-7200-927-9.
  6. DE KERCKHOVE, D. Inteligencja otwarta. Warszawa: MIKOM, 2001. ISBN 83-7279-093-0.
  7. LEVINSON, P. Miękkie ostrze. Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., 1999. ISBN 83-7200-361-0.
  8. ONG, W. J. Oralność i piśmienność. Lublin: Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 1992. ISBN 83-228-0247-1.
  9. PEARSON, D. Digitalizacja – czy istnieje jakaś strategia? In Biuletyn EBIB [on-line]. 2003 nr 2 (42) [dostęp 1 marca 2006]. Dostępny w World Wide Web: http://ebib.oss.wroc.pl/2003/42/pearson.php. ISSN 1507-7187.
  10. POSTMAN, N. Technopol. Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., 2004. ISBN 83-7200-637-7.
  11. THOMPSON, J. B. Media i nowoczesność. Wrocław: Wydawnictwo ASTRUM, 2001. ISBN 83-7249-085-6.
 Początek strony



Od druku do bitów, czyli o digitalizacji systemów bibliotecznych / Remigiusz Lis// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. naczelny Bożena Bednarek-Michalska. - Nr 4/2006 (74) kwiecień. - Czasopismo elektroniczne. - [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich KWE, 2006. - Tryb dostępu: http://www.ebib.info/2006/74/lis.php. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187