EBIB 
Nr 2/2003 (42), Digitalizacja i narodowe zasoby elektroniczne - projekty i strategie. List
 Poprzedni artykuł Następny artykuł   

 


PBI - uwagi internauty

List do redakcji


Każdy, komu drogie jest działanie ukierunkowane na rzecz podnoszenia poziomu kultury społeczności, zgodzi się ze stwierdzeniem, że czytelnictwo jest w tym przedmiocie bardzo ważnym - a nawet chyba decydującym - składnikiem. Zatem każdemu zatroskanemu o ogólny stan kultury zależy na tym, by ludzie byli zachęcani do poznawania wiadomości utrwalonych w piśmie, oraz by mieli ułatwiony dostęp, zwłaszcza do tekstów uznanych za wartościowe.

W ostatnich latach otrzymaliśmy potężne w tej dziedzinie narzędzie: komputer wykorzystywany jako czytnik i maszyna do pisania. Komputer to narzędzie, które pozwala zarówno przeczytać tekst dostarczony na dyskietce, płycie kompaktowej i pobrany z Internetu, jak i zanotować swoje uwagi bez brudzenia marginesów. Choć nie da się w tej chwili stwierdzić z całą pewnością, czy przewidywany rozwój korzystania z tekstów cyfrowych rzeczywiście nastąpi, sprawą warto się zainteresować.

22 grudnia 2002 roku nastąpiło w tej dziedzinie ważne wydarzenie: otwarcie subwencjonowanej z budżetu państwowego Polskiej Biblioteki Internetowej. Mam w związku z tym kilka uwag:

Niepokoi mnie pytanie: Czy fakt powyższy zostanie zauważony przez tzw. świat kultury? Jak na razie znam tylko jeden przykład zainteresowania biblioteką: notatka w wydawanym przez SBP EBIB-ie. A poruszam tu sprawę wykraczającą poza troskę o to, by prasa rozpowszechniła wiadomość o powstaniu PBI, czy o dyskusję nt. celów i sposobu działania tej instytucji. Chodzi mi o to, że stworzona zostaje możliwość włączenia do "życia kulturalnego" pozostających w izolacji grup entuzjastów wypowiadania się w Internecie - dostępnego dla dysponujących skromnymi funduszami. Mam tu na myśli głównie czasopisma i biblioteki sieciowe, które pozbawione krytycznych uwag zdane są jedynie na własny i czytelników osąd w oderwaniu od kontaktu z elitą doświadczonych obserwatorów twórczości kulturalnej, kontaktu umożliwiającego normalny rozwój.

We wspomnianej notatce o powstaniu PBI zawarto istotne - jak się wydaje - uwagi krytyczne. Nie sądzę, by inne przedsięwzięcia internetowe miały większe widoki na szanse, jakie stwarza tego rodzaju pouczenie. Owszem, np. redakcja e-miesięcznika "Reporter", którego jestem prenumeratorem, kilkakrotnie prosiła czytelników w formie ankiety, czy zachęty o uwagi, które byłyby impulsem do ulepszających zmian. Niestety, być krytykiem, który potrafi należycie wyartykułować, co należy poprawić, a zwłaszcza zaproponować sposób poszukiwania ulepszeń, nie jest łatwo, do tego potrzeba przygotowania i uzdolnień.

Otóż PBI przez wprowadzenie w przestrzeń internetową owoców pracy ludzi traktujących pisanie jako zawód, stwarza szansę (niestety jedynie szansę!) zmiany tej niezdrowej sytuacji. Pozwolę sobie więc wyrazić nadzieję, że utworzenie PBI da znaczący impuls dla pobudzenia e-twórczości i pełniejszego włączenia jej do tej całości, którą nazwę "życiem kulturalnym kraju".

Należy zastrzec, że zarazem PBI stanowi jednak dla istniejących magazynów i bibliotek konkurencję, ale o tym będzie dalej.

Z pierwszego zdania strony Cele Polskiej Biblioteki Internetowej wynika, że zasadniczym celem powołania PBI jest udostępnienie wartościowej lektury osobom pochodzącym z małych miast, wsi, czy innych regionów oddalonych od ośrodków akademickich i kulturalnych. Otóż trzeba sobie zdać sprawę z tego, że w tym gronie znajdzie się wiele osób niezamożnych, dysponujących słabym sprzętem komputerowym, bez własnego dostępu do Internetu. Dla wielu (sam przez pewien czas byłem w tej sytuacji) jedyną szansę skorzystania z bogactw sieci stwarza kawiarenka internetowa, gdzie w pośpiechu (ze względu na opłatę zależną od czasu korzystania) można sobie pozwolić jedynie na skopiowanie na swoją dyskietkę tekstu do przeczytania w domu. W podobnej sytuacji znajdują się osoby korzystające z komputera ze stałym łączem udostępnionego grzecznościowo w szkole lub przedsiębiorstwie. Zresztą nawet dla posiadających (jak np. ja) modem włączony do sieci telefonicznej też nie jest obojętne, jaki okaże się koszt połączenia. Wszystkim tym czytelnikom PBI zależy więc na tym, by do minimum ograniczyć czas połączenia z Internetem, a z zasobów Internetu korzystać mogą głównie w postaci niesformatowanych tekstowych plików DOS-owych (ASCII). I z tego względu należy - moim zdaniem - dokonać w PBI zasadniczych zmian. Dokładniej, o co chodzi, objaśnię na przykładzie:

Wspomnienia niebieskiego mundurka Gomulickiego - tak jak i wszystkie inne podane w formacie "tekst jako html", czytelnik otrzymuje w postaci osobnych stron (w omawianym przypadku niewielkiej książeczki mamy ponad 60 stron). Zmusza to albo do czytania on-line, co ze względów finansowych jest dla mnie i podobnie uposażonych niemożliwe, albo do ściągania z sieci kolejno poszczególnych stron i kopiowania każdej z osobna, co nawet przy dobrze działającym łączu zajmie ponad pół godziny. Ten sam tekst w postaci pliku niesformatowanego mógłbym otrzymać w ciągu minuty, a następnie odczytać w domu przy pomocy dowolnego edytora. Wynika stąd wniosek, że każdą książkę zachowaną jako tekst, należy w pierwszym rzędzie wykonać w takiej właśnie najłatwiejszej do użycia postaci, ew. dodatkowo - skondensowany, samorozpakowujący się plik. Wykresy, tabele, wzory matematyczne, chemiczne itp. można wykonać jako osobny plik zaznaczając odpowiednie miejsca w tekście i podając odpowiednie odwołania. Edycja mająca zaspokoić gusta bibliofilów i amatorów ilustracji, może wystąpić jedynie jako dodatkowa kopia (oczywiście nie dotyczy to egzemplarzy możliwych do przedstawienia jedynie jako mapa bitowa, np. druki zabytkowe czy dzieła, których istotną ilościowo i treściowo częścią są bogate w szczegóły obrazy).

Z podobnego względu należy sporządzić kopię katalogu w wersji pliku tekstowego niesformatowanego. Wskazane jest przy tym oddzielić sygnaturę, autora, tytuł i objaśnienie tematu symbolami umożliwiającymi rozdzielenie tych czterech opisów do odrębnych kolumn przy wprowadzaniu pliku do arkusza kalkulacyjnego "Excel" (umożliwiłoby to czytelnikowi posługiwanie się skopiowanym spisem w domu jako bazą danych do przeszukiwania księgozbioru). Obecny układ katalogu wskazany dla uzyskania dostępu do wybranej książki jest nieprzydatny w wypadku typowej dla większości czytelników potrzeby uzyskania ogólnej orientacji w możliwościach biblioteki. Nastawienie wyłącznie na odbiorcę, który szuka konkretnego dzieła, w wypadku księgozbioru liczącego 150 (a niechby i 15.000!) pozycji jest nieporozumieniem.

Sądzę, że PBI powinna jasno określić swoją pozycję w odniesieniu do innych inicjatyw wydawniczych zarówno do wydawnictw posługujących się drukiem, jak i - przede wszystkim - do posługujących się techniką cyfrową. Mamy tu trzy możliwości:

  • konkurencja,
  • postawa obojętna (robimy to, co uważamy, że robić należy. Jeżeli to sprawia komuś kłopoty, to nie nasze, ale jego zmartwienie),
  • współpraca.

Stanowczo opowiadam się za tą ostatnią. Na niwie publicystyki jest tyle do zrobienia, że należy dbać o to, by żadna w tym kierunku inicjatywa nie została zmarnowana, jak np. stało się z prowadzoną przez Piotra Parafiniuka Biblioteką Sieciową. A znaczna część stron internetowych istnieje tylko dzięki temu, że właściciel serwera liczy na wpływy z reklam zależne od ilości odwiedzin, którą funkcjonowanie subwencjonowanej strony ma powiększyć. Przypuszczam, że właśnie takie było podłoże wspomnianej likwidacji BS.

Wspominając o tej e-bibliotece, i odstępując od właściwego tematu chcę wyrazić nadzieję, że jej księgozbiór, w którego kompletowaniu brałem udział, nie przepadnie, będzie kiedyś wykorzystany. Może dla uniknięcia w przyszłości podobnych strat należałoby wymagać stosowania w Internecie art. 3 ust. 5 ustawy z 7 listopada 1996 roku o obowiązkowych egzemplarzach bibliotecznych z ew. zastrzeżeniem nie udostępniania książki w konkurencyjnym zestawie bibliotecznym? Zresztą z umieszczeniem książki w przechowalni nie trzeba by było czekać na jej przysłanie, lecz wystarczyłoby samemu zrobić kopię do rezerwowego zbioru PBI.

W tym miejscu muszę zastrzec, iż obawy o konkurencyjność między wydawnictwami drukowanym i cyfrowym tego samego dzieła uważam za przesadne, a może nawet fałszywe, jeśli wziąć pod uwagę przyzwyczajenie większości czytelników do tradycyjnej postaci książki. Zachodzi w tej sprawie, jak mniemam, podobieństwo do znanej z wielu przykładów sytuacji, gdy nie mająca większych perspektyw na sukces handlowy powieść, po wydrukowaniu w odcinkach przez popularne czasopismo stała się bestsellerem. Jest duże prawdopodobieństwo tego, że w przyszłości wydanie internetowe będzie traktowane jako zarazem probierz i reklama dla przygotowywanej edycji drukowanej.

Inaczej sprawy się mają, gdy mowa o prywatnych stronach internetowych, o bibliotekach i czasopismach. Jak już wspomniałem, jestem przekonany, że powstanie PBI stworzy prywatnym inicjatywom kulturalnym w Internecie przede wszystkim szanse rozwoju, nie mniej należy przewidywać pojawienie się szkodliwych skutków konkurencji i przeciwdziałać im. Między innymi należy ograniczać się do czystego, niesformatowanego tekstu, a w wypadku tekstów o wygasłym prawie autorskim skupić się w pierwszej kolejności na takich, których przewidywane zapotrzebowanie nie przekracza 100 egzemplarzy rocznie i z tego względu nie są atrakcyjne ani dla wydawców książki drukowanej, ani dla posiadaczy stron w Internecie. Z kolei, gdy chodzi o tytuły oferowane przez inną bibliotekę, należy nie tylko unikać wystawienia własnej kopii, lecz dodatkowo, w katalogu podać adres strony, na której można rzecz znaleźć. Sądzę zresztą, że godną polecenia byłby szeroko pojęty patronat na wzór np. Biblioteki Narodowej, a w ogóle temat jest zbyt trudny i obszerny na to, bym czuł się na siłach do wyjścia poza powyższe kilka nieobowiązujących refleksji.

PBI rozporządzająca funduszami z budżetu państwowego nie jest zmuszona wikłać się w akcje mające na celu zdobycie poparcia finansowego. Nie mniej sądzę, że tego rodzaju aktywność jest potrzebna - nie tyle zresztą samej bibliotece, ile społeczeństwu, posiadając bowiem niezależność finansową można próbować rozwinąć takie formy działalności, które, jeśli zostaną zaakceptowane przez czytelników, mają szansę kontynuacji również niezależnie od PBI.

Chciałbym to objaśnić posługując się przykładem, który można traktować jako konkretną propozycję. Chodzi o stowarzyszenie przypominające nieco Klub Dobrej Książki, a pod innym względem - sprzedaż programów komputerowych po ich uprzednim wypróbowaniu (ten sposób sprzedaży chyba ma nazwę shareware). Członkowie wpłacaliby dobrowolne składki przeznaczone na dofinansowanie cyfrowego wydania książek zamawianych przez PBI bezpośrednio u autorów, przez odkupienie praw od wydawcy książki drukowanej, lub podobnie. Każdy członek miałby założone konto. Po ukazaniu się zapowiedzi kolejnych książek subwencjonowanych przez bibliotekę, a dostępnych jedynie za wskazaną opłatą, właściciel konta miałby prawo otrzymać e-mail'em kopię wybranego dzieła z jednoczesnym odpisaniem z konta kwoty równej wyznaczonej cenie. Do zrealizowania tego zamówienia wystarczyłoby tylko przesłanie do PBI odpowiedniej treści e-mail'u i ew. tą samą drogą potwierdzenia. Być może, z biegiem czasu ta forma wspomagania PBI rozwinęłaby się tak, że działalność wydawnicza e-tekstów stałaby się opłacalna i mogłaby być kontynuowana również prywatnie z rozszerzeniem na publicystykę itp.

Ostatnia sprawa, którą pragnę poruszyć dotyczy nie bezpośrednio PBI, lecz inicjatywy społecznej, którą biblioteka mogłaby wspomagać i wykorzystać. Chodzi o grono entuzjastów, zainteresowanych w tworzeniu polskojęzycznych zasobów bibliotecznych na wzór amerykańskiego Programu Gutenberg. Jestem jednym z nich. Sprawia mi dużą satysfakcję, gdy bezinteresownie mogę przygotować wartościowy tekst, który następnie staje się dostępny przez Internet i może przyczynić się do zaspokojenia czyjegoś pragnienia dobrej lektury. Niestety Biblioteka Sieciowa, która korzystała z mojej i innych wolontariuszy pracy, przestała - jak to wspomniałem - istnieć, Skarbnica Literatury Polskiej jest zainteresowana wyłącznie dziełami autorów polskich, przy tym współpraca z nią - mimo mych starań - nie może się rozwinąć, a innych chętnych do skorzystania z tego rodzaju pomocy nie znam. Zarazem wybór tekstów do przerobienia na postać elektroniczną wolontariusz ma bardzo ograniczony do tego, co znajdzie w swojej biblioteczce domowej lub w antykwariacie, a dodatkowo brakuje mu specjalistycznej wiedzy pozwalającej prawidłowo ocenić wagę poszczególnych książek z punktu widzenia potrzeb czytelniczych (np. jak wspomniałem, przypuszczalnie pierwszeństwo powinny mieć teksty z jednej strony wartościowe, a z drugiej nie mające szans na wydanie w trybie stosowanym powszechnie, choćby z tego względu, że przewidywane zapotrzebowanie nie sięga 100 egzemplarzy rocznie). Zatem współpraca polegająca na tym, że PBI wskaże tytuł i źródło, z którego wolontariusz może (choćby za kaucją) otrzymać książkę do przetworzenia, byłaby korzystna zarówno dla biblioteki, która bezpłatnie zyskałaby pozycję do umieszczenia w swoim zbiorze, jak i dla usatysfakcjonowanego wykonaniem pożytecznej pracy.

Stanisław Marek Gąbiński

 Początek strony



PBI - uwagi internauty : List do redakcji// W: Biuletyn EBIB [Dokument elektroniczny] / red. naczelny Bożena Bednarek-Michalska. - Nr 2/2003 (42) luty. - Czasopismo elektroniczne. - [Warszawa] : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich KWE, 2003. - Tryb dostępu: http://www.ebib.pl/2003/42/glabinski.php. - Tyt. z pierwszego ekranu. - ISSN 1507-7187